Yaxleyówna miała cierpliwość, mogłaby sobie odmówić przyjemności tylko po to, żeby się nad nim nieco poznęcać, ale czy faktycznie tego chciała? To chyba nie był jej plan na dzisiaj, póki co miała chęć nacieszyć się tym, że wreszcie mogli dostać to na co tyle czekali. Nie miała pojęcia, kiedy będzie w stanie w pełni się nim nasycić, póki co czuła ciągły, niezaspokojony głód. Domagała się jego bliskości.
- Może nawet do jutra... - Nie, nie było na to szans, ale ton jej głosu sugerował, że mogłaby to zrobić, niestety wiedziała, że jej ciało nie byłoby jej w stanie tego wybaczyć. Zdecydowanie domagało się bliskości.
- Kto by pomyślał, że ledwie kilka dni temu nie miałeś problemu z tym, aby trzymać ręce przy sobie. - To było całkiem zabawne. Szczególnie, że sama wiedziała, ile mogło go to kosztować, bo sama przecież przeżywała to samo. Dosłownie chodziła po ścianach na samą myśl o tym, że będzie znajdował się obok i nie będzie mogła go dotknąć.
- Wiesz, że cierpliwość to jedna z największych cnót? - Której brakowało i jej i jemu, oczywiście zdawała sobie z tego sprawę, ale nie mogła sobie odmówić chociaż drobnego prowokowania go do działania.
Jej myśli znajdowały się zdecydowanie bardzo daleko od jeżanek, próbowała się skupić na czymś innym niż na jego palcach, które wędrowały w okolicach jej kręgosłupa, ale nie potrafiła tego zrobić, mogłaby tu spędzić cały dzień nie przejmując się niczym.
- Muszę pomyśleć, czy jest coś, co mogłoby mi wynagrodzić zaprzestanie tych obserwacji. - Już ona bardzo dobrze wiedziała, co mogło jej to wynagrodzić, póki co jednak, wolała udawać, że się nad tym zastanawia. Trochę jej się podobało to, że patrzył na nią takim wygłodniałym wzrokiem.
- Chcesz kupić chatkę? - Nie spodziewała się, aż takich poważnych kroków, cóż, może to wcale nie był taki najgorszy pomysł. Mieliby swoje miejsce na ziemi, do którego mogliby uciekać, kiedy tylko najdzie ich ochota. Całkiem przyjemna myśl. W ogóle nie myślała o tym, że chodziło o to, aby być blisko jeżanek. - ale, żeby mugolską, tego się po tobie nie spodziewałam, cóż za poświęcenie Mój Drogi. - Nie ma się co oszukiwać, byli czarodziejami od pokoleń i to nie było raczej dla nich typowym posunięciem, jak widać Ambroise był w stanie się dla niej poświęcić. - nie przejęłabym się specjalnie tym, że nie ma tutaj ryb, moglibyśmy się zająć czymś innym. - Tak, zdecydowanie jeżanki zeszły teraz na drugi plan, a może nawet trzeci.
Podnosiła się w pewnej chwili do siadu, otrzepała przy tym z piasku, który znajdował się w różnych, dziwnych miejscach - plaża nie była szczególnie wygodna pod tym względem, nie mogła tak leżeć bez przerwy, chociaż było jej całkiem błogo. Wpatrywała się krótką chwilę w Ambroise'a, aż w końcu krzyknęła. - Kto ostatni w wodzie ten skrzydlata ropucha! - Nie zamierzała zwlekać. Podniosła się na nogi i zaczęła biec w stronę wody powoli zrzucając z siebie wszystkie warstwy ubrania. Wokół nie było ludzi, więc mogła sobie na to pozwolić, może w ten sposób znajdą te przeklęte jeżanki?