03.10.2024, 22:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.10.2024, 00:29 przez Scylla Greyback.)
Uśmiechnęła się słabo, słysząc o mitologii, choć wewnętrznie była daleka od jakichkolwiek fantazyjnych porównań. Imiona miały dla niej mniejsze znaczenie niż to, co naprawdę skrywało się za nimi - los, który był jej przeznaczony, a który czasem wydawał się nie do zniesienia.
- Mam nadzieję, że chociaż ciebie nie ochrzcili imieniem potwora - skomentowała, uśmiechając się blado. Niby wiedziała, że mitologiczna Scylla nie została potworem z własnej woli, ale jednak nie mogła pozbyć się nieprzyjemnych konotacji kłębiących się nad jej imieniem.
- W domu wariatów - powiedziała cicho, niemal zawstydzona tym wyznaniem, jakby przynależność do tego domu nie do końca pasowała do niej samej, przynajmniej w jej własnych oczach. Przez chwilę zastanawiała się, jak Electra zareaguje. Nie była ani Ślizgonem, ani Gryfonką, których wszyscy kojarzyli z silnym charakterem i odwagą. - Znaczy... Hufflepuff. - Spróbowała się uśmiechnąć, choć nie była pewna, czy ten uśmiech udało jej się wywołać.
- Nie zrozum mnie źle - zreflektowała się szybko, słysząc, że Electra mogła niepoprawnie zrozumieć wypowiedź dotyczącą pochodzenia. - Ja po prostu.... Wiem niektóre rzeczy. Widzę dalej niż inni, więcej niż inni. To, co większości umyka, dla mnie jest czasem… wyraźne. - Przełknęła ślinę, a potem rzuciła okiem na towarzyszkę, badając, czy nadąża za tym pokrętnym tłumaczeniem. - I kiedy na ciebie patrzę, wiem, że twoje ścieżki były inne. Że miałaś swoją własną drogę, inne radości, inne zmagania. Nie mamy podobnych historii, ale mimo to... widzę, jak w różnych momentach los odciskał na nas swoje piętno. -
Kiedy Electra wspomniała o swojej tożsamości, Scylla czuła, jak coś wewnątrz niej łagodnieje. W dziwny sposób czuła, że rozumie to zagubienie. Była przekonana, że Electra, mimo swojej otwartości i optymizmu, też walczyła z własnymi lękami. Ta szczerość była dla Scylli nowa, ale nie niechciana.
- To nie brzmi głupio - powiedziała po chwili ciszy, przytakując delikatnie głową. - Wydaje mi się, że większość z nas przez całe życie próbuje odkryć, kim naprawdę jest - westchnęła, patrząc przed siebie. Ścieżka, którą kroczyły, była wypełniona szumem liści i miękkim dźwiękiem ich kroków. Przez chwilę pozwoliła sobie na milczenie, starając się odnaleźć spokój, choć nie było to łatwe.
- Czasami... czuję, jakbym była zagubiona we własnym świecie - kontynuowała po chwili. - I nawet nie chodzi o to, że nie wiem, kim jestem, ale o to, że czuję, jakbym nie potrafiła odnaleźć się w tym, co mnie otacza. -
Spojrzała na Electrę, czując, że ta chwila szczerości była czymś, czego bardzo potrzebowała, choć nigdy nie zamierzała tak bardzo się otwierać. Ciepło obecności drugiej osoby sprawiało jednak, że czuła się mniej samotna w tym wszystkim.
- Szukasz miłości dla brata? - Scylla zamyśliła się na dłuższy moment, jakby zastanawiała się, czy to dobry pomysł. Nie pomoc w znalezieniu szczęścia, a raczej angażowanie się razem z nią. - Skoro ty pomogłaś mi, może ja pomogę tobie? Może dojrzę, co czeka twojego brata? - Zapytała, ale nie określiła się, jaki miałby to być rodzaj wsparcia.
- Mam nadzieję, że chociaż ciebie nie ochrzcili imieniem potwora - skomentowała, uśmiechając się blado. Niby wiedziała, że mitologiczna Scylla nie została potworem z własnej woli, ale jednak nie mogła pozbyć się nieprzyjemnych konotacji kłębiących się nad jej imieniem.
- W domu wariatów - powiedziała cicho, niemal zawstydzona tym wyznaniem, jakby przynależność do tego domu nie do końca pasowała do niej samej, przynajmniej w jej własnych oczach. Przez chwilę zastanawiała się, jak Electra zareaguje. Nie była ani Ślizgonem, ani Gryfonką, których wszyscy kojarzyli z silnym charakterem i odwagą. - Znaczy... Hufflepuff. - Spróbowała się uśmiechnąć, choć nie była pewna, czy ten uśmiech udało jej się wywołać.
- Nie zrozum mnie źle - zreflektowała się szybko, słysząc, że Electra mogła niepoprawnie zrozumieć wypowiedź dotyczącą pochodzenia. - Ja po prostu.... Wiem niektóre rzeczy. Widzę dalej niż inni, więcej niż inni. To, co większości umyka, dla mnie jest czasem… wyraźne. - Przełknęła ślinę, a potem rzuciła okiem na towarzyszkę, badając, czy nadąża za tym pokrętnym tłumaczeniem. - I kiedy na ciebie patrzę, wiem, że twoje ścieżki były inne. Że miałaś swoją własną drogę, inne radości, inne zmagania. Nie mamy podobnych historii, ale mimo to... widzę, jak w różnych momentach los odciskał na nas swoje piętno. -
Kiedy Electra wspomniała o swojej tożsamości, Scylla czuła, jak coś wewnątrz niej łagodnieje. W dziwny sposób czuła, że rozumie to zagubienie. Była przekonana, że Electra, mimo swojej otwartości i optymizmu, też walczyła z własnymi lękami. Ta szczerość była dla Scylli nowa, ale nie niechciana.
- To nie brzmi głupio - powiedziała po chwili ciszy, przytakując delikatnie głową. - Wydaje mi się, że większość z nas przez całe życie próbuje odkryć, kim naprawdę jest - westchnęła, patrząc przed siebie. Ścieżka, którą kroczyły, była wypełniona szumem liści i miękkim dźwiękiem ich kroków. Przez chwilę pozwoliła sobie na milczenie, starając się odnaleźć spokój, choć nie było to łatwe.
- Czasami... czuję, jakbym była zagubiona we własnym świecie - kontynuowała po chwili. - I nawet nie chodzi o to, że nie wiem, kim jestem, ale o to, że czuję, jakbym nie potrafiła odnaleźć się w tym, co mnie otacza. -
Spojrzała na Electrę, czując, że ta chwila szczerości była czymś, czego bardzo potrzebowała, choć nigdy nie zamierzała tak bardzo się otwierać. Ciepło obecności drugiej osoby sprawiało jednak, że czuła się mniej samotna w tym wszystkim.
- Szukasz miłości dla brata? - Scylla zamyśliła się na dłuższy moment, jakby zastanawiała się, czy to dobry pomysł. Nie pomoc w znalezieniu szczęścia, a raczej angażowanie się razem z nią. - Skoro ty pomogłaś mi, może ja pomogę tobie? Może dojrzę, co czeka twojego brata? - Zapytała, ale nie określiła się, jaki miałby to być rodzaj wsparcia.
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga