04.10.2024, 14:38 ✶
– Nie oszukuj się, Jonathanie, jeśli za kimś w tym Ministerstwie się oglądają, to za mną, gdy założę krótszą sukienkę – parsknęła Charlotte. Jedna z rzeczy, którą naprawdę doceniła w Ameryce i w mugolskim sąsiedztwie, to były krótkie sukienki. Żałowała okropnie, że nie mieściły się w angielskim dress code dla czarodziejów – co innego wyznaczać trendy, a co innego uchodzić za niemodną i ordynarną, ale od czasu do czasu pozwalała sobie na drobne odstępstwa od popularnych wzorców. A gdy znajdowała się w mugolskim świecie nie miała już żadnych oporów.
– Klasyka i elegancja. Żadnych dzikich wzorów w kształcie zwierząt, wiem, na co cię stać, nie chcę dostać oczopląsu, mieszkanie jest za małe, żeby to wyglądało dobrze – powiedziała, nastawiając wodę za pomocą zaklęć, a potem zabierając się za szykowanie jedzenia dla Benjego, który biegał radośnie wokół jej nóg. – Powiedziałabym, że jasny, ale z tym tu i jego futrem pewnie lepsze będą szarości – dokończyła, podając najpierw psu miskę, a potem wyciągając z szafki wypełnionej słoikami dżem, tak, ten, który szykowała ostatnio, zanim zaczęła grozić Jonathanowi nożem. Przy okazji spojrzała na ułożone na półce szczepki i uśmiechnęła się od ucha do ucha.
– Idealnie, mamy tutaj szałwię i zestaw do okadzania domu… ma niby wyganiać z wnętrz negatywną energię, ale jestem pewna, że upora się też z zapachem mokrego psa. Możesz mi w tym pomóc, skoro to właściwie t w ó j pies – oświadczyła, a potem postawiła przed Selwynem kubek z herbatą i słoiczek z dżemem. – Czujesz się dziś bardziej uduchowiony niż w inne dni? – spytała pół żartem, półserio, zabierając się do wyciągnięcia innych zakupów, pośród których znalazły się świece, kupione na jednym ze stoisk. – Nigdy nie przepadałam za Lammas. Moje ulubione święto to Samhain. Bardzo łatwo namówić wtedy duchy do rozmów. Oczywiście, zapewne dlatego, że chcą mnie opętać, ale liczy się efekt, a tym jest zdradzanie przez nie masy informacji…
– Klasyka i elegancja. Żadnych dzikich wzorów w kształcie zwierząt, wiem, na co cię stać, nie chcę dostać oczopląsu, mieszkanie jest za małe, żeby to wyglądało dobrze – powiedziała, nastawiając wodę za pomocą zaklęć, a potem zabierając się za szykowanie jedzenia dla Benjego, który biegał radośnie wokół jej nóg. – Powiedziałabym, że jasny, ale z tym tu i jego futrem pewnie lepsze będą szarości – dokończyła, podając najpierw psu miskę, a potem wyciągając z szafki wypełnionej słoikami dżem, tak, ten, który szykowała ostatnio, zanim zaczęła grozić Jonathanowi nożem. Przy okazji spojrzała na ułożone na półce szczepki i uśmiechnęła się od ucha do ucha.
– Idealnie, mamy tutaj szałwię i zestaw do okadzania domu… ma niby wyganiać z wnętrz negatywną energię, ale jestem pewna, że upora się też z zapachem mokrego psa. Możesz mi w tym pomóc, skoro to właściwie t w ó j pies – oświadczyła, a potem postawiła przed Selwynem kubek z herbatą i słoiczek z dżemem. – Czujesz się dziś bardziej uduchowiony niż w inne dni? – spytała pół żartem, półserio, zabierając się do wyciągnięcia innych zakupów, pośród których znalazły się świece, kupione na jednym ze stoisk. – Nigdy nie przepadałam za Lammas. Moje ulubione święto to Samhain. Bardzo łatwo namówić wtedy duchy do rozmów. Oczywiście, zapewne dlatego, że chcą mnie opętać, ale liczy się efekt, a tym jest zdradzanie przez nie masy informacji…