05.10.2024, 10:16 ✶
Florence za łamanie rytuału zabrała się dopiero w drugiej połowie czerwca – w końcu wcześniej nikt do końca nie wiedział, co stało się w Beltane ani że dziwne odczucia, z którymi borykali się uczestnicy rytuału, nie są odosobnione. Sama Bulstrode, choć padła jego ofiarą, reagowała właściwie w sposób zgodny ze swoją naturą: ze spokojem. Może ciągnęło ją do obecności Patricka bardziej niż zwykle, może gdzieś w głowie zrodziło się pytanie, czy na pewno był tylko przyjacielem. Ale gdyby nie fakt, że po pierwsze, nie chciała, by władała nimi magia i mieszała w jego nowej znajomości z Alanną, po drugie, że obawiała się, że wyczuwanie niebezpieczeństwa, wiszącemu nad jego głową, może bardziej zaszkodzić niż pomóc, pewnie we własnym kontekście nie przejmowałaby się nadmiernie.
W połowie lipca była już pewna, że jej metoda łamania więzi jest skuteczna, a także wiedziała, że ta może doprowadzić do katastrofy. Owszem, jedna z uzdrowicielek, cała w pąsach, zaprosiła ją na ślub ze swoim kolegą, z którym zeszli się właśnie w maju, z powodu Beltane. Owszem, jeden ze stażystów zdecydował, że nie chce żenić się z panną, którą wybrali rodzice – i z którą z pewnością byłby nieszczęśliwy, bo Florence trochę ją znała – bo dzięki Beltane i uczuciom zrodzonym do panny, której wianek wniósł na pal od tak, zrozumiał, że pragnie czegoś więcej. To były dobre rzeczy. Ale byli też szaleńczo zazdrośni mężowe, awantura w kafeterii, kiedy jakaś kobieta napadła na pacjenta, bo odwiedziła go koleżanka i to już w jej oczach była zdrada, wiele osób wpadających do Munga, bo wyczuli, że komuś grozi niebezpieczeństwo i sprawdzali, czy partner nie trafił do szpitala… a potem okazywało się, że to była na przykład zwykła bójka. Były rozwody, o których pisało ministerstwo. I trzy osoby, którym Florence usuwała kwiaty z płuc – a ta choroba przecież, chociaż nieobecna uzdrowicielce, zdarzała się rzadko. W końcu gdy ktoś zakochiwał się w kimś, do kogo faktycznie był doskonale dopasowany, co już było rzadkie, to ta osoba w dziewięciu przypadkach na dziesięć odwzajemniała uczucie.
Rytuał Beltane zakłócał naturalny porządek rzeczy.
Do gabinetu Florence trafiały więc różne osoby, z różną historią, czasem w parach, czasem pojedynczo. Uzdrowicielka nie pytała nigdy o te historie i nie zamierzała też pytać Lyssy Mulciber. Nie zastanawiała się, czy faktycznie dziewczyna nie może znaleźć osoby, która przyjęła jej wianek – nie miało to w końcu znaczenia dla samego przebiegu rytuału, po próbie z Geraldine Florence wiedziała już, że jest w stanie złamać więź i tylko z jedną osobą „z pary”. Chociaż jeśli tak było, mogła trochę jej współczuć. Ona sama miała właściwie szczęście. Nagłe emocje, wobec kogoś obcego, nie były czymś, z czym łatwo sobie poradzić, a jeśli nie mogła mieć z tą osobą styczności w maju i czerwcu… to mogło być jeszcze trudniejsze. W lipcu może i uczucia słabły, ale na początku we wszystkich przypadkach do pokonania wymagały sporo siły woli.
– Panna Mulciber – przywitała się, wstając zza biurka, gdy dziewczyna weszła do gabinetu. Zmierzyła ją spojrzeniem jasnych, chłodnych oczu. Jak zwykle, fryzurę miała nienaganną, szatę czystą i wyprostowaną, a gabinet przygotowała już do rytuału: po pierwszych testach w zabezpieczonej Sali zaczęła przeprowadzać go i tutaj. Lyssa mogła więc dostrzec od razu czekający krąg świec. – Tak, zapraszam. Ma pani jakieś uczulenia albo pytania, zanim zaczniemy? – spytała, bo ostatecznie świece wykonywano z ziół.
W połowie lipca była już pewna, że jej metoda łamania więzi jest skuteczna, a także wiedziała, że ta może doprowadzić do katastrofy. Owszem, jedna z uzdrowicielek, cała w pąsach, zaprosiła ją na ślub ze swoim kolegą, z którym zeszli się właśnie w maju, z powodu Beltane. Owszem, jeden ze stażystów zdecydował, że nie chce żenić się z panną, którą wybrali rodzice – i z którą z pewnością byłby nieszczęśliwy, bo Florence trochę ją znała – bo dzięki Beltane i uczuciom zrodzonym do panny, której wianek wniósł na pal od tak, zrozumiał, że pragnie czegoś więcej. To były dobre rzeczy. Ale byli też szaleńczo zazdrośni mężowe, awantura w kafeterii, kiedy jakaś kobieta napadła na pacjenta, bo odwiedziła go koleżanka i to już w jej oczach była zdrada, wiele osób wpadających do Munga, bo wyczuli, że komuś grozi niebezpieczeństwo i sprawdzali, czy partner nie trafił do szpitala… a potem okazywało się, że to była na przykład zwykła bójka. Były rozwody, o których pisało ministerstwo. I trzy osoby, którym Florence usuwała kwiaty z płuc – a ta choroba przecież, chociaż nieobecna uzdrowicielce, zdarzała się rzadko. W końcu gdy ktoś zakochiwał się w kimś, do kogo faktycznie był doskonale dopasowany, co już było rzadkie, to ta osoba w dziewięciu przypadkach na dziesięć odwzajemniała uczucie.
Rytuał Beltane zakłócał naturalny porządek rzeczy.
Do gabinetu Florence trafiały więc różne osoby, z różną historią, czasem w parach, czasem pojedynczo. Uzdrowicielka nie pytała nigdy o te historie i nie zamierzała też pytać Lyssy Mulciber. Nie zastanawiała się, czy faktycznie dziewczyna nie może znaleźć osoby, która przyjęła jej wianek – nie miało to w końcu znaczenia dla samego przebiegu rytuału, po próbie z Geraldine Florence wiedziała już, że jest w stanie złamać więź i tylko z jedną osobą „z pary”. Chociaż jeśli tak było, mogła trochę jej współczuć. Ona sama miała właściwie szczęście. Nagłe emocje, wobec kogoś obcego, nie były czymś, z czym łatwo sobie poradzić, a jeśli nie mogła mieć z tą osobą styczności w maju i czerwcu… to mogło być jeszcze trudniejsze. W lipcu może i uczucia słabły, ale na początku we wszystkich przypadkach do pokonania wymagały sporo siły woli.
– Panna Mulciber – przywitała się, wstając zza biurka, gdy dziewczyna weszła do gabinetu. Zmierzyła ją spojrzeniem jasnych, chłodnych oczu. Jak zwykle, fryzurę miała nienaganną, szatę czystą i wyprostowaną, a gabinet przygotowała już do rytuału: po pierwszych testach w zabezpieczonej Sali zaczęła przeprowadzać go i tutaj. Lyssa mogła więc dostrzec od razu czekający krąg świec. – Tak, zapraszam. Ma pani jakieś uczulenia albo pytania, zanim zaczniemy? – spytała, bo ostatecznie świece wykonywano z ziół.