03.10.2024, 10:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.10.2024, 10:49 przez Brenna Longbottom.)
Brenna zwykle bardzo lubiła gadać, ale że tym razem sytuacja należała do tych trochę poważniejszych, nijak już nie odpowiadała, chociaż w duchu to sobie pomyślała, że nie, wyraz do współpracy to był żaden – bo jakby nie było znał tylko mniej więcej kierunek, a ona mogła dosłownie wywęszyć obozowisko. Greengrass jawił się jej zasadniczo jako dość typowy czystokrwisty, który po prostu lubił robić, co chciał i niezbyt obchodziły go potencjalne konsekwencje, tak samo jak ona jawiła się mu jako szczeniakowata Brygadzistka, żółtodziób, którym w sumie przestała być w pracy dopiero niedawno. W końcu ledwo na początku lipca stuknął jej rok służby. Nie minęły dwa lata, odkąd przestała biegać po hogwarckich korytarzach w mundurku, półtora odkąd zamieniła szkolną szatę na szare umundurowanie Brygady i nagle z „dzieciaka” stała się oficjalnie „dorosłą”, w dodatku „funkcjonariuszem”.
*
Drwale nie zamierzali współpracować.
Mogliby tutaj najwyraźniej wysłać specjalistę ministerialnego od negocjacji, a i tak nic by nie uzyskał, bo zaklęcia posypały się, ledwo Brenna oświadczyła, że na miejscu pojawiła się Brygada Uderzeniowa. Weasleyowie, Tudzież Irlandczycy, Tudzież Diabły z Kosmosu, nie pofatygowali się nawet sprawdzić, ile osób pojawiło się na polanie, czy są to dwie osoby, czy może cały oddział. Zasłona na wejściu do namiotu uniosła się lekko i dwa zaklęcia pomknęły prosto ku „fałszywce”, obalając ją i sprawiając, że znikła ledwo pół sekundy później.
Gdyby Brenna tam stała, może zdążyłaby wypuścić tarczę, a może nie – tak czy inaczej w najlepszym razie znalazłaby się pod ostrzałem dwóch lub trzech osób.
Uniosła różdżkę, sama próbując wypuścić jedno ze swoich ulubionych zaklęć - opleść namiot sznurami, doprowadzając tym samym do jego obalenia. Krzywdy wielkiej to nie powinno zrobić, nawet jeżeli był powiększony, to raczej wątpiła, by kryła się tam cała Narnia, a istniała szansa, że dzięki temu zaplątają się trochę w poły materiału i utrudni im to działania.
Bo Ambroise miał rację, wcale nie zamierzała stać jak kołek i czekać aż tamci zrobią… no wszystko co im się akurat spodoba.
Gdzieś za sobą słyszała dźwięki świadczące o tym, że i tam trwa wymiana ognia, ale nie za bardzo mogła się w tej chwili odwrócić. Któryś z drwali najwyraźniej faktycznie był na zewnątrz i może rozpoznał Greengrassa, skoro postanowił na dzień dobry rzucić w niego ogłuszaczem. Mimo krótkich nóżek zdołał rzucić się na bok i uniknąć zaklęcia oszałamiającego, ciśniętego przez uzdrowiciela – to pomknęło dalej, trafiając jedno z drzew. Mężczyzna uniósł własną różdżkę i wycelował w Ambroise’a, najwyraźniej próbując rzucić w niego kolejne zaklęcie…
*
Drwale nie zamierzali współpracować.
Mogliby tutaj najwyraźniej wysłać specjalistę ministerialnego od negocjacji, a i tak nic by nie uzyskał, bo zaklęcia posypały się, ledwo Brenna oświadczyła, że na miejscu pojawiła się Brygada Uderzeniowa. Weasleyowie, Tudzież Irlandczycy, Tudzież Diabły z Kosmosu, nie pofatygowali się nawet sprawdzić, ile osób pojawiło się na polanie, czy są to dwie osoby, czy może cały oddział. Zasłona na wejściu do namiotu uniosła się lekko i dwa zaklęcia pomknęły prosto ku „fałszywce”, obalając ją i sprawiając, że znikła ledwo pół sekundy później.
Gdyby Brenna tam stała, może zdążyłaby wypuścić tarczę, a może nie – tak czy inaczej w najlepszym razie znalazłaby się pod ostrzałem dwóch lub trzech osób.
Uniosła różdżkę, sama próbując wypuścić jedno ze swoich ulubionych zaklęć - opleść namiot sznurami, doprowadzając tym samym do jego obalenia. Krzywdy wielkiej to nie powinno zrobić, nawet jeżeli był powiększony, to raczej wątpiła, by kryła się tam cała Narnia, a istniała szansa, że dzięki temu zaplątają się trochę w poły materiału i utrudni im to działania.
Bo Ambroise miał rację, wcale nie zamierzała stać jak kołek i czekać aż tamci zrobią… no wszystko co im się akurat spodoba.
Rzut W 1d100 - 95
Sukces!
Sukces!
Gdzieś za sobą słyszała dźwięki świadczące o tym, że i tam trwa wymiana ognia, ale nie za bardzo mogła się w tej chwili odwrócić. Któryś z drwali najwyraźniej faktycznie był na zewnątrz i może rozpoznał Greengrassa, skoro postanowił na dzień dobry rzucić w niego ogłuszaczem. Mimo krótkich nóżek zdołał rzucić się na bok i uniknąć zaklęcia oszałamiającego, ciśniętego przez uzdrowiciela – to pomknęło dalej, trafiając jedno z drzew. Mężczyzna uniósł własną różdżkę i wycelował w Ambroise’a, najwyraźniej próbując rzucić w niego kolejne zaklęcie…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.