18.01.2023, 09:50 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.01.2023, 09:53 przez William Lestrange.)
Nie mógł powiedzieć, że niektóre jego eksperymenty nie byłby postrzegane zbyt moralnie, a tego obawiał się najbardziej w braniu kogoś na pomoc lub na asystenta. W pracy indywidualnej sam panował nad swoim bałaganem, wiedział, w który nikt nieproszony nie może włożyć nosa, bo, mimo nie bycia najlepszym w odpisywaniu na listy czy myśleniu o reklamowaniu swojego eliksiru na Senne Mary, tak higiene pracy trzymał na tip top. Wolałby nie wysadzić domu, więc eliksirom i swojej pracowni poświęcał dwa razy więcej uwagi w kwestii czystości, sterylności oraz ogólnego ułożenia rzeczy.
- Prawdopodobnie masz rację, pomyślę nad tym instensywniej w nadchodzących miesiącach, w razie czego przekażę ci, że wciąż szukam, możesz powtórzyć też studentom w Mungu? Nie że teraz już, ale... jak się zdecyduje. - podsumował i pokiwał głową, dla zapewnienia samego siebie, że wie o czym mówi. Miał nadzieję, że Florence nie zrozumie tego jako chęć odebrania jej przyszłych ekspertów, bo bynajmniej nie było to celem Williama. Po prostu o wiele lepiej współpracowałoby mu się z kimś, kto znał się jakkolwiek na specyfice jego pracy, niż z delikwentem, ktoremu trzeba by było wszystko tłumaczyć. Z drugą opcją tez była możliwość, że Lestrange by się nie dogadał, bo był bardzo charakterystyczna osobowością samą w sobie, a co dopiero podczas pracy.
Wysłuchał wypowiedzi o Lupinach i nawet uniósł usta w uśmiechu, gdy wspominała o Cdericu. Późniejsze pare zdań o Cameronie też wydawało się odpowiednio pozytywne.
- A byłby chociaż dobrymi składnikami alchemicznymi? - zapytał śmiertelnie poważnie, jakby faktycznie planował użycie drugiego z chłopców, w jakimś eksperymencie. W ciemnych oczach Williama mignał ognik filuterności i w tym momencie też zaśmial się krótko - oczywiście żartuje - dodał, jakby faktycznie znał kogoś, kto tę kwestię odebrałby jako nieprześmiewcze pytanie.
Ukłonił się lekko, kierowany dygnięciem Florence, chociaż jego ruch definitywnie nie miał nic z gracji, którą popisała się kobieta. Taniec wyszedł przyjemnie, zdążyli porozmawiać, a gdy schodził z parkietu zauważył, że żona wciąż tańczy z tym samym mężczyzną. Nie wiedział jak zareagować, więc odwrócił wzrok i po prostu podążył za Panną Bulstrode, jeszcze na chwile chcąc oderwać się od nieprzyjemnych mysli, jakie zasiała w nim kłótnia z Eden i jej późniejsze zachowanie. Prawie od razu, gdy zeszli z parkietu złapał za kolejny kieliszek z winem, definitywnie tego potrzebował.
- Oh tak, fakt, dzięki za taniec - podrapał się po karku, jakby w skrepowaniu, ze zapomniał o tak podstawowej grzeczności. Uśmiechnął się blado - Jasne, miło było porozmawiać, nie będę cię zatrzymywać. - uciekł spojrzeniem w bok jakby chciał cos jeszcze powiedzieć, może nawet otwierał już usta, ale ostatecznie się powstrzymał, zacisnął dłoń mocniej na kieliszku, ale tym razem skupił się na tym, aby go nie pokruszyć. Przełknął ślinę.
