05.10.2024, 12:41 ✶
Była odrobinę ciekawa, czy trzymał dystans z ostrożności, obawiając się, że jeśli świece zostaną źle zapalone, osobę, która je odpaliła, trafi jakaś klątwa albo zaklęcie. Ale nawet jeżeli właśnie z tych powodów tak postępował, Brenna nie należała do osób, które miałyby z tym problem. Może dlatego, że zwykle chyba faktycznego wsparcia oczekiwała głównie od kuzynki, a i tu nie chciałaby pewnymi rzeczami jej obciążać, być może czasem od przyjaciela. Może, bo Anthony w jej oczach był cywilem.
A może bo jeszcze była w tym wieku, gdzie miała trochę za dużo pewności siebie i brawury, i wierzyła, że zdąży postawić tarczę.
Uśmiechnęła się, uśmiechem pełnym satysfakcji, gdy kominek odsunął się, ujawniając ukryte przejście. Nie chodziło o sam zwój, który zupełnie Brenny przecież nie interesował. Chodziło o rozwiązanie zagadki, zrealizowanie postawionego przed nią zadania, nawet jeżeli to samo w sobie mogło być odrobinę absurdalne.
I ten uśmiech wciąż igrał na jej ustach, kiedy ktoś zaczął szarpać za klamkę, a Shafiq zarządził ucieczkę.
– Jeśli o mnie chodzi, mogę przejść obok nich, życząc im więcej szczęścia niż mieliśmy my – powiedziała, bo jeżeli to była konkurencja, to czemu miałoby jej przeszkadzać, że ich tu przyłapią? Ale Anthony zdawał się chcieć zniknąć stąd niezauważony, a domyślała się, że gdyby dało się tutaj teleportować, już znikłby w powietrzu. Brenna ruszyła więc do okna, pchnęła je i wychyliła się w pół przez parapet. – Ale jeżeli pan szuka innego sposobu, to stąd da się dostać na balkon na półpiętrze obok, a z niego zejść do ogrodu – orzekła, oceniając odległość i możliwości. Powinna dać radę, nawet w tej sukience. A Anthony… obrzuciła go uważnym spojrzeniem. No… nie było to przedsięwzięcie wymagające akrobatycznych możliwości, a nie byli tak wysoko, aby upadek miał kogokolwiek zabić. Zwłaszcza, że pod murem zasadzono jakieś rośliny: Brenna z doświadczenia wiedziała, że to trochę ułatwia lądowanie.
A może bo jeszcze była w tym wieku, gdzie miała trochę za dużo pewności siebie i brawury, i wierzyła, że zdąży postawić tarczę.
Uśmiechnęła się, uśmiechem pełnym satysfakcji, gdy kominek odsunął się, ujawniając ukryte przejście. Nie chodziło o sam zwój, który zupełnie Brenny przecież nie interesował. Chodziło o rozwiązanie zagadki, zrealizowanie postawionego przed nią zadania, nawet jeżeli to samo w sobie mogło być odrobinę absurdalne.
I ten uśmiech wciąż igrał na jej ustach, kiedy ktoś zaczął szarpać za klamkę, a Shafiq zarządził ucieczkę.
– Jeśli o mnie chodzi, mogę przejść obok nich, życząc im więcej szczęścia niż mieliśmy my – powiedziała, bo jeżeli to była konkurencja, to czemu miałoby jej przeszkadzać, że ich tu przyłapią? Ale Anthony zdawał się chcieć zniknąć stąd niezauważony, a domyślała się, że gdyby dało się tutaj teleportować, już znikłby w powietrzu. Brenna ruszyła więc do okna, pchnęła je i wychyliła się w pół przez parapet. – Ale jeżeli pan szuka innego sposobu, to stąd da się dostać na balkon na półpiętrze obok, a z niego zejść do ogrodu – orzekła, oceniając odległość i możliwości. Powinna dać radę, nawet w tej sukience. A Anthony… obrzuciła go uważnym spojrzeniem. No… nie było to przedsięwzięcie wymagające akrobatycznych możliwości, a nie byli tak wysoko, aby upadek miał kogokolwiek zabić. Zwłaszcza, że pod murem zasadzono jakieś rośliny: Brenna z doświadczenia wiedziała, że to trochę ułatwia lądowanie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.