Ona nie chciała wciągać nikogo w swoje problemy. To była jej największa bolączka. Korzystała z pomocy różnych osób, bo nie miała innego wyjścia. Strasznie jej to uwłaczało, sama świadomość, że nie jest w stanie rozwiązać swoich problemów bez niczyjej pomocy. Nigdy nie prosiła o pomoc, tutaj postanowiła nieco nagiąć swoje zasady, a ten jej teraz zarzucał, że wszystkich w to wciąga. To bolało, bo gdyby tylko mogła to by tego nie zrobiło, jednak walka o pozostanie przy życiu skłaniała ją ku metodom działania do których nie przywykła.
- Nigdy nie chciałam w to nikogo wciągać. - Nie chciała, ale musiała, była naprawdę strasznie tym przejęta, inni ryzykowali dla niej. Nie potrafiła pogodzić się z tą myślą. Nie to, żeby sama nie zrobiła tego samego, gdy ktoś prosił ją o pomoc. Szczególnie, że widziała chociażby to, co stało się z Cainem, to nie był przyjemny widok, czy Edge, który wybiegł z krzykiem z pubu. Strasznie jej było głupio przez to, że ich o to prosiła, ale dzięki temu zbliżała się do rozwiązania problemu.
- Się okaże. - Bez sensu było gdybać, co będzie. Nie mieli pojęcia w jaki sposób zachowa się bestia. Pozostało mieć nadzieję, że to ona będzie jego głównym przeciwnikiem, naprawdę chciała, żeby tak się stało. Nie zamierzała też chować się za swoimi towarzyszami, to była przede wszystkim jej własna walka, o jej przyszłość. Zdawała sobie z tego sprawę.
Nadal nie do końca rozumiała, co poszło nie tak. Dlaczego z siebie zrezygnowali. Wiedziała, że mogła do niego wrócić, robiła to wiele razy, jednak uznała, że ten będzie ostatnim. Nigdy nie zdarzało jej się kierować dumą, nie w przypadku ich relacji. Zresztą już na samym początku to ona pękła jako pierwsza, ona wyznała mu co do niego czuje, może ciągle powinna być tą osobą, która brała na siebie odpowiedzialność za to, co właściwie było między nimi. Trochę tak to wyglądało na przestrzeni lat. Dała dupy za tym ostatnim razem, ale uniosła się honorem, nie powinna była tego robić. Szczególnie, że minął prawie rok, a ona nadal nie przywykła do myśli, że nie są razem. Mieli być razem do usranej śmierci, tak zakładała, jak widać nic nie mogło być stałe. Nie powinna była się przyzwyczajać do dobrego. Najgorsze było to, że nadal zastanawiała się nad tym, co by było gdyby jednak wtedy do niego wróciła, gdyby poszła z nim porozmawiać.
Ta rozmowa nie miała najmniejszego sensu. Wiedziała o tym, przerzucali się kąśliwymi uwagami, które nic im nie dawały poza tym, że mogły uderzyć w drugą stronę, nic to nie wnosiło. Doprowadziło ją jednak do stanu, w którym jeszcze nigdy się nie znajdowała podczas ich kłotni. Bardzo ją to ukuło, że pozwoliła sobie na to, żeby zachować się w ten sposób. Nie powinna była go uderzyć, wiedziała o tym. Chciał jej pomóc, starała się o tym pamiętać, ale te wszystkie gorzkie słowa, które padły z ich ust zgniotły jej wizję tego, co kiedyś mieli. Wydawało jej się, że to było prawdziwe, że faktycznie ją pokochał, tak jak ona kochała jego. Aktualnie jednak miała wrażenie, że to było kłamstwo, najwyraźniej faktycznie nie dało jej się kochać. Powinna się tego spodziewać, to wszystko, co mówiła jej matka było prawdą. Nikt nie chciałby być z kimś takim jak ona. Musiała się z tym pogodzić, bolało ją to kurewsko, ale nie miała innego wyjścia.
Nie spodziewała się, że ruszy za nią. Raczej powiedział jej wszystko, co miał do powiedzenia. Zrozumiała komunikat. Nic tu po niej, nigdy nie było tu dla niej miejsca. Ta relacja od samego początku była skazana na porażkę. Mimo, że nie byli razem od roku, to ciągle miała nadzieję, że może się coś zmienić. Kurwa, brakowało jej go, przez te wszystkie miesiące. Kiedy zatracała się w swoich demonach, miała nadzieję, że kiedyś jeszcze ją wyciągnie z tego jej piekła na ziemi. Najwyraźniej się myliła.
Rina, jedno słowo, ale niosło ze sobą wiele wspomnień. Nie powinna była tego robić, ale się zatrzymała i odwróciła w jego kierunku. Czego teraz od niej chciał? Doprowadził ją do szału. Była zła na siebie, że pozwoliła sobie na ten wybuch, próbowała się uspokoić, opanowac łzy i szloch, ale to wcale nie było takie proste.
- Chyba za późno na przeprosiny. - Głos jej drżał, nadal nie potrafiła nad nim zapanować. Z tych nerwów znowu ściskała dłonie w pięści i czuła, jak paznokcie wbijają jej się w wewnętrzną część dłoni. Potrzebowała tego bólu, zdecydowanie wolała się skupić na cierpieniu fizycznym, niżeli tym, co niszczyło jej duszę.
- Nigdy nie będę potrafiła cię nienawidzić. - Mimo tych wszystkich słow, które padły z jej ust, mimo tej goryczy, która się z nich wylewała. Nie umiała tego zrobić, to siebie nienawidziła za to, co im zabrała, nie jego.