05.10.2024, 03:26 ✶
Atreus westchnął sobie cicho pod nosem, słysząc rzeczowe pytania Brenny, bo coś przeczuwał jakim typem człowieka był Marian. Dokładnie takim, który wszędzie dopatrywał się konkurencji i ze ktoś by mu podłożył świnię, głównie dlatego że sam preferował tego rodzaju wybiegi. A jego słowa, no kto by się spodziewał, potwierdziły tylko domysły aurora. Ale Fontanna Losu? Oczywiście, że musiał sobie wybrać największego konkurenta na Horyzontalnej. Zawsze trochę rosło ego i człowiekowi było lepiej, kiedy taki kolos przejmował się maluczkimi. Bulstrode skrzywił się odrobinę bo pewnie jakby poszli do wspomnianego konkurenta, to by zostali tam zwyczajnie wyśmiani, a połowa zapytałaby co to ta Dziupla.
- A zgłaszali państwo wcześniej sprawę? - zapytał Atreus grzecznie. Brenna słusznie mogła mieć obawy, że niekoniecznie takie zachowanie mogło mu się podobać, bo tego palucha to se Marian mógł w wiadome miejsce wsadzić, ale w tym konkretnym momencie bawił się zbyt dobrze by zwrócić na to uwagę. Marian był idealnym materiałem na to, by naśmiewać się z jego niedoli, bo najpewniej sam był wszystkiemu winny. Jak na komendę też, mężczyzna poczerwieniał, bo odpowiedź chyba brzmiała nie.
Marian otworzył i zamknął usta, marszcząc przy tym brwi, wyraźnie oburzony tymi oszczerstwami, ale kiedy Brenna się ponownie odezwała, powoli się rozpogodził. Spojrzał na żonę, ona na niego, wymienili jakieś porozumiewawcze spojrzenia, wzruszyli ramionami...
- Wie pani co, to nie jest taki głupi pomysł. Ale jak nie zadziała, to znowu wniosę skargę! - uniósł groźnie palucha, tym razem w kierunku Longbottom.
- Ma pan na myśli, że wreszcie wniesie pan skargę? - pomógł mu dobrotliwie Atreus, a Marian zatrząsnął się.
- Wie pan co, ja nie życzę sobie takich insynuacji. Jestem przykładnym obywatelem i nie zasłużyłem na to wszystko - machnął ręką oburzony. - Żyły sobie wypruwam dzień w dzień, płacę podatki, które stanowią państwa pensję, a to znaczy że jestem tak trochę państwa przełożonym i JA SOBIE NIE ŻYCZĘ! - żona poklepała go po ramieniu.
- Dobrze, dobrze. Już spokojnie. Sprawdzimy tego Ferdynanda, tak? Tylko niech pan da jego adres i jeszcze powie, kiedy zaczęły się te zgromadzenia na nieistniejący wiec.
- A zgłaszali państwo wcześniej sprawę? - zapytał Atreus grzecznie. Brenna słusznie mogła mieć obawy, że niekoniecznie takie zachowanie mogło mu się podobać, bo tego palucha to se Marian mógł w wiadome miejsce wsadzić, ale w tym konkretnym momencie bawił się zbyt dobrze by zwrócić na to uwagę. Marian był idealnym materiałem na to, by naśmiewać się z jego niedoli, bo najpewniej sam był wszystkiemu winny. Jak na komendę też, mężczyzna poczerwieniał, bo odpowiedź chyba brzmiała nie.
Marian otworzył i zamknął usta, marszcząc przy tym brwi, wyraźnie oburzony tymi oszczerstwami, ale kiedy Brenna się ponownie odezwała, powoli się rozpogodził. Spojrzał na żonę, ona na niego, wymienili jakieś porozumiewawcze spojrzenia, wzruszyli ramionami...
- Wie pani co, to nie jest taki głupi pomysł. Ale jak nie zadziała, to znowu wniosę skargę! - uniósł groźnie palucha, tym razem w kierunku Longbottom.
- Ma pan na myśli, że wreszcie wniesie pan skargę? - pomógł mu dobrotliwie Atreus, a Marian zatrząsnął się.
- Wie pan co, ja nie życzę sobie takich insynuacji. Jestem przykładnym obywatelem i nie zasłużyłem na to wszystko - machnął ręką oburzony. - Żyły sobie wypruwam dzień w dzień, płacę podatki, które stanowią państwa pensję, a to znaczy że jestem tak trochę państwa przełożonym i JA SOBIE NIE ŻYCZĘ! - żona poklepała go po ramieniu.
- Dobrze, dobrze. Już spokojnie. Sprawdzimy tego Ferdynanda, tak? Tylko niech pan da jego adres i jeszcze powie, kiedy zaczęły się te zgromadzenia na nieistniejący wiec.