21.10.2022, 21:37 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.10.2022, 21:38 przez Brenna Longbottom.)
- Przestraszyć? Myślisz, że psor od eliksirów siedzi tu gdzieś w krzakach i zaraz na nas wyskoczy z "łoooo", żebyśmy od tej pory byli już zawsze grzeczni?
Modnie rozcięta warga nie uszła uwadze Brenny. Po części dlatego zresztą spytała, dlaczego tu trafił. Była ciekawa, czy szlaban miał z tym coś wspólnego. Jej też zresztą czasem zdarzało się paradować z twarzowym siniakiem pod okiem albo inną ozdobą urody, wskazującą na to, że Longbottomówna wzięła się z kimś za łby.
W gruncie rzeczy wdawanie się w głupie bójki było niemalże gryfońską tradycją, tak? Trzeba było dbać o opinię Domu. Szkoda, że Opiekunka Gryffindoru tego nie rozumiała.
- O, znasz Jasia i Małgosię? - ucieszyła się. Choć czystej krwi, już na drugim roku została wielką fanką mugolskiej literatury. To wtedy podebrała starszemu koledze, pochodzącemu z mugolskiej rodziny, Hobbita. Po początkowym narzekaniu, że obrazki się nie ruszają, nie spała całą noc, bo czytała. A kolejnego dnia zażądała więcej. - Myślę, że nie muszą mieć tu żadnej chatki w środku lasu, bo największą wiedźmą to jest nasza psorka od numerologii. Nie wiem, dlaczego wybrałam numerologię. Chyba wcześniej upadłam na głowę. Dwa razy.
Złocisty włos został starannie zwinięty i umieszczony w kieszeni. Brenna przy okazji natrafiła ręką na wepchnięte tam wcześniej czekoladowe żaby. Słodycze też zaczęła nosić ze sobą na drugim roku, kiedy natrafiła na zapłakaną pierwszoklasistkę. Nie za bardzo umiała sobie radzić w takich sytuacjach, ale zdążyła się nauczyć, że w dziewięciu przypadkach na dziesięć czekolada to jakiś pomysł.
- Żabę? - spytała, podsuwając jeden egzemplarz Theseusowi, a drugi odwijając z papierka, żeby po chwili wepchnąć go sobie do ust. Było to zaskakujące, że jedząc tak dużo, Brenna nie tylko nie jest pulchna, ale wręcz chorobliwie chuda. Nie szczupła, jak szczupłe były te wszystkie hogwarckie piękności, przyciągające cudzy wzrok, ale koścista. Mogło mieć to coś wspólnego z jej wzrostem i aktywnością, ale kończyny miała wyjątkowo patykowate. - Wlazłam na dach szklarni numer trzy - przyznała bez wahania, chyba nawet trochę z siebie dumna, jakby to było jakieś wielkie osiągnięcie. Co poradzić, dopiero niedługo miała skończyć czternaście lat...
- Eee... wiem, że jeśli są wielkie i czerwone, to pewnie lepiej ich nie jeść. A jak rosną w Zakazanym Lesie, to pewnie lepiej ich nie ruszać, bo okażą się halucynogenne albo bo ja wiem, spróbują ogryźć ci nos - odparła, podchodząc do Fletchera, zaintrygowana, czy wypatrzył jakieś grzybki. Wbrew własnemu ostrzeżeniu.
Modnie rozcięta warga nie uszła uwadze Brenny. Po części dlatego zresztą spytała, dlaczego tu trafił. Była ciekawa, czy szlaban miał z tym coś wspólnego. Jej też zresztą czasem zdarzało się paradować z twarzowym siniakiem pod okiem albo inną ozdobą urody, wskazującą na to, że Longbottomówna wzięła się z kimś za łby.
W gruncie rzeczy wdawanie się w głupie bójki było niemalże gryfońską tradycją, tak? Trzeba było dbać o opinię Domu. Szkoda, że Opiekunka Gryffindoru tego nie rozumiała.
- O, znasz Jasia i Małgosię? - ucieszyła się. Choć czystej krwi, już na drugim roku została wielką fanką mugolskiej literatury. To wtedy podebrała starszemu koledze, pochodzącemu z mugolskiej rodziny, Hobbita. Po początkowym narzekaniu, że obrazki się nie ruszają, nie spała całą noc, bo czytała. A kolejnego dnia zażądała więcej. - Myślę, że nie muszą mieć tu żadnej chatki w środku lasu, bo największą wiedźmą to jest nasza psorka od numerologii. Nie wiem, dlaczego wybrałam numerologię. Chyba wcześniej upadłam na głowę. Dwa razy.
Złocisty włos został starannie zwinięty i umieszczony w kieszeni. Brenna przy okazji natrafiła ręką na wepchnięte tam wcześniej czekoladowe żaby. Słodycze też zaczęła nosić ze sobą na drugim roku, kiedy natrafiła na zapłakaną pierwszoklasistkę. Nie za bardzo umiała sobie radzić w takich sytuacjach, ale zdążyła się nauczyć, że w dziewięciu przypadkach na dziesięć czekolada to jakiś pomysł.
- Żabę? - spytała, podsuwając jeden egzemplarz Theseusowi, a drugi odwijając z papierka, żeby po chwili wepchnąć go sobie do ust. Było to zaskakujące, że jedząc tak dużo, Brenna nie tylko nie jest pulchna, ale wręcz chorobliwie chuda. Nie szczupła, jak szczupłe były te wszystkie hogwarckie piękności, przyciągające cudzy wzrok, ale koścista. Mogło mieć to coś wspólnego z jej wzrostem i aktywnością, ale kończyny miała wyjątkowo patykowate. - Wlazłam na dach szklarni numer trzy - przyznała bez wahania, chyba nawet trochę z siebie dumna, jakby to było jakieś wielkie osiągnięcie. Co poradzić, dopiero niedługo miała skończyć czternaście lat...
- Eee... wiem, że jeśli są wielkie i czerwone, to pewnie lepiej ich nie jeść. A jak rosną w Zakazanym Lesie, to pewnie lepiej ich nie ruszać, bo okażą się halucynogenne albo bo ja wiem, spróbują ogryźć ci nos - odparła, podchodząc do Fletchera, zaintrygowana, czy wypatrzył jakieś grzybki. Wbrew własnemu ostrzeżeniu.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.