Maj był całkiem wygodnym miesiącem, jeśli chodzi o ucieczkę w takie miejsca. Nie był to czas, kiedy większość osób wybierała podobne aktywności, cóż, zazwyczaj pojawiali się tutaj kiedy słońce grzało najmocniej, aby w pełni wykorzystać to, że znajdowali się nad morzem. Nie taki był jednak cel wizyty w okolicy Ambroise'a i Geraldine. Oni chcieli się nacieszyć sobą, więc trafili idealnie, a do tego towarzyszył im całkiem malowniczy krajobraz, czy mogła chcieć czegoś więcej? Nie, to było doskonałe.
Nie kłamał jej, kiedy wspominał o tym, że zna lepsze miejsce od tej plaży, na której byli ostatnio. Faktycznie tak było. Yaxleyówna była zachwycona okolicą, o czym omieszkała wspominać co chwilę.
Zupełnie nie przeszkadzało jej to, że włamali się do czyjegoś domku, nie przejmowała się takimi szczegółami, ba uważała to wręcz za sprytny plan. Nikt ich przecież nie zauważył, nie zostawią po sobie śladu, nikogo nie krzywdzili.
- Jestem ciekawa, jak długo uda ci się opierać. - To wciąż było dla niej całkiem świeże, ale podobało jej się to, jak uczyli się siebie na nowo. Dotyk Ambroise'a był delikatny, ale przyjemny, bardzo. Powoli zapominała dlaczego wyciągneła go na tę plażę, przy nim jakoś łatwo przychodziło jej zapominanie o całym świecie. Nie, żeby to było coś złego, przecież nic nie musieli, znajdowali się daleko od czarodziejskiego świata, mogli robić to, co im się podobało. Lubiła jednak mieć jakiś cel, w tym wypadku zamierzała sprawdzić, czy w tym morzu faktycznie można było znaleźć jeżanki, aczkolwiek z każdą minutą spędzoną w towarzystwie Greengrassa coraz mniej ją to interesowało. Pieprzyć jeżanki, nimi zajmie się kiedyś indziej.
Mimo wszystko ciągle wpatrywała się w morze, była szansa, że te magiczne ryby same się jej pokażą, zdecydowanie nie zamierzała się ruszać z tego koca, zbyt przyjemnie jej się leżało.
W pewnym momencie po prostu przymknęła oczy i pozwoliła sobie odpłynąć. Fakt, może jeszcze przed chwilą wspominała swojemu chłopakowi o tym, że te jeżanki są naprawdę interesujące, jednak aktualnie zmieniła zdanie. Jego dotyk zdecydowanie wygrywał z tymi rybami. Oczywiście nie wspomniała o tym na głos, jeszcze nie, nie chciała mu dać satysfakcji, za łatwo przychodziło mu rozpraszanie jej uwagi. To bardziej on ją wiódł na pokuszenie, niż ona jego.
Czuła spokój, takiego, którego jeszcze nigdy nie doświadczyła. To było całkiem przyjemne po tych kilku miesiącach, podczas których chodziła po ścianach i nie mogła sobie poradzić z narastającymi w niej emocjach.
- Roooise, jak będziesz tak dalej robił, to będę musiała przenieść te obserwacje na inny dzień. - Och tak, chciała, żeby poczuł się współwinny temu, że nie mogła się skupić, jak niby to miała zrobić, kiedy był tak blisko niej?