05.10.2024, 04:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.10.2024, 05:12 przez Atreus Bulstrode.)
siedzę jeszcze na widowni, ślepnąc od fortinbrasa jak od świateł
Atreus, całe szczęście, nie posiadał daleko idącej paranoi i potrafił grzecznie wzbronić się od odruchów które kazały węszyć wszędzie niebezpieczeństwo. Byli w miejscu, które przynajmniej w teorii powinno siadać bardzo wysoki poziom ochrony, bo przecież na widowni siedziała sama minister magii. To co nim powodowało to była raczej zwyczajna ciekawość i jak się okazało, zgodnie z przysłowiem zabiła ona chwilowo kotka. Albo raczej go oślepiła.
- O nie, one są wyćwiczone - zdążyła jeszcze odpowiedzieć, przyglądając się z ciekawością Malfoyowi, ale coś zdecydowanie poszło nie tak. Atreus zmrużył oczy, widząc jak barwy zlewają się nagle ze sobą, tworząc niewyględne plamy w kształcie siedzących na widowni osób. Teoretycznie mógłby się przyzwyczaić, że takie momenty się zdarzają, bo przecież nie pierwszy raz trzecie oko nie mogło się zgrać z dwójką, które patrzyły na świat rzeczywisty, ale nawet jeśli jego twarz się nie poruszyła to ręka mimowolnie powędrowała w bok, szukając punktu zaczepienia. Uziemienia, gdyby na rozmazaniu wizji nie poprzestało i zapanowała ciemność, a którym okazało się noga Brenny.
Wzdrygnął się dopiero po chwili, czując ciepło promieniujące przez materiał sukienki i rozlewające się po dłoni, cofając rękę gładko, niby to by poprawić mankiet szaty. Wierzchnia jej warstwa zachowana była w piaskowo-złocistym kolorze i mogła wydawać się odrobinę nudna, bo brakowało jej przesadnie rozbudowanych wzorów - ten stanowiły jedynie starannie zaakcentowane szwy pasów materiału, jakby krawiec stawiał na teksturę, a nie barwę. Ze spodu jednak wyglądała na świat ciemniejszy, bardziej stanowczy w swojej barwie melanżowy materiał, mieniący się plamami rdzawego brązu, to jaśniejszymi, to ciemniejszymi, to chłodniejszymi i to cieplejszymi. Był zaczarowany i rozlewające się po nim plamy przypominały taniec światła korze drzewa czy leśnej ściółce.
- I co, zobaczyłaś coś ciekawego? - zapytał, spoglądając na nią jakby nigdy nic, przeczesując palcami włosy. Zgodnie z wymaganiami, zostały mu dorobione spiczaste uszy (co musiała zrobić Brenna własnoręcznie) i miał ubrany złoty wieniec, ale włosy miał nieco dłuższe jak zwykle. Jako też, że zyskały na centymetrach, oddały się swojej naturze i kręciły się na końcach, nadając mu nieco chochlikowego wyrazu. Brawa niosły się dookoła przez chwilę, a rozlane plamy kolorów widowni powoli wracały do odpowiednich kształtów. Idealnie żeby wstać i iść do namiotu gdzie goście mieli spędzić kolejne chwile tego wieczora.
Atreus, całe szczęście, nie posiadał daleko idącej paranoi i potrafił grzecznie wzbronić się od odruchów które kazały węszyć wszędzie niebezpieczeństwo. Byli w miejscu, które przynajmniej w teorii powinno siadać bardzo wysoki poziom ochrony, bo przecież na widowni siedziała sama minister magii. To co nim powodowało to była raczej zwyczajna ciekawość i jak się okazało, zgodnie z przysłowiem zabiła ona chwilowo kotka. Albo raczej go oślepiła.
- O nie, one są wyćwiczone - zdążyła jeszcze odpowiedzieć, przyglądając się z ciekawością Malfoyowi, ale coś zdecydowanie poszło nie tak. Atreus zmrużył oczy, widząc jak barwy zlewają się nagle ze sobą, tworząc niewyględne plamy w kształcie siedzących na widowni osób. Teoretycznie mógłby się przyzwyczaić, że takie momenty się zdarzają, bo przecież nie pierwszy raz trzecie oko nie mogło się zgrać z dwójką, które patrzyły na świat rzeczywisty, ale nawet jeśli jego twarz się nie poruszyła to ręka mimowolnie powędrowała w bok, szukając punktu zaczepienia. Uziemienia, gdyby na rozmazaniu wizji nie poprzestało i zapanowała ciemność, a którym okazało się noga Brenny.
Wzdrygnął się dopiero po chwili, czując ciepło promieniujące przez materiał sukienki i rozlewające się po dłoni, cofając rękę gładko, niby to by poprawić mankiet szaty. Wierzchnia jej warstwa zachowana była w piaskowo-złocistym kolorze i mogła wydawać się odrobinę nudna, bo brakowało jej przesadnie rozbudowanych wzorów - ten stanowiły jedynie starannie zaakcentowane szwy pasów materiału, jakby krawiec stawiał na teksturę, a nie barwę. Ze spodu jednak wyglądała na świat ciemniejszy, bardziej stanowczy w swojej barwie melanżowy materiał, mieniący się plamami rdzawego brązu, to jaśniejszymi, to ciemniejszymi, to chłodniejszymi i to cieplejszymi. Był zaczarowany i rozlewające się po nim plamy przypominały taniec światła korze drzewa czy leśnej ściółce.
- I co, zobaczyłaś coś ciekawego? - zapytał, spoglądając na nią jakby nigdy nic, przeczesując palcami włosy. Zgodnie z wymaganiami, zostały mu dorobione spiczaste uszy (co musiała zrobić Brenna własnoręcznie) i miał ubrany złoty wieniec, ale włosy miał nieco dłuższe jak zwykle. Jako też, że zyskały na centymetrach, oddały się swojej naturze i kręciły się na końcach, nadając mu nieco chochlikowego wyrazu. Brawa niosły się dookoła przez chwilę, a rozlane plamy kolorów widowni powoli wracały do odpowiednich kształtów. Idealnie żeby wstać i iść do namiotu gdzie goście mieli spędzić kolejne chwile tego wieczora.