Coś jej w tym wszystkim przestało pasować. Niby się żarli, niby nie chciał mieć jej obok siebie, ale z tego co mówił wywnioskowała, że było w tym coś więcej, niż tylko to, co mogła dostrzec. Nie miała pojęcia, o co właściwie chodziło, co mogło się kryć głębiej, nie wydawało jej się jednak, żeby porzucił ją bez większego powodu. Jasne, robili to wiele razy rozchodzili się i schodzili teraz jednak dotarło do niej, że tym ostatnim razem było inaczej. Nie szukała powodu, nie szukała odpowiedzi, tylko postanowiła na to przystać. Może źle zrobiła, szybko się zorientowała... Nie ma co. Nie była chyba taka bystra jak się jej wydawało. Trudno, to trochę otworzyło jej oczy.
Jego słowa to potwierdziły. Mówił, że się myliła, że to było bardziej skomplikowane, tylko cholera jasna, czego jej nie mówił? Gdzie był pies pogrzebany. Nie miała zamiaru teraz w to wchodzić, to nie był sprawy na których mogła się aktualnie skupiać, ale kiedy będzie po wszystkim, po tym, co aktualnie ją gnębiło na pewno zacznie w tym grzebać. Tak, jeszcze chwilę temu miała ochotę wydrapać mu oczy, a teraz najchętniej by się do niego przytuliła. Nie ma to, jak dojrzałość i stabilność emocjonalna.
Może dla niego to nic nie zmieniało, jednak w jej sercu pojawiła się malutka nadzieja, że może nie wszystko jest stracone. Nie miała pojęcia, co właściwie się zadziało, ale czuła, że to coś więcej, że będzie miała szansę się tego dowiedzieć i może jakoś uda jej się znaleźć rozwiązanie. Zawsze były jakieś rozwiązania. Nie mogła się jednak aktualnie na tym skupić, nawet jeśliby chciała. Musiała najpierw ogarnąć swoje własne życie, aby mogła myśleć szerzej. To musiała zostawić na później.
- Mhm. - Niedobrze, bardzo niedobrze. Źle się stało, że mu to powiedziała, bo przecież łatwiej było żyć w świadomości, że się nienawidzą. Nie czuła jednak tego również z jego strony, nie zamierzała udawać, że jest inaczej. Nie potrafiłaby żywić do niego, aż tak negatywnych uczuć. Mimo, że ją ranił wiele razy, ona go też. Zawsze jednak te ciepłe myśli wygrywały, bo przecież mieli tyle pięknych, wspólnych wspomnień. To zawsze przebijało się przez te wszystkie negatywne rzeczy. Ich życie może nie było usłane różami, nie zawsze, ale nigdy jakoś specjalnie na to nie narzekała. Nie mogło być zbyt kolorowo, ważne było to, że był przy niej zawsze, kiedy go potrzebowała. Mogła na niego liczyć, zresztą znowu stał tutaj, kiedy wpierdoliła się w to wielkie gówno, z którym ledwie sobie radziła. Nadal się o nią troszczył, nie wydawało jej się, żeby faktycznie do końca o niej zapomniał. Zapewne tak jak ona nie potrafił tego zrobić. To było głupie, ona była taka ślepa i naiwna, że poczuła, że te słowa wszystko zmieniały. Musiała tylko odkryć prawdę i zobaczyć, czego jej nie mówił. Co go skłoniło do podjęcia takiej drastycznej decyzji. Obiecywał jej przecież, że nie będzie przed nią niczego ukrywał, że zawsze będzie mówił jej prawdę, co takiego musiało się zadziać, że się z nią tym nie podzielił? To musiało być coś niedobrego. Nie miała pojęcia, w którym kierunku powinna szukać, ale na pewno do tego dojdzie, jak wreszcie ogarnie swoje rozpierdolone życie.
Skinęła mu jedynie głową, wiedziała, że lepiej się stanie jeśli teraz stąd pójdzie. Była bliska tego, żeby zrobić coś głupiego, ale nie chciała wyjść na desperatkę, nie był to odpowiedni moment. Mogła mu się zacząć wydawać niestabilna przez te wszystkie stany, które tutaj przed chwilą przechodziła. Przez furię, do spokoju i zamyślenia. Niestety nie był to najlepszy okres w jej życiu, zupełnie sobie nie radziła z tym, co działo się wokół niej. Nie, żeby kiedykolwiek była szczególnie stabilna, ale teraz naprawdę było dużo gorzej niż wcześniej. Musiała posprzątać ten bałagan, żeby zająć się kolejnym bałaganem. Prosta sprawa.
Jednego była pewna, rana na jej sercu wcale się nie zabliźniła, nadal krwawiła, dotarło do niej również to, że nie skreśliła Ambroise'a, że nadal była w stanie wybaczyć mu to wszystko, co zrobił. To ją nieco zmartwiło, bo jednak zupełnie się tego nie spodziewała. Wystarczyło te kilka słów, które powiedział, zresztą pełne niedopowiedzeń, bez konkretów, żeby zaczęła myśleć o tym, że może mogłoby być inaczej.
- Jasne. - Rzuciła jeszcze na odchodne, po czym ruszyła przed siebie, musiała stąd wyjść, uspokoić myśli, zastanowić się nad tym wszystkim, co się właściwie wydarzyło, a było tego naprawdę sporo. Całkiem niezła karuzela, jak na takie krótkie spotkanie.