03.10.2024, 21:23 ✶
Nie był zadowolony z dzisiejszego przydziału. Gdyby to zależało od niego, najchętniej zakończyłby ten dzień pracy szybkim patrolem po ulicy Pokątnej, aby koniec końców wrócić do Warowni i spędzić trochę czasu z psami. Chociaż słyszał o wydarzeniu towarzyskim, do jakiego miało dojść na obrzeżach Hogsmeade, tak nawet przez myśl mu nie przeszło, że mógłby zostać tutaj wysłany w roli lidera sił bezpieczeństwa Ministerstwa Magii.
Niespełna dwa-trzy tygodnie temu Bones pieklił się w listach, że Erik pozwolił Geraldine Yaxley wysadzić w powietrze groźnego błotoryja w Little Hangleton. Jakby tego było mało, postanowił raz a dobrze przemówić swemu pracownikami do rozumu i wysłał go na przymusowy urlop. A teraz? Jak trwoga, to do boga, skomentował z krzywą miną Erik, wygładzając poły służbowego uniformu. Eh, przynajmniej był jeden plus tego całego zamieszania. Brenna mogła skorzystać z tego, że nie musiała brać tego dyżuru. A więc oczywiście przyszła tutaj jako gość, kontynuował niemy wywód, rozglądając się po terenie przyjęcia.
Na pierwszy rzut oka był zadowolony ze zorganizowanych zabezpieczeń. Całkiem sprytny system teleportacyjny, który skutecznie utrudniał wizyty nieproszonych gości, jak i wybuch chaosu pośród gości. Dobrze, że rozsiałem resztę zespołów po całym terenie, dodał w myślach. Po Beltane i doniesieniach o tym, co wydarzyło się na Lithcie, dalej trzymało się go podenerwowanie. Wprawdzie Lammas ograniczyło się tylko do paru kłótni przy stoiskach, ale kto wie, co mogło się wydarzyć tutaj?
Mężczyzna wypuścił powoli powietrze z płuc, przesuwając się bliżej rzędów krzesełek, na których przysiadła znaczna część publiczności. Skoro już tutaj trafił, to mógł równie dobrze przekonać się, ile byli warci współcześni artyści, czyż nie? W pierwszej chwili zaskoczył go brak jednej konkretnej osoby: Stelli Avery. Kogo jak kogo, ale akurat jej się tutaj spodziewał... Może miała inne plany? Może była chora? Wzdrygnął się na tę myśl. Z drugiej strony, już lepiej, żeby odleżała swoje teraz, niż żeby wystawiła go na kilka dni przed planowanym przyjęciem urodzinowym. To dopiero byłaby katastrofa.
Co się zaś tyczyło samych występów... Cieszył się, że akurat tego dnia nie musiał przywdziewać fałszywego uśmiechu i przytakiwać postronnym, jak to dobrze ci ludzie sobie nie radzą. Występ Baldwina Malfoya wydawał mu się szalenie prosty, jednak efektywny. Czy miał jednak szansę konkurować z innymi uczestnikami tego małego koncertu? Rita Kelly poszła w zupełnie inną stronę, co zakomunikowała publiczności, gdy tylko zasiadła przy fortepianie. Nie polegała na własnym głosie, a na sile własnego talentu, uderzając palcami o klawisze, aby wygrać na nich poruszającą melodię.
Występ Lorraine wydał mu się bardzo tajemniczy, jednak koniec końców przyćmiła go wizyta Oleandra Croucha na scenie. Gdy ten dobiegł końca, nawet Erik zaczął głośno klaskać, chociaż w sumie nie był do tego w żaden sposób zobligowany. Bądź co bądź, miał chronić tych ludzi, a nie obdarowywać ich gromkimi oklaskami? No właśnie chronić... Gdy występy dobiegły końca, a na scenie nieco się uspokoiła podczas przemowy prezenterki, wzrok Erika powędrował ku gościom, aby zatrzymać się na Eugenii Jenkins, której towarzyszył jakiś młody mężczyzna. Chłopiec. Syn? Brat? Kuzyn? ...Kochanek? Erik wzdrygnął się po raz kolejny tego wieczora. To pewnie był po prostu prywatny asystent kobiety.
