05.10.2024, 05:36 ✶
wstajemy z Brenną z widowni i idziemy powoli w kierunku namiotu, chyba
Ateus, nawet jeśli odrobinkę niezadowolony i zmieszany chwilową utratą ostrości spojrzenia, miał całkiem sprawne uszy i nie uszedł jego uwadze fakt, że panna Avery o kimś chyba zapomniała. Ale chwilowo próbował bardziej skoncentrować się na Longbottom, pewnie dlatego że ani nie miała zamiaru rozmawiać z Raphaelą, ani chwilowo nie było mu tak śpieszno do tancerki.
- Czy to znowu jakieś mugolskie historie? - zapytał, ale bez odrobiny wyrzutu w głosie. No, może z nieco krzywym uśmiechem, bo przy niej nagle czuł się, jakby połowa rzeczy oczywistych przelatywała mu nad głową. A potem przyjrzał się jej odrobinę bardziej czujnie, ważąc w głowie czy powinien się obrazić czy może jednak nie. - To tylko i wyłącznie twoja zasługa, bo mi zrobiłaś krzywe uszy - powiedział wreszcie z cwaniackim uśmiechem. Dobrze czy nie, komplement czy przytyk, ważne że to była tylko i wyłącznie jej wina. Jeśli w dobry sensie, wspaniale, chwała jej za to. Jeśli natomiast się jej nie podobało to mogła podziękować tylko i wyłącznie sobie. Ale podobnie jak ona mówił to wszystko w miarę cicho, szczególnie kiedy ludzie poruszyli się i zaczęli kręcić. Niby nie mówili nic niewłaściwego, ale ten moment przechodni zawsze wydawał się aż nazbyt korzystny żeby ktoś podsłuchał coś co nie było przeznaczone dla niego.
- Podzielam opinię. Chociaż początkowo miałam wrażenie, że odrobinę przysnę. Ale utwór grany przez Croucha był całkiem przyjemny. Żywy, nawet powiedziałbym, że porywający - Camille powiedziała do swojego towarzysza, że nuty wyznaczające rytm Burzy przypominają ich relację, ale Bulstrode miał wrażenie że wielu mogło powiedzieć dokładnie to samo. Jedni jako czcze życzenie, inni jako najprawdziwszą prawdę. A burzliwości między nim i Brenną nie brakowało. - Enzo to jakiś twój znajomy? - zainteresował się nieco bardziej, głównie dlatego że wywołała mężczyznę po imieniu. - Chętnie zaczepiłbym tancerkę. Żeby jej pogratulować, skoro te zaszczyty ją ominęły - uśmiechnął się lekko, bo nawet nie chodziło o to, że te jej pląsy jakoś wybitnie do niego przemówiły. Tańczyła ładnie, ale interesowało go przede wszystkim, czemu została pominięta. Ale nawet by się nie zdziwił że powód był tak prozaiczny jak fakt, że młodziutka Avery zadzierała i tak już zadarty nos. W końcu to było rodzinne.
Ateus, nawet jeśli odrobinkę niezadowolony i zmieszany chwilową utratą ostrości spojrzenia, miał całkiem sprawne uszy i nie uszedł jego uwadze fakt, że panna Avery o kimś chyba zapomniała. Ale chwilowo próbował bardziej skoncentrować się na Longbottom, pewnie dlatego że ani nie miała zamiaru rozmawiać z Raphaelą, ani chwilowo nie było mu tak śpieszno do tancerki.
- Czy to znowu jakieś mugolskie historie? - zapytał, ale bez odrobiny wyrzutu w głosie. No, może z nieco krzywym uśmiechem, bo przy niej nagle czuł się, jakby połowa rzeczy oczywistych przelatywała mu nad głową. A potem przyjrzał się jej odrobinę bardziej czujnie, ważąc w głowie czy powinien się obrazić czy może jednak nie. - To tylko i wyłącznie twoja zasługa, bo mi zrobiłaś krzywe uszy - powiedział wreszcie z cwaniackim uśmiechem. Dobrze czy nie, komplement czy przytyk, ważne że to była tylko i wyłącznie jej wina. Jeśli w dobry sensie, wspaniale, chwała jej za to. Jeśli natomiast się jej nie podobało to mogła podziękować tylko i wyłącznie sobie. Ale podobnie jak ona mówił to wszystko w miarę cicho, szczególnie kiedy ludzie poruszyli się i zaczęli kręcić. Niby nie mówili nic niewłaściwego, ale ten moment przechodni zawsze wydawał się aż nazbyt korzystny żeby ktoś podsłuchał coś co nie było przeznaczone dla niego.
- Podzielam opinię. Chociaż początkowo miałam wrażenie, że odrobinę przysnę. Ale utwór grany przez Croucha był całkiem przyjemny. Żywy, nawet powiedziałbym, że porywający - Camille powiedziała do swojego towarzysza, że nuty wyznaczające rytm Burzy przypominają ich relację, ale Bulstrode miał wrażenie że wielu mogło powiedzieć dokładnie to samo. Jedni jako czcze życzenie, inni jako najprawdziwszą prawdę. A burzliwości między nim i Brenną nie brakowało. - Enzo to jakiś twój znajomy? - zainteresował się nieco bardziej, głównie dlatego że wywołała mężczyznę po imieniu. - Chętnie zaczepiłbym tancerkę. Żeby jej pogratulować, skoro te zaszczyty ją ominęły - uśmiechnął się lekko, bo nawet nie chodziło o to, że te jej pląsy jakoś wybitnie do niego przemówiły. Tańczyła ładnie, ale interesowało go przede wszystkim, czemu została pominięta. Ale nawet by się nie zdziwił że powód był tak prozaiczny jak fakt, że młodziutka Avery zadzierała i tak już zadarty nos. W końcu to było rodzinne.