03.10.2024, 23:34 ✶
Scylla wciąż czuła, jak adrenalina powoli opuszcza jej ciało. Słowa Louvaina, wypowiedziane z niemal chłodną aprobatą, tylko wzmocniły jej pewność siebie, mimo że serce nadal biło jej szybciej niż zwykle. Poczuła na sobie jego spojrzenie, kiedy lustrował ją wzrokiem. Było coś niepokojącego w tym, jak potrafił zachować równowagę między brutalnością a elegancją, choć nigdy wcześniej nie widziała tego u niego tak wyraźnie.
Zaśmiała się nerwowo, kiedy wspomniał o zniszczonej paczce cukru, jakby to była drobna niedogodność po tak dramatycznym zajściu. Próbowała nie patrzeć na uciekającego starca, bo wiedziała, że widok ten mógłby tylko na nowo wzbudzić w niej gniew, który z trudem tłumiła.
- Wszystko w porządku, dziękuję - odpowiedziała, próbując brzmieć pewnie, choć czuła, jak jej głos lekko zadrżał. - Słyszałam w życiu gorsze od lepszych. - Wzruszyła ramionami, chcąc dziarsko zbyć całe zajście, ale choć nie skłamała, cały obraz mogło burzyć jej widoczne roztrzęsienie nieproszonym starciem.
Spojrzała na niego, kiedy zaproponował wspólny spacer po nową paczkę cukru. Ten jego elegancki sposób bycia, w połączeniu z niedawną brutalnością, fascynował ją, choć jednocześnie budził w niej niepokój. Czy to właśnie w ten sposób działała wyższość krwi, o której tak często mówiono w jej kręgach? Życie wśród czystokrwistych było jak nieustanna walka o dominację, a Louvain zdawał się doskonale balansować na granicy siły i wyrafinowania.
- Chętnie pójdę po nową paczkę - odpowiedziała, odwzajemniając jego uśmiech, choć w jej oczach wciąż była lekka niepewność. Próbowała zrozumieć, czy to, co się wydarzyło, było kolejnym krokiem w jej drodze do stania się kimś więcej niż tylko "ażurową panienką", jak zdawał się ją postrzegać. No i nie miała wyboru, musiała wrócić po ten cukier. Nie miała zamiaru wracać do Praw Czasu z pustymi rękoma.
Kiedy Louvain uniósł zgięty łokieć, Scylla zawahała się na moment, a potem delikatnie wsunęła w niego swoją dłoń. Ten gest miał w sobie coś staroświeckiego, niemal ironicznego, biorąc pod uwagę to, co przed chwilą się wydarzyło.
- Jenkins... - zaczęła powoli, jakby szukała słów, które mogłyby oddać jej myśli. - Nie mam nic do jej osoby, bo jej nie znam. Ale jej wizja świata... nie pasuje. Ani do nas, ani do przyszłości, na jaką zasługujemy. - Zacisnęła delikatnie dłoń na ramieniu Louvaina. - Każdy mugolak jakiego poznałam, był wobec mnie zwyczajnie... wredny. Odnosili się do mnie i do naszej kultury z pogardą. Ich obecność jest jak trucizna, powolna, ale nieubłagana. I nie chcę, żeby to miało na nas wpływ. -
W jej oczach pojawił się błysk determinacji. Ta rozmowa, choć pozornie spokojna, miała dla niej głębsze znaczenie. Chciała, żeby Louvain zrozumiał, że choć wyglądała jak krucha sarenka, była gotowa na walkę o przetrwanie ich świata w takiej formie, w jakiej go zastała. Wyznanie Scylli było szczere, nie miała żadnych ciepłych uczuć wobec szlam. Wręcz czuła się przez nich skrzywdzona.
- Ja sama nie jestem czysta jak łza - przyznała się do swojej krwi bez bicia, nie mając zamiaru udawać kogoś, kim nigdy nie była. - Ale jestem stąd i rozumiem, jak ważna jest integralność naszego społeczeństwa. Przecież nie bez powodu amnezjatorzy czyszczą pamięć wszystkich mugoli, którzy wejdą z nami w niepożądany kontakt. Oni są zbyt ograniczeni, zbyt małostkowi, by zrozumieć - dodała cicho, ale z przekonaniem w głosie. - I choć nie mam nic osobiście do Jenkins, boję się, że z kimś takim na czele, sytuacja wymknie się nam spod kontroli i nasz świat przestanie przypominać samego siebie. - Pozwoliła, żeby cisza na chwilę ich otuliła, kiedy zaczęli iść razem ulicą, jej dłoń wciąż spoczywała na jego ramieniu, jakby szukała w tym kontakcie nie tylko wsparcia, ale też zrozumienia.