- Dzięki za rady i ten, za oczyszczenie zadrapania - dodał jeszcze, ostatecznie, ale w zasadzie nie wiedział, co powiedzieć dalej. Poniekąd chciał się wyżalić z tego, jak sie czuje, ale nawet nie wiedział jak ma zaczać. Wydawało mu się, że już wystarczająco zawrócił kobiecie głowę, aby zajmować ją kolejnymi swoimi rozterkami. Był na tyle obeznany w relacjach miedzyludzkich, że zdawał sobie sprawę, iż życzenie dobrej, dalszej zabawy znaczy chęć pożegnania.
- Prawdopodobnie masz rację, pomyślę nad tym instensywniej w nadchodzących miesiącach, w razie czego przekażę ci, że wciąż szukam, możesz powtórzyć też studentom w Mungu? Nie że teraz już, ale... jak się zdecyduje. - podsumował i pokiwał głową, dla zapewnienia samego siebie, że wie o czym mówi. Miał nadzieję, że Florence nie zrozumie tego jako chęć odebrania jej przyszłych ekspertów, bo bynajmniej nie było to celem Williama. Po prostu o wiele lepiej współpracowałoby mu się z kimś, kto znał się jakkolwiek na specyfice jego pracy, niż z delikwentem, ktoremu trzeba by było wszystko tłumaczyć. Z drugą opcją tez była możliwość, że Lestrange by się nie dogadał, bo był bardzo charakterystyczna osobowością samą w sobie, a co dopiero podczas pracy.
Wysłuchał wypowiedzi o Lupinach i nawet uniósł usta w uśmiechu, gdy wspominała o Cdericu. Późniejsze pare zdań o Cameronie też wydawało się odpowiednio pozytywne.
- A byłby chociaż dobrymi składnikami alchemicznymi? - zapytał śmiertelnie poważnie, jakby faktycznie planował użycie drugiego z chłopców, w jakimś eksperymencie. W ciemnych oczach Williama mignał ognik filuterności i w tym momencie też zaśmial się krótko - oczywiście żartuje - dodał, jakby faktycznie znał kogoś, kto tę kwestię odebrałby jako nieprześmiewcze pytanie.
Ukłonił się lekko, kierowany dygnięciem Florence, chociaż jego ruch definitywnie nie miał nic z gracji, którą popisała się kobieta. Taniec wyszedł przyjemnie, zdążyli porozmawiać, a gdy schodził z parkietu zauważył, że żona wciąż tańczy z tym samym mężczyzną. Nie wiedział jak zareagować, więc odwrócił wzrok i po prostu podążył za Panną Bulstrode, jeszcze na chwile chcąc oderwać się od nieprzyjemnych mysli, jakie zasiała w nim kłótnia z Eden i jej późniejsze zachowanie. Prawie od razu, gdy zeszli z parkietu złapał za kolejny kieliszek z winem, definitywnie tego potrzebował.
- Oh tak, fakt, dzięki za taniec - podrapał się po karku, jakby w skrepowaniu, ze zapomniał o tak podstawowej grzeczności. Uśmiechnął się blado - Jasne, miło było porozmawiać, nie będę cię zatrzymywać. - uciekł spojrzeniem w bok jakby chciał cos jeszcze powiedzieć, może nawet otwierał już usta, ale ostatecznie się powstrzymał, zacisnął dłoń mocniej na kieliszku, ale tym razem skupił się na tym, aby go nie pokruszyć. Przełknął ślinę.
- Dzięki za rady i ten, za oczyszczenie zadrapania - dodał jeszcze, ostatecznie, ale w zasadzie nie wiedział, co powiedzieć dalej. Poniekąd chciał się wyżalić z tego, jak sie czuje, ale nawet nie wiedział jak ma zaczać. Wydawało mu się, że już wystarczająco zawrócił kobiecie głowę, aby zajmować ją kolejnymi swoimi rozterkami. Był na tyle obeznany w relacjach miedzyludzkich, że zdawał sobie sprawę, iż życzenie dobrej, dalszej zabawy znaczy chęć pożegnania.
Koniec sesji
Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
If I would feel better just lightly sedated