05.10.2024, 02:44 ✶
Nie odpowiedziała od razu, nie czując pośpiechu. Kiedy wreszcie oderwała się od fascynacji i zwróciła na niego swoją pełną uwagę, w jej oczach wciąż tlił się ten dziwny błysk - niepokojąca mieszanka ciekawości i czegoś głębszego, czego nie sposób było uchwycić w prostych słowach.
- Nie chodzi o to, gdzie się najlepiej prezentują - zaczęła cicho, prawie szeptem. - Chodzi o to, co w nich widzimy, kiedy wyrwiemy je z ich świata. Zdeformowane, pozbawione kontekstu... nieśmiertelne, choć martwe. Pytam o przyczynę, bo jedni wieszają na ścianach czyjeś truchła jako eksponat, a drudzy jako przestrogę - poruszyła ciężki temat, ale mówiła to z lekkością osoby, która nie jest skrępowana dyskusją o żadnym rodzaju wisielca. Nawet jeśli to miałoby być dziwadło, które za swoje niecnoty zawisło ze sznurem u szyi wzdłuż murów miejskich.
W jej głosie była nuta czegoś, czego można by się obawiać - jakby każda odpowiedź, każdy komentarz, zawierał ukrytą mądrość, której lepiej było nie zgłębiać. Zbliżyła się do stołu, na którym Leviathan rozłożył mapę, a jej wzrok przesunął się po oznaczeniach, nie zdradzając emocji. Słowa o centaurach zdawały się Scylli odległe, jakby bardziej interesował ją sam las niż to, co w nim kryło się w kopytnych postaciach. Czuła, że poszukiwania mogą przynieść coś więcej, niż Leviathan się spodziewał, choć nie zdradziła tego na głos.
Choć rozumiała, co miał na myśli przez odpowiednie miejsce, w zaciszu własnego umysłu uznała to pobożne życzenie za swego rodzaju zuchwałość. Kiedy szuka się istot, które wcale nie chcą być znalezione, nie można wybrzydzać. Trzeba dziękować losowi, że w ogóle udało się ci znaleźć miejsce, które nigdy nie miało istnieć w twojej przyszłości.
Zresztą - Scylla przypuszczała, że to nie oni znajdą centaury, a raczej to centaury znajdą ich.
Jej dłonie spoczęły na krawędzi mapy, nachyliła się bardziej, a potem powiodła ostrożnie wzrokiem od ich miejsca pobytu wskazanego przez Leviego, aż do granic rezerwatu. Gdyby była centaurem, ukryłaby się w sercu puszczy, do której czarodzieje nie śmieją się zapuszczać. To brzmiało logicznie. Niemniej doskonale wiedziała, z autopsji zresztą, że w działaniach posiadaczy trzeciego oka nie ma nigdy niczego logicznego.
- To ekscytujące - wyznała nagle, uśmiechając się nieznacznie. - Bawić się w chowanego z centaurami. -
Jeden kącik ust Scylli powędrował ku górze, a następnie zerwała się z krzesła. Obróciła je tyłem w kierunku stołu, a potem uklęknęła na siedzeniu, przewieszając swój tułów przez oparcie. Z kieszeni wyjęła wahadełko i razem z nim zawisnęła nad mapą, ewidentnie wchodząc w zabawowy nastrój. Jakby znalezienie lokalizacji centaurów stało się dla niej wyzwaniem.
Najpierw wymamrotała coś niezrozumiałego pod nosem, a potem jej spojrzenie zaszło mgłą, kiedy wahadełko zaczęło zataczać kręgi i bujać się na boki. Drgało nerwowo, jakby również nie mogło się doczekać finału poszukiwań. Po chwili nadal orbitowało wokół rezerwatu, ale z czasem zaczęło sugerować jeden, konkretny kierunek.
- Bingo - szepnęła, a następnie uniosła zadowolone spojrzenie na Rowle'a. W tle czaiła się jakaś dzikość, jak u psa gończego, który dopadł postrzeloną łanię.
- Nie chodzi o to, gdzie się najlepiej prezentują - zaczęła cicho, prawie szeptem. - Chodzi o to, co w nich widzimy, kiedy wyrwiemy je z ich świata. Zdeformowane, pozbawione kontekstu... nieśmiertelne, choć martwe. Pytam o przyczynę, bo jedni wieszają na ścianach czyjeś truchła jako eksponat, a drudzy jako przestrogę - poruszyła ciężki temat, ale mówiła to z lekkością osoby, która nie jest skrępowana dyskusją o żadnym rodzaju wisielca. Nawet jeśli to miałoby być dziwadło, które za swoje niecnoty zawisło ze sznurem u szyi wzdłuż murów miejskich.
W jej głosie była nuta czegoś, czego można by się obawiać - jakby każda odpowiedź, każdy komentarz, zawierał ukrytą mądrość, której lepiej było nie zgłębiać. Zbliżyła się do stołu, na którym Leviathan rozłożył mapę, a jej wzrok przesunął się po oznaczeniach, nie zdradzając emocji. Słowa o centaurach zdawały się Scylli odległe, jakby bardziej interesował ją sam las niż to, co w nim kryło się w kopytnych postaciach. Czuła, że poszukiwania mogą przynieść coś więcej, niż Leviathan się spodziewał, choć nie zdradziła tego na głos.
Choć rozumiała, co miał na myśli przez odpowiednie miejsce, w zaciszu własnego umysłu uznała to pobożne życzenie za swego rodzaju zuchwałość. Kiedy szuka się istot, które wcale nie chcą być znalezione, nie można wybrzydzać. Trzeba dziękować losowi, że w ogóle udało się ci znaleźć miejsce, które nigdy nie miało istnieć w twojej przyszłości.
Zresztą - Scylla przypuszczała, że to nie oni znajdą centaury, a raczej to centaury znajdą ich.
Jej dłonie spoczęły na krawędzi mapy, nachyliła się bardziej, a potem powiodła ostrożnie wzrokiem od ich miejsca pobytu wskazanego przez Leviego, aż do granic rezerwatu. Gdyby była centaurem, ukryłaby się w sercu puszczy, do której czarodzieje nie śmieją się zapuszczać. To brzmiało logicznie. Niemniej doskonale wiedziała, z autopsji zresztą, że w działaniach posiadaczy trzeciego oka nie ma nigdy niczego logicznego.
- To ekscytujące - wyznała nagle, uśmiechając się nieznacznie. - Bawić się w chowanego z centaurami. -
Jeden kącik ust Scylli powędrował ku górze, a następnie zerwała się z krzesła. Obróciła je tyłem w kierunku stołu, a potem uklęknęła na siedzeniu, przewieszając swój tułów przez oparcie. Z kieszeni wyjęła wahadełko i razem z nim zawisnęła nad mapą, ewidentnie wchodząc w zabawowy nastrój. Jakby znalezienie lokalizacji centaurów stało się dla niej wyzwaniem.
Najpierw wymamrotała coś niezrozumiałego pod nosem, a potem jej spojrzenie zaszło mgłą, kiedy wahadełko zaczęło zataczać kręgi i bujać się na boki. Drgało nerwowo, jakby również nie mogło się doczekać finału poszukiwań. Po chwili nadal orbitowało wokół rezerwatu, ale z czasem zaczęło sugerować jeden, konkretny kierunek.
Rzut Strony 1d4 - 2
Południe
Południe
- Bingo - szepnęła, a następnie uniosła zadowolone spojrzenie na Rowle'a. W tle czaiła się jakaś dzikość, jak u psa gończego, który dopadł postrzeloną łanię.
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga