22.01.2023, 00:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.01.2023, 18:21 przez Trevor Yaxley.)
Trevor w dalszym ciągu nie miał możliwości zwrócenia uwagi na to, co robi walcząca ramię w ramię z nim kobieta. Miało to swoje zalety w dalszej perspektywie czasu, które może nawet dostrzegłby... gdyby nie fakt, że toczenie nierównej walki z dwoma przeciwnikami skutecznie pochłaniała go bez reszty. Nie było dobrze, ale pomimo posiadania przez jego przeciwników w chwili obecnej znacznej przewagi jeszcze stał na własnych nogach zostawszy zaledwie przez nich draśniętym. To nie było nic, czego nie dało się przeżyć. Nie mógł jednak zignorować tego, że szala zwycięstwa przechyla się na korzyść bezustannie atakujących go Śmierciożerców i doskonale wiedział, że jeśli się przed nimi nie obroni to oberwie znacznie poważniej, niż za pierwszym razem i jeśli by to przeżył to na pewno potrzebowałby pomocy uzdrowiciela. Nie przepadał za nimi, to po pierwsze. Po drugie, nie może sobie pozwolić na nie wiadomo jak długi pobyt w szpitalu. Po trzecie, nieszczególnie było go stać na opłacenie sobie leczenia w prywatnej klinice z uwzględnieniem dodatkowej opłaty dla jej właściciela za dyskrecję i milczenie. Jest jak jest.
Zanim spełnił się którykolwiek z tych czarnych scenariuszy, z odsieczą przybyła mu ta kobieta. Za to powinien postawić jej piwo w Pubie pod Trzema Miotłami, przed którym tak bohatersko walczyli. Na dwa powinno mu wystarczyć. Bardzo docenił udzielone mu wsparcie. Nie będzie iść w zaparte, że w pojedynkę poradziłby sobie doskonale. Bo to nie byłaby prawda. Jednak na faktyczne wyrażenie wdzięczności przyjdzie czas później. Najpierw muszą opanować tę sytuację. Dostrzegając to, że za sprawą skutecznie rzuconego zaklęcia Rowle szata jednego z zamaskowanych mężczyzn zajmuje się ogniem, wymuszając na drugim odskoczenie, postanowił zareagować. To był dobry moment na wykorzystanie sytuacji na swoją korzyść. Był to dobry moment na podjęcie próby zakończenia tego starcia. Przed wypowiedzeniem inkantacji musiał zaczerpnąć jednak tchu.
— Petrificus Totalus! — Wycelował swoją różdżkę w tego Śmierciożercę, który w tym momencie był zajęty wymachiwaniem rękoma, panikowaniem i zrzucaniem pożeranej przez ogień szaty na śnieg. Sam skutecznie się rozbroił. Rzucone przed niego zaklęcie okazało się wystarczająco skuteczne i ręce ręce przylgnęły do boków mężczyzny, a jego nogi złączyły się razem. Jego całe ciało zesztywniało. Ostatecznie runął jak długi na ziemię, będąc zupełnie sparaliżowany. Nie mógł nawet otworzyć ust. Jedynie był w stanie poruszać oczami. Problem z głowy. Zostało jeszcze dwóch. A raczej, bo rzucony przez Olbrzymkę czar odbił się od potężnej osłony i powalił tamtego czarodzieja o wiele skuteczniej, niż tamten kopniak.
Trevor właśnie przymierzał się do tego, aby skutecznie rozprawić się z tym ostatnim sługusem Lorda Voldemorta, gdy na polu walki aportowali się Brygadziści. Skoro już tutaj są to będą mogli dokończyć to, co oni zaczęli przed ich przybyciem, zabezpieczyć miejsce zbrodni i przenieść ciała zmarłych oraz wezwać uzdrowicieli do rannych, jeśli ktoś z mieszkańców obecnych na tej ulicy w chwili rozpoczęcia ataku jakimś cudem zdołał śmierci z rąk tych czarnoksiężników.
Zrozumiał to, że podchodzą z wyciągniętymi różdżkami do Śmierciożerców. Ale żeby do nich? Uratowali tak wielu mieszkańców. Ostatni stojący na własnych nogach opuścił różdżkę i wydawał się nie być taki skory do walki. Dwójka przypadkowych przechodniów praktycznie złoiła im skórę i zdołała pokrzyżować im plany, a teraz on i jego towarzysze zostaną aresztowani przez Brygadzistów.
— Szlag — Trevor zaklął pod nosem. Obecności Brygadzistów należało się spodziewać. Przybyli o wiele za późno, praktycznie na gotowe i będą mogli pozbierać sobie pokonanych przez niego i tamtą kobietę Śmierciożerców oraz przypisać sobie wszystkie ich zasługi. Odwalili za nich kawał naprawdę dobrej roboty. Nie było mu to na rękę, że jednak się zjawili. Przecież sam był poszukiwany przez nich za przestępstwa, których tak naprawdę nie popełnił. Może za wyjątkiem ucieczki mundurowym. Gdyby go aresztowali to niewątpliwie poprawiliby swoje statystyki. Do cel trafiłoby pięciu przestępców zamiast czterech. Nie mógł na to pozwolić. A to oznaczało tylko jedno. Na niego już pora. Będzie musiał wrócić do Gospody pod Świńskim Łbem i po zabraniu swoich rzeczy opuścić Hogsmeade tuż po tym, jak opadnie bitewny kurz.
— Dobrze walczyłaś. Jeśli następnym razem się spotkamy to oby przy piwie. Na mnie już pora — Zwrócił się do swojej sojuszniczki, której bez wahania postąpiłby kufel podłego piwa w Gospodzie pod Świńskim Łbem. Zamierzał ją zostawić z tymi funkcjonariuszami, zrzucając na jej barki całkiem prawdopodobną konieczność udania się z nimi i złożenia zeznań. Po tym swoistym pożegnaniu zamierzał się teleportować się do wspomnianego lokalu i skierować się prosto do swojego pokoju. Jako pierwsze zamierzał oczyścić i opatrzyć ranę na lewej ręce.
Słowa: 722
Słowa łącznie: 2019
Zanim spełnił się którykolwiek z tych czarnych scenariuszy, z odsieczą przybyła mu ta kobieta. Za to powinien postawić jej piwo w Pubie pod Trzema Miotłami, przed którym tak bohatersko walczyli. Na dwa powinno mu wystarczyć. Bardzo docenił udzielone mu wsparcie. Nie będzie iść w zaparte, że w pojedynkę poradziłby sobie doskonale. Bo to nie byłaby prawda. Jednak na faktyczne wyrażenie wdzięczności przyjdzie czas później. Najpierw muszą opanować tę sytuację. Dostrzegając to, że za sprawą skutecznie rzuconego zaklęcia Rowle szata jednego z zamaskowanych mężczyzn zajmuje się ogniem, wymuszając na drugim odskoczenie, postanowił zareagować. To był dobry moment na wykorzystanie sytuacji na swoją korzyść. Był to dobry moment na podjęcie próby zakończenia tego starcia. Przed wypowiedzeniem inkantacji musiał zaczerpnąć jednak tchu.
— Petrificus Totalus! — Wycelował swoją różdżkę w tego Śmierciożercę, który w tym momencie był zajęty wymachiwaniem rękoma, panikowaniem i zrzucaniem pożeranej przez ogień szaty na śnieg. Sam skutecznie się rozbroił. Rzucone przed niego zaklęcie okazało się wystarczająco skuteczne i ręce ręce przylgnęły do boków mężczyzny, a jego nogi złączyły się razem. Jego całe ciało zesztywniało. Ostatecznie runął jak długi na ziemię, będąc zupełnie sparaliżowany. Nie mógł nawet otworzyć ust. Jedynie był w stanie poruszać oczami. Problem z głowy. Zostało jeszcze dwóch. A raczej, bo rzucony przez Olbrzymkę czar odbił się od potężnej osłony i powalił tamtego czarodzieja o wiele skuteczniej, niż tamten kopniak.
Trevor właśnie przymierzał się do tego, aby skutecznie rozprawić się z tym ostatnim sługusem Lorda Voldemorta, gdy na polu walki aportowali się Brygadziści. Skoro już tutaj są to będą mogli dokończyć to, co oni zaczęli przed ich przybyciem, zabezpieczyć miejsce zbrodni i przenieść ciała zmarłych oraz wezwać uzdrowicieli do rannych, jeśli ktoś z mieszkańców obecnych na tej ulicy w chwili rozpoczęcia ataku jakimś cudem zdołał śmierci z rąk tych czarnoksiężników.
Zrozumiał to, że podchodzą z wyciągniętymi różdżkami do Śmierciożerców. Ale żeby do nich? Uratowali tak wielu mieszkańców. Ostatni stojący na własnych nogach opuścił różdżkę i wydawał się nie być taki skory do walki. Dwójka przypadkowych przechodniów praktycznie złoiła im skórę i zdołała pokrzyżować im plany, a teraz on i jego towarzysze zostaną aresztowani przez Brygadzistów.
— Szlag — Trevor zaklął pod nosem. Obecności Brygadzistów należało się spodziewać. Przybyli o wiele za późno, praktycznie na gotowe i będą mogli pozbierać sobie pokonanych przez niego i tamtą kobietę Śmierciożerców oraz przypisać sobie wszystkie ich zasługi. Odwalili za nich kawał naprawdę dobrej roboty. Nie było mu to na rękę, że jednak się zjawili. Przecież sam był poszukiwany przez nich za przestępstwa, których tak naprawdę nie popełnił. Może za wyjątkiem ucieczki mundurowym. Gdyby go aresztowali to niewątpliwie poprawiliby swoje statystyki. Do cel trafiłoby pięciu przestępców zamiast czterech. Nie mógł na to pozwolić. A to oznaczało tylko jedno. Na niego już pora. Będzie musiał wrócić do Gospody pod Świńskim Łbem i po zabraniu swoich rzeczy opuścić Hogsmeade tuż po tym, jak opadnie bitewny kurz.
— Dobrze walczyłaś. Jeśli następnym razem się spotkamy to oby przy piwie. Na mnie już pora — Zwrócił się do swojej sojuszniczki, której bez wahania postąpiłby kufel podłego piwa w Gospodzie pod Świńskim Łbem. Zamierzał ją zostawić z tymi funkcjonariuszami, zrzucając na jej barki całkiem prawdopodobną konieczność udania się z nimi i złożenia zeznań. Po tym swoistym pożegnaniu zamierzał się teleportować się do wspomnianego lokalu i skierować się prosto do swojego pokoju. Jako pierwsze zamierzał oczyścić i opatrzyć ranę na lewej ręce.
Słowa: 722
Słowa łącznie: 2019