- Z tym całowaniem w policzek to bym się wstrzymała, to byłaby gruba przesada. - Próbowała się nie roześmiać, ale naprawdę bardzo trudno jej było utrzymywać powagę. Nie ma się co oszukiwać, Yaxleyówna nie należała do grona specjalnie wstrzemięźliwych dziewcząt. W tym przypadku faktycznie było nieco inaczej, bo trzymali się od siebie dosyć długo, na odpowiednią odległość, ale teraz, kiedy nie musiała się przejmować tym, że mogłaby zostać odrzucona mogła nadrobić stracony czas, bardzo chciała to zrobić.
- Zero frajdy... - Odpowiedziała z rozczarowaniem w głosie. Zdecydowanie to nie było coś, czego oczekiwała, ale wiedziała, że teraz on przeszedł do ofensywy. Sama zaczęła tę grę, teraz trochę jej żałowała, z drugiej strony wiedziała, że zakończy się to w jeden sposób. Prędzej, czy później znowu go dostanie. W końcu był jej, tak samo jak ona należała do niego. Zdążyli to przecież ustalić.
Mogła więc w sumie poczekać do wieczora, na pewno by sobie jakoś poradziła z tą palącą potrzebą, która zaczęła wypełniać jej ciało. Potrafiła być cierpliwa, chociaż wiele ją to kosztowało.
Zresztą czymże był ten jeden dzień oczekiwania przy tych miesiącach, które przeżyła w niepewności. Niczym strasznym, szczególnie, że wiedziała, że nagroda ją nie ominie, była pewna, wcześniej nie miała tej pewności. Kiedy wszystko się rozjaśniło zaczęło się robić tak sielsko i rajsko, nie zakładała, że to będzie takie proste. Z dnia na dzień przeszli na zupełnie inny etap znajomości i wszystko się w nim zgadzało. Dostała dokładnie to, czego chciała. Nie spodziewała się, że będzie to możliwe. Wydawało jej się, że Ambroise może nie spojrzeć na nią tak, jak ona patrzyła na niego. Może dostawała od niego drobne znaki, które mogły sprawić, że podejrzewała, że jest to coś więcej, to wreszcie była tego pewna. Chatka nad morzem była tego idealnym dopełnieniem, bo sugerowała, że będą mieć wspólną przyszłość, a ona naprawdę tego chciała. Jeszcze niedawno na pewno nie sądziłaby, że jest gotowa na takie deklaracje, jednak wiele się zmieniło, zbliżyła się do niego, to naprawdę zmieniało wszystko, przede wszystkim całą jej wizję świata. Była skłonna do dyskusji, kompromisów, naprawdę mogła wiele w sobie zmienić, żeby to mogło zacząć działać. Ambroise strasznie namieszał jej w głowie, ale w tej chwili zupełnie jej to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie, wydawało jej się, że dokładnie tego brakowało w jej życiu.
- Czy to oznacza, że powinnam podjąć jakieś próby przekupywania? - Wszystko zmieniało się bardzo szybko, na pewno udałoby się jej zrobić coś, co mogłoby go namówić do zmiany decyzji, tak, była skłonna się poświęcić dla ich wspólnego szczęścia w tym mugolskim miasteczku. Teraz to już nie zamierzała przyjąć odmowy, zdążyła sobie już zacząć wyobrażać zimowe wieczory spędzone w tym miejscu, wteyd musiało być tu naprawdę malowniczo, pewnie nie przeszkadzałby jej nawet mroźny wiatr, który potrafił spowodować, że człowiek czuł, jak marzły mu kości. Zresztą wtedy mogliby się zaszywać w tej chatce i nie wychylać nosa nawet na chwilę. To brzmiało jak spełnienie marzeń.
Obeszło się jednak bez przekupstwa. Uśmiechnęła się, kiedy dotarło do niej, że udało im się dojść do konsensusu, całkiem nie najgorzej się jej z nim negocjowało, oby tak dalej. Może faktycznie razem byli w stanie wiele zdziałać, przynajmniej tak się to zapowiadało.
Mieli szansę poznać się dosyć dobrze podczas ich przyjaźnienia się. Gerry nie obawiała się więc tego, że coś może jej w nim nie pasować. Wiedziała jaki jest. Znała jego wady i zalety, przyjęła do siebie z tym całym pakietem. Tu nie było miejsca na niekoniecznie przyjemne niespodzianki, bo przecież naprawdę dobrze go znała. Ambroise również miał szansę poznać ją. To pozwalało jej wierzyć w to, że to faktycznie może się udać. To nie był tylko chwilowy kaprys, a proces, który dział się powoli, przez miesiące. To zdecydowanie było coś wiecej niż nic nieznacząca miłostka.
- Och tak, to bardzo ważne, będziemy musieli ochrzcić każde miejsce w tej chatce, aby mieć pewność, że faktycznie to nie bubel. - Na samą myśl o tym, co będą w niej razem robić serce przyspieszało jej rytm. Ta wizja jej się podobała, nie mogła się doczekać, aż wreszcie będą mogli zabawiać się w swojej własnej chatce, to nie tak, że kupili ją tylko do takich schadzek, prawda? Gdzie tam.
Poczuła to muśnięcie na karku, wraz z ręką zaciśniętą na talii spowodował, że niemalże nie podjęłaby próby wyciągnięcia go do wody. Miała w sobie jednak jeszcze resztkę asertywności i wyrwała się z tego przyjemnego uścisku. Tak, zachowywała się trochę jak nastolatka, która pierwszy raz się zakochała, z drugiej strony, czym właściwie się od niej różniła poza wiekiem? To było jej pierwsze prawdziwe zakochanie, rządziło się swoimi własnymi prawami, które nadal próbowała zrozumieć.
Nie brakowało jej spontaniczności, nie przejmowała się szczególnie tym, co wypada. Jeśli ktoś by ich tutaj zobaczył, pływających nago w morzu nic takiego by się nie stało. Nie miała oporu przed tym, aby wskoczyć do wody. Taka już była, niczym się szczególnie nie przejmowała, a przede wszystkim opinią innych. Zresztą najważniejsze było to, że miała przy sobie swojego chłopaka, który postanowił jej w tym towarzyszyć. To było wspaniałe, zamierzała cieszyć się każdą, drobną przyjemnością, którą mogli razem przeżywać.
Pierwsze zetknięcie z wodą było nieprzyjemne, można było poczuć, że zamarza ci wszystko - nawet mózg, takie dziwne uczucie. Na szczęście mijało równie szybko, co się pojawiało. Po krótkiej chwili bowiem już ta zimna woda przestawała przeszkadzać, Yaxleyówna oswajała się z jej temperaturą, nie czuła, żeby było aż tak źle, a na pewno nie tak źle jak myślała na samym początku.
- Nigdy nie mówiłam, że mam tylko świetne pomysły. - Ona czasem również się myliła, chociaż ten na pewno nie należał do najgorszych, zdecydowanie robiła w swoim życiu głupsze rzeczy. Jako, że już wleźli do tej wody, postanowiła położyć się na plecach i dać wodzie się na niej unosić. Wpatrywała się w niebo, które wyglądało całkiem malowniczo, kilka obłoków, słońce i jego promienie, które muskały jej skóre. Szkoda tylko, że fale co chwile powodowały, że woda wpadała jej do ust.