Niespełna dwa-trzy tygodnie temu Bones pieklił się w listach, że Erik pozwolił Geraldine Yaxley wysadzić w powietrze groźnego błotoryja w Little Hangleton. Jakby tego było mało, postanowił raz a dobrze przemówić swemu pracownikami do rozumu i wysłał go na przymusowy urlop. A teraz? Jak trwoga, to do boga, skomentował z krzywą miną Erik, wygładzając poły służbowego uniformu. Eh, przynajmniej był jeden plus tego całego zamieszania. Brenna mogła skorzystać z tego, że nie musiała brać tego dyżuru. A więc oczywiście przyszła tutaj jako gość, kontynuował niemy wywód, rozglądając się po terenie przyjęcia.
Na pierwszy rzut oka był zadowolony ze zorganizowanych zabezpieczeń. Całkiem sprytny system teleportacyjny, który skutecznie utrudniał wizyty nieproszonych gości, jak i wybuch chaosu pośród gości. Dobrze, że rozsiałem resztę zespołów po całym terenie, dodał w myślach. Po Beltane i doniesieniach o tym, co wydarzyło się na Lithcie, dalej trzymało się go podenerwowanie. Wprawdzie Lammas ograniczyło się tylko do paru kłótni przy stoiskach, ale kto wie, co mogło się wydarzyć tutaj?
Mężczyzna wypuścił powoli powietrze z płuc, przesuwając się bliżej rzędów krzesełek, na których przysiadła znaczna część publiczności. Skoro już tutaj trafił, to mógł równie dobrze przekonać się, ile byli warci współcześni artyści, czyż nie? W pierwszej chwili zaskoczył go brak jednej konkretnej osoby: Stelli Avery. Kogo jak kogo, ale akurat jej się tutaj spodziewał... Może miała inne plany? Może była chora? Wzdrygnął się na tę myśl. Z drugiej strony, już lepiej, żeby odleżała swoje teraz, niż żeby wystawiła go na kilka dni przed planowanym przyjęciem urodzinowym. To dopiero byłaby katastrofa.
Co się zaś tyczyło samych występów... Cieszył się, że akurat tego dnia nie musiał przywdziewać fałszywego uśmiechu i przytakiwać postronnym, jak to dobrze ci ludzie sobie nie radzą. Występ Baldwina Malfoya wydawał mu się szalenie prosty, jednak efektywny. Czy miał jednak szansę konkurować z innymi uczestnikami tego małego koncertu? Rita Kelly poszła w zupełnie inną stronę, co zakomunikowała publiczności, gdy tylko zasiadła przy fortepianie. Nie polegała na własnym głosie, a na sile własnego talentu, uderzając palcami o klawisze, aby wygrać na nich poruszającą melodię.
Występ Lorraine wydał mu się bardzo tajemniczy, jednak koniec końców przyćmiła go wizyta Oleandra Croucha na scenie. Gdy ten dobiegł końca, nawet Erik zaczął głośno klaskać, chociaż w sumie nie był do tego w żaden sposób zobligowany. Bądź co bądź, miał chronić tych ludzi, a nie obdarowywać ich gromkimi oklaskami? No właśnie chronić... Gdy występy dobiegły końca, a na scenie nieco się uspokoiła podczas przemowy prezenterki, wzrok Erika powędrował ku gościom, aby zatrzymać się na Eugenii Jenkins, której towarzyszył jakiś młody mężczyzna. Chłopiec. Syn? Brat? Kuzyn? ...Kochanek? Erik wzdrygnął się po raz kolejny tego wieczora. To pewnie był po prostu prywatny asystent kobiety.
(Percepcja III) Zerkam na Ministrę Magii x1
Rzut Z 1d100 - 29
Akcja nieudana
Akcja nieudana
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