05.10.2024, 18:21 ✶
Roselyn chętnie uczestniczyła w tych spotkaniach, nawet jeżeli ostatnio nie było ich dużo. Cieszyła się, że teraz i tym razem Ambroise postanowił się zjawić, bo chociaż nawykła do notowania wszystkiego niemalże na każdym spotkaniu stowarzyszenia, to nie była pewna czy jej wiedza może konkurować z wiedzą Mirabelli Abbott. W końcu obie zajmowały się zupełnie czymś innym i chociaż Rose była pewna swoich umiejętności, to w niektórych przypadkach (nielicznych, warto zaznaczyć) uginała karku pod ciężarem doświadczenia innych osób. Abbott należała właśnie do takich osób, dlatego gdy tylko przeszła do pomieszczenia, jej usta rozciągnęły się w lekkim uśmiechu. Ciekawy, nieznany okaz... Była pewna, że to ma coś wspólnego z anomaliami, sama zauważyła to, co działo się w Dolinie. I bardzo jej się to nie podobało - podejrzewała, że to co działo się z drzewkiem wiggenowym, które wyhodowała, mogło mieć związek z nadmiernym wzrostem roślin na tych terenach. Nie zdążyła jeszcze podzielić się swoimi wątpliwościami z bratem i teraz nie mogła tego zrobić, by nie odciągać go od tego, co najważniejsze, lecz rzuciła Ambroise spojrzenie, które sugerowało że muszą potem porozmawiać. Zmarszczyła jeszcze nosek, by brat widział, że czuje nietypowy zapach, który panował w pomieszczeniu. Zerknęła gdzieś na wysokość jego pachy. Czyżby sugerowała, że odór może pochodzić od niego? Czy on się w ogóle zdążył umyć?
Wyciągnęła maleńki notatnik i magiczne wieczne pióro, ciesząc się że je nabyła i nie musiała martwić się o plamy atramentu na kartkach czy własnych palcach. Nie chciała pominąć absolutnie nