Geraldine siedziała przy ścianie z głową schowaną w dłoniach. To do czego tutaj doszło, to było zbyt wiele. Nie do końca potrafiła sobie z tym poradzić, alkohol nie pomagał jej zapanować nad emocjami, które zaczęły szukać ujścia. Nie chciała płakać, wiedziała, że nie powinno dojść do tego starcia. Po raz kolejny się nie popisała. Miała wrażenie, że wszystko wymyka się jej z rąk, że nie jest sobie w stanie poradzić z narastającymi problemami. Było tego zbyt wiele. Sama ledwie się trzymała, a musiała dbać jeszcze o brata, o wszystkich wokół. Może nie była taka silna, jak się jej wydawało? Może faktycznie była słaba? Wolała o sobie nie myśleć w ten sposób, ale nie dało się ukryć, że to nie najlepiej wyglądało, nie świadczyło o niej dobrze.
Nie chciała widzieć tego, co się tam działo. Nie chciała oglądać tych, na których jej zależało w takim stanie. Nie mogła się pogodzić z tym, że to była przede wszystkim jej wina. Ona wprowadziła Ambroise'a do mieszkania w którym mieszkał wygłodniały wampir, ona nie dopilnowała tego, żeby Astaroth był najedzony, to przez nią zaczęli się sprzeczać, przez nią doszło do tej bójki, przez nią jej młodszy brat skończył z kołkiem w brzuchu. To było naprawdę chujowe uczucie. Zawiodła chyba na całej lini, gorzej być nie mogło.
Najgrosze było to, co usłyszała od brata. Spodziewała się, że może winić ją o to, co zaszło, to też była jej wina. Okropnie jednak zabolało, jak powiedział, że to ona powinna umrzeć. Czuła, że miał rację, to ona wtedy powinna odejść. Niestety nie było jej to dane. Musiała przyglądać się bratu umierającemu na rękach, później pogodzić się z tym, że to przez nią stał się potworem. To było najgorsze, nie uchroniła go ani przed śmiercią, ani przed zostaniem jedną z bestii. Teraz znowu go nie dopilnowała, a obiecała, że będzie o niego dbać. Nic jej nie wychodziło. Najprawdopodobniej tak wyglądało dno. Tak, czuła, że gorzej być nie może, do tego wszystkiego jej były pomagał jej sprzątać to bagno. To naprawdę była chujowa sytuacja.
Gdy usłyszała prośbę Astarotha wreszcie się podniosła. Bez słowa, sięgnęła po sztylet, który miała przy pasku od spodni, przecieła liny, które go krępowały. Miał krew, nie powinien zrobić im krzywdy, nadal nawet na chwilę nie spoglądała w kierunku Greengrassa, nie chciała zobaczyć rozczarowania w jego oczach, czuła, że jedynie to byłaby w stanie tam dostrzec.