Zaśmiała się nerwowo, kiedy wspomniał o zniszczonej paczce cukru, jakby to była drobna niedogodność po tak dramatycznym zajściu. Próbowała nie patrzeć na uciekającego starca, bo wiedziała, że widok ten mógłby tylko na nowo wzbudzić w niej gniew, który z trudem tłumiła.
- Wszystko w porządku, dziękuję - odpowiedziała, próbując brzmieć pewnie, choć czuła, jak jej głos lekko zadrżał. - Słyszałam w życiu gorsze od lepszych. - Wzruszyła ramionami, chcąc dziarsko zbyć całe zajście, ale choć nie skłamała, cały obraz mogło burzyć jej widoczne roztrzęsienie nieproszonym starciem.
Spojrzała na niego, kiedy zaproponował wspólny spacer po nową paczkę cukru. Ten jego elegancki sposób bycia, w połączeniu z niedawną brutalnością, fascynował ją, choć jednocześnie budził w niej niepokój. Czy to właśnie w ten sposób działała wyższość krwi, o której tak często mówiono w jej kręgach? Życie wśród czystokrwistych było jak nieustanna walka o dominację, a Louvain zdawał się doskonale balansować na granicy siły i wyrafinowania.
- Chętnie pójdę po nową paczkę - odpowiedziała, odwzajemniając jego uśmiech, choć w jej oczach wciąż była lekka niepewność. Próbowała zrozumieć, czy to, co się wydarzyło, było kolejnym krokiem w jej drodze do stania się kimś więcej niż tylko "ażurową panienką", jak zdawał się ją postrzegać. No i nie miała wyboru, musiała wrócić po ten cukier. Nie miała zamiaru wracać do Praw Czasu z pustymi rękoma.
Kiedy Louvain uniósł zgięty łokieć, Scylla zawahała się na moment, a potem delikatnie wsunęła w niego swoją dłoń. Ten gest miał w sobie coś staroświeckiego, niemal ironicznego, biorąc pod uwagę to, co przed chwilą się wydarzyło.
- Jenkins... - zaczęła powoli, jakby szukała słów, które mogłyby oddać jej myśli. - Nie mam nic do jej osoby, bo jej nie znam. Ale jej wizja świata... nie pasuje. Ani do nas, ani do przyszłości, na jaką zasługujemy. - Zacisnęła delikatnie dłoń na ramieniu Louvaina. - Każdy mugolak jakiego poznałam, był wobec mnie zwyczajnie... wredny. Odnosili się do mnie i do naszej kultury z pogardą. Ich obecność jest jak trucizna, powolna, ale nieubłagana. I nie chcę, żeby to miało na nas wpływ. -
W jej oczach pojawił się błysk determinacji. Ta rozmowa, choć pozornie spokojna, miała dla niej głębsze znaczenie. Chciała, żeby Louvain zrozumiał, że choć wyglądała jak krucha sarenka, była gotowa na walkę o przetrwanie ich świata w takiej formie, w jakiej go zastała. Wyznanie Scylli było szczere, nie miała żadnych ciepłych uczuć wobec szlam. Wręcz czuła się przez nich skrzywdzona.
- Ja sama nie jestem czysta jak łza - przyznała się do swojej krwi bez bicia, nie mając zamiaru udawać kogoś, kim nigdy nie była. - Ale jestem stąd i rozumiem, jak ważna jest integralność naszego społeczeństwa. Przecież nie bez powodu amnezjatorzy czyszczą pamięć wszystkich mugoli, którzy wejdą z nami w niepożądany kontakt. Oni są zbyt ograniczeni, zbyt małostkowi, by zrozumieć - dodała cicho, ale z przekonaniem w głosie. - I choć nie mam nic osobiście do Jenkins, boję się, że z kimś takim na czele, sytuacja wymknie się nam spod kontroli i nasz świat przestanie przypominać samego siebie. - Pozwoliła, żeby cisza na chwilę ich otuliła, kiedy zaczęli iść razem ulicą, jej dłoń wciąż spoczywała na jego ramieniu, jakby szukała w tym kontakcie nie tylko wsparcia, ale też zrozumienia.
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga