05.10.2024, 10:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.10.2024, 11:01 przez Brenna Longbottom.)
Rzucam sobie pod edycję, translokacja i af
Zaklęcie Brenny zadziałało iście popisowo – więzy spowiły cały namiot, obalając go na głowy drwali, a gdzieś z wewnątrz dobiegła soczysta KURWA!!!, wtórując tej, która zagościła na ustach Greengrassa. Brenna rzuciła spojrzenie przez ramię w stronę hałasów z tyłu, nie chcąc, aby ktoś potraktował ją zaklęciem w plecy, tudzież by okazało się, że ona tutaj będzie zajmować się dwoma przeciwnikami, gdy kilku kolejnych wyciera o ziemię Ambroisem.
Jej twarz pozostała nieporuszona, chociaż fakt, że spomiędzy drzew wyłonił Greengrass, przyjęła z ulgą. Żyje, rusza się, znaczy się, wszystko w porządku, co tam go spotkało między krzakami dokładnie, to się dowie później – w namiocie wciąż poruszały się dwie lub trzy osoby, tak co najmniej, rzucając głośnymi kurwami, a sądząc po tym przywitaniu czarami, nie zamierzały współpracować.
Zawahała się zaledwie na mgnienie oka, bo to co byłoby teraz najskuteczniejsze, zahaczałoby już o czarną magię. Ostatecznie zaryzykowała więc z dziedziną magii, w której jej zdolności były raczej dalekie od wybitności: translokacji.
- Najmniej dwóch w środku - rzuciła krótko do Greengrassa, nawet nie dlatego, że była niechętna do współpracy, jak już walczysz z kilkoma przeciwnikami, to nie marudzisz, że ktlś chce pomóc, ale ponieważ w tej chwili mieli góra parę sekund, zanim ich przeciwnicy odpowiedzą w ten czy inny sposób na atak i nie było czasu na żadne skomplikowane ustalenia, co robią. Zresztą, nawet nie znała jego możliwości, nie wiedziała, w jakich dziedzinach magii się specjalizował, żeby teraz łatwo było skoordynować działania inaczej niż "no to improwizujemy".
Czar Brenny zadziałał, wyrywając z namiotu jednego Weasleya, który potoczył się po trawie, a Brenna dopadła go sekundę później, w chwili, w której chciał unieść różdżkę. Mało delikatnie wygięła mu rękę do tyłu, i szczęknęły kajdanki, zaciskając się na nadgarstkach mężczyzny, chwilowo wyłączając go z równania.
Przy okazji odnotowała, tak mimowolnie, bo przecież nie miało to znaczenia, nie w tej chwili przynajmniej, że faktycznie włosy miał czerwone jak marchewka. Silny też był, ale szczęśliwie pierwsze miesiące służby Brenny to był ciąg interwencji w barowych bójkach, i skuła dostatecznie wielu agresywnych pijaczków, żeby to wykręcanie rąk mieć opanowane niemalże do perfekcji.
Dobrze, bo to wcale nie był koniec.
Ambroise mógł dostrzec, że druga osoba wygrzebuje się spod płachty. Zdawało się mu też przez chwilę, że poruszało się tam coś - ktoś - jeszcze, jakby trzeci osobnik, wybrzuszenie w tym miejscu jednak znikło. Przewidzenia, a może ten diabeł faktycznie okazał się bardzo sprytny?
Rzut N 1d100 - 74
Sukces!
Sukces!
Rzut PO 1d100 - 68
Sukces!
Sukces!
Zaklęcie Brenny zadziałało iście popisowo – więzy spowiły cały namiot, obalając go na głowy drwali, a gdzieś z wewnątrz dobiegła soczysta KURWA!!!, wtórując tej, która zagościła na ustach Greengrassa. Brenna rzuciła spojrzenie przez ramię w stronę hałasów z tyłu, nie chcąc, aby ktoś potraktował ją zaklęciem w plecy, tudzież by okazało się, że ona tutaj będzie zajmować się dwoma przeciwnikami, gdy kilku kolejnych wyciera o ziemię Ambroisem.
Jej twarz pozostała nieporuszona, chociaż fakt, że spomiędzy drzew wyłonił Greengrass, przyjęła z ulgą. Żyje, rusza się, znaczy się, wszystko w porządku, co tam go spotkało między krzakami dokładnie, to się dowie później – w namiocie wciąż poruszały się dwie lub trzy osoby, tak co najmniej, rzucając głośnymi kurwami, a sądząc po tym przywitaniu czarami, nie zamierzały współpracować.
Zawahała się zaledwie na mgnienie oka, bo to co byłoby teraz najskuteczniejsze, zahaczałoby już o czarną magię. Ostatecznie zaryzykowała więc z dziedziną magii, w której jej zdolności były raczej dalekie od wybitności: translokacji.
- Najmniej dwóch w środku - rzuciła krótko do Greengrassa, nawet nie dlatego, że była niechętna do współpracy, jak już walczysz z kilkoma przeciwnikami, to nie marudzisz, że ktlś chce pomóc, ale ponieważ w tej chwili mieli góra parę sekund, zanim ich przeciwnicy odpowiedzą w ten czy inny sposób na atak i nie było czasu na żadne skomplikowane ustalenia, co robią. Zresztą, nawet nie znała jego możliwości, nie wiedziała, w jakich dziedzinach magii się specjalizował, żeby teraz łatwo było skoordynować działania inaczej niż "no to improwizujemy".
Czar Brenny zadziałał, wyrywając z namiotu jednego Weasleya, który potoczył się po trawie, a Brenna dopadła go sekundę później, w chwili, w której chciał unieść różdżkę. Mało delikatnie wygięła mu rękę do tyłu, i szczęknęły kajdanki, zaciskając się na nadgarstkach mężczyzny, chwilowo wyłączając go z równania.
Przy okazji odnotowała, tak mimowolnie, bo przecież nie miało to znaczenia, nie w tej chwili przynajmniej, że faktycznie włosy miał czerwone jak marchewka. Silny też był, ale szczęśliwie pierwsze miesiące służby Brenny to był ciąg interwencji w barowych bójkach, i skuła dostatecznie wielu agresywnych pijaczków, żeby to wykręcanie rąk mieć opanowane niemalże do perfekcji.
Dobrze, bo to wcale nie był koniec.
Ambroise mógł dostrzec, że druga osoba wygrzebuje się spod płachty. Zdawało się mu też przez chwilę, że poruszało się tam coś - ktoś - jeszcze, jakby trzeci osobnik, wybrzuszenie w tym miejscu jednak znikło. Przewidzenia, a może ten diabeł faktycznie okazał się bardzo sprytny?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.