Przeginała, może trochę, nie, gdzie tam. Przecież się tylko z nim droczyła, nic więcej. Miała z tego przyjemność, przynajmniej drobną.
- i to jakim dżentelmenem... - Jeszcze chyba na takiego nie trafiła w swoim życiu. Nie, żeby to o niej specjalnie dobrze świadczyło, ale cóż, ona też miała w zwyczaju po prostu brać to na co miała ochotę. W tym wypadku bardzo długo się powstrzymywała, bo zaczęło jej na nim zależeć. Było zdecydowanie inaczej niż zwykle, podobało jej się to, chociaż było to dla niej coś zupełnie innego.
Nie przeszkadzało jej to, że musiała czekać to, co się zaczęło między nimi dziać, wręcz przeciwnie cierpliwość przyniosła nagrodę, i to taką jakiej się nie spodziewała, chociaż miała nadzieję, że tak się stanie. Nie była jednak pewna, bo niczego przecież nie można być pewnym.
Udało jej się stworzyć z nim pewną nić porozumienia, o którą nigdy się nie starała, nawet nie próbowała tworzyć czegoś podobnego wcześniej. Nigdy jej nie zależało, tym razem było zupełnie inaczej, naprawdę się w nim zakochała, mimo, że raczej nie wydawało jej się, że będzie możliwe, aby zainteresowała się kimś w ten sposób. Była młoda, miała prawo nie wierzyć w miłość, na szczęście dosyć szybko zweryfikowała swoje podejście.
Roześmiała się słysząc jego kolejne słowa. Faktycznie jej drobna gra zaczynała działać. Naprawdę doceniała jego cierpliwość, nie powinna dalej się z niej nabijać, nawet jeśli były to tylko zupełnie nieszkodliwe żarty i głupie docinki. Wiedziała, że wcześniej trudno im było zrobić pierwszy krok, bali się odrzucenia, co było całkiem zrozumiałe zważając na to, że łączyło ich coś więcej niż zwyczajny pociąg fizyczny. Tak, dopatrywała się w tym pewnego połączenia dusz, naprawdę czuła, że są dla siebie stworzeni. Nie było to tylko chwilową myślą, przez te kilka miesięcy kiedy się spotykali jako przyjaciele zauważyła, że bardzo lekko jej przychodzi kooegzystowanie z nim.
- Kilkadziesiąt? Teraz to ty zaczynasz mnie kusić. - Przyjemny dreszcz przeszedł jej po ciele, gdy dotknął jej skóry źdźbłem trawy, była zaintrygowana tym, co jeszcze mógłby jej pokazać i to bardzo.
- Chcesz kupić chatkę. - Powiedziała bardzo pewnym tonem. Skoro tak wyglądała sprawa, to zamierzała mu uświadomić, że dokładnie tego potrzebują. Strasznie podobała się jej perspektywa posiadania własnego miejsca z dala od świata, takiego które należałoby do ich dwójki. Jasne, mogłaby sobie kupić takich chatek na pęczki, ale nie o to chodziło. To miała być ich, wspólna chatka. To zmieniało postać rzeczy. Świadczyło o tym, że widział ją w swoim życiu w przyszłości, a to było naprawdę sporo. Wydawało jej się, że wreszcie spotkała kogoś, kogo ona sama widziała w swojej przyszłości, a co najważniejsze on również uważał, że to nie było tylko chwilowe. To musiało być coś więcej, czego jeszcze nie było jej dane zasmakować.
- Nigdy więc nie powtórzę tego słowa! - Na pewno była w stanie to zrobić, to nie powinno być trudne, chociaż czasem miewała problemy z panowaniem nad tym, co opuszczało jej usta. Zależało jej na tym, żeby faktycznie kupili ten domek. Już sobie zaczęła wizualizować wszystkie weekendy, które spędzą w tym miejscu, daleko od świata, między mugolami. Niby niewielka rzecz, a ogromnie ją cieszyła. Wszystko przez to, że o tym pomyślał, pewnie nie spodziewał się, że sprawi jej to, aż taką przyjemność, chociaż może? Wiedział, jak ją sobie owinąć wokół palca, nie wyczuwała w tym jednak żadnego podstępu, nie wydawało jej się, że mógłby być.
Cóż, Geraldine zaaprobowała ten pomysł. Nie było już odwrotu. - Będziemy mieć chatkę! - Rzuciła z nieukrywanym entuzjazmem, naprawdę cieszyła się z tej możliwości, oczy jej błyszczały, a na ustach gościł promienny uśmiech. Dawno nie czuła się tak beztrosko.
- Ryb, jakich ryb? - Spojrzała na niego, jakby w ogóle nie wiedziała, o czym mówił. Tak, ryby to była tylko wymówka, aby znaleźć się na tej plaży, nie, żeby jakiejś potrzebowała, ale zawsze lepiej to wyglądało.
Może wybrała nie do końca odpowiedni moment, bo przyjemność sprawiały jej dłonie mężczyzny wędrujące po jej ciele, ale nie mogli tak siedzieć, kiedy woda, aż prosiła się o to, aby do niej wejść. Do tego nikogo nie było w okolicy, takie okazje nie zdarzają się zbyt często.
Dlatego też właśnie poderwała się do biegu, była pewna, że ma przewagę, bo przecież zaskoczyła go tym posunięciem, jednak to całe ściąganie ubrań po drodze okazało się być dosyć dużym utrudnieniem. Omal nie zaplątała się w spodnie i nie przewróciła jak długa na piach, jakoś udało jej się uwolnić z tej części garderoby, ale wtedy zobaczyła, że Ambroise się do niej zbliża, a była już tak blisko celu! No nie.
- Szlag. - Prawie ją wyprzedził, na jej twarzy pojawił się grymas spowodowany rozczarowaniem, zdecydowanie musiała zacząć pracować nad akceptowaniem porażek. - Uważaj, bo ci odfrunę. - Oczywiście, że też pokazała mu język. Była jak wkurzony dzieciak, chociaż kiedy zmierzyła go wzrokiem w sumie stwierdziła, że może warto było przegrać dla takiego widoku. Była to jednak jedna, bardzo krótka myśl, a później... później kiedy chwycił ją w pasie było już tylko gorzej.
Woda była zimna, lodowata. Bardzo szybko do niej dotarło, że nie był to chyba najbardziej przemyślany pomysł. Wynurzyła się w końcu i złapała głęboki oddech. - Ja pierdoooole. - Odezwała się równie elokwentnie co jej towarzysz.