Norka lubiła te aktywności związane z Towarzystwem Herbologicznym. Odciągały ją od codzienności, dzięki temu czuła, że ma w życiu jakąś pasję. Normalnie przecież ciągle siedziała w garach, więc to była naprawdę wspaniała odmiana, a do tego mogła spotkać wielu znajomych czarodziejów i czarodziejki no i ciocię - nie spoufalała się jednak za bardzo z Mirabellą, bo nie do końca wypadało tak przy wszystkich.
Przyniosła ze sobą wielki półmisek drobnych tarteletek, które były ozdobione bardzo skrupulatnie wyrysowanymi lukrem roślinami. Jej słodycze to były istne dzieła sztuki, oczywiście, że musiała ze sobą przynieść prowiant, uwielbiała karmić ludzi.
Nie wyglądała specjalnie inaczej niż zazwyczaj. Miała na sobie krótką sukienkę, która ledwo zasłaniała jej tyłek, w kolorze, a jakże różowym - jej ulubionym, do tego buty na niebotycznie wysokich obcasach, przez swój niski wzrost niemalże zawsze chodziła w szpilkach. Włosy za to wyjątkowo związała sobie na czubku głowy w przeuroczego ananasa. Na pierwszy rzut oka mało kto pewnie brał ją na poważnie przez to, jak się prezentowała, ale taki już miała styl bycia, najważniejsze, że w głowie było wszystko po kolei poukładane.
Oczywiście przywitała się ze wszystkimi znajomymi, których tutaj zauważyła. Humor od razu jej się poprawił, kiedy zobaczyła z kim przyjdzie jej współpracować, był tu Ambroise - najlepszy przyjaciel jej brata, w sumie teraz i jej kumpel, jego siostra (tę kojarzyła tylko z widzenia), Cameron z którym przeżyła sporo podczas Beltane, Jonathan znany jej z Zakonu Feniksa, Victoria, którą kojarzyła jako narzeczoną Sauriela, opowiadał o niej same miłe rzeczy, jedyne nie do końca pasował jej ten Urquart, wydawał się być strasznie przebiegły i coś w nim nie pasowało pannie Figg.
Dreptała szybkim tempem za ciotką, miała lekki problem, żeby je utrzymać, bo po pierwsze miała krótkie nogi, po drugie wysokie buty nie ułatwiały truchtania, a po trzecie Nora Figg nie należała do osób, które radziły sobie z jakimkolwiek ruchem. Dotarła więc do miejsca docelowego mocno zziajana. Próbowała jednak robić dobrą minę do złej gry, przecież będzie żyć.
Weszła do środka wraz z resztą, wzięła do ręki przygotowane materiały, ale w końcu ją zobaczyła. Była niesamowita wpatrywała się w Róże Pustyni z ogromną fascynacją, wcale nie przeszkadzało jej to, że wokół unosił się nieprzyjemny zapach. Oczywiście przed pojawieniem się tutaj przewertowała sporo swoich książek zielarskich, aby się czegoś dowiedzieć.
Akcja nieudana
Sukces!
korzystam z wiedzy o przyrodzie
