Powinna spierdolić stąd w podskokach, to by było lepsze. Nadal jednak nie umiała tego zrobić, może przez to, że kiedy ostatnio zniknęła nie przyniosło to oczekiwanego efektu, pewnie tak. Mimo całej złości, która ją wypełniała nadal stała w miejscu i wpatrywała się w mężczyznę, który kiedyś był całym jej światem.
Nie potrafiła porzucić tego, co kiedyś ich łączyło, chciała go nienawidzić, ale nie była w stanie tego zrobić, za dużo przyjemnych wspomnień w niej wzbudzał. Wiedziała, że nic z tego nie wyniknie, nie po tym wszystkim, ale nie umiała patrzeć na niego jak na zło swojego życia, nie był jej czarnym charakterem, chociaż usilnie próbowała oskarżać go o wszystkie swoje niepowodzenia. To ona była swoją zagładą, niszczyła wszystko, co miała wokół siebie, może i jego też zniszczyła? To było prawdopodobne, jej ogień spalał wszystko, co znajdowało się w jego zasięgu, a on przecież był najbliżej, musiał oberwać prędzej, czy później.
- Mhm. - Nie było jej stać na to, żeby powiedzieć cokolwiek. Bo jak nie tak, to niby jak to miało wyglądać? Powinni się spodziewać tego, że współpraca nie będzie gładka, zbyt wiele niedopowiedzeń między nimi było. To wszystko tylko się nawarstwiało, musiało znaleźć ujście. Może lepiej, że stało się to teraz, a nie w momencie, w którym miało dojść do starcia z bestią. Zdecydowanie lepiej było się pozbyć tego napięcia teraz, kiedy nie ryzykowali życia.
- Nie ma innego sposobu, ja nigdy nie chciałam tego zamykać, więc wszystko zależało od ciebie. - Nie chciała, ale nie szukała z nim kontaktu. Męczyła się z tym okropnie, nie mogła tego przeżyć, ale nie wróciła do niego. Czuła, że to w niej jest problem, że musiał się od niej uwolnić, nie chciała być jego zagładą. Skoro potrzebował się od niej uwolnić, to nie zamierzała mu tego zabierać. Wiedziała, że mogłaby wrócić, spróbować odbudować to co mieli, tylko, czy to miało sens, czy nie wróciłoby to do nich ze zdwojoną siłą? Nie chciała, żeby był z nią tylko przez to przywiązanie, które między nimi było. Chciała, żeby faktycznie ją kochał, tak jak na samym początku, wtedy była pewna, że darzy ją tymi silnymi uczuciami, później zaczęła w to wątpić, bo gdyby ją kochał, czy faktycznie tak łatwo byłoby mu odejść? Była pewna swoich uczuć, jego coraz mniej. Z drugiej strony po co znowu do niej wracał, troszczył się o nią, pokazywał, że mu zależy, po to, żeby za chwilę potraktować ją tak okropnie jak teraz.
Miała mętlik w głowie, to prawda, nie pierwszy raz. Ambroise był kurewsko skomplikowany, nie miała pojęcia, co właściwie siedziało w jego głowie. Nigdy nie była pewna. Zachowywał się w pewien sposób, a później robił coś, co świadczyło o tym, że zupełnie nieodpowiednio rozumiała to, co działo się wokół niej.
- Jest we mnie wiele nienawiści, jednak żadna z nich nie jest skierowana ku tobie. - Tak, dzisiaj przyszła tu wkurwiona, ale to nie była nienawiść, to była złość o to, że znowu wchodził w jej życie, nie chciała, żeby to robił, bo właśnie, nadal nie był jej obojętny. Bała się, że może zechce znowu wejść w jej życie, nie potrafiłaby go od siebie odsunąć. Ciągnęło ją do niego niczym ćmę do światła, ale nie chciała znowu doprowadzać go do momentu, w którym będzie musiał znowu z niej zrezygnować. To była niebezpieczna gra, dla niej i dla niego. Niosąca ze sobą wiele cierpienia. Musiała postawić jakieś granice, jednak kiedy to robiła, to on za każdym razem je przekraczał. Powinien się określić, jednak tego nie robił. Nie miała pojęcia, co powinna o tym wszystkim myśleć, nie wiedziała, jak się w tym odnaleźć. To ją bolało. Wiedziała, że jeśli się znowu do siebie zbliżą, to skończy się to tak samo. Zapewne znowu wszystko spierdoli, bo przecież tak miała, ciągnęła wszystkich wokół siebie na dno, na którym znajdowało się jej królestwo.
- Chyba powinnam już pójść. - Uspokoiła się, łzy jeszcze kręciły jej się w oczach, ale była coraz bliższa zapanowania nad swoimi emocjami. Lepiej, żeby stąd poszła, bo i tak powiedzieli dzisiaj sobie wiele złego, wolała nie dorzucać do tego innych rzeczy, których nie powinien od niej usłyszeć. Nie chciała wyjść na zdesperowaną, ale naprawdę brakowało jej go w tym życiu które teraz wiodła. Szczególnie, że jeszcze nigdy nie czuła się taka zagubiona we wszystkim, co działo się wokół niej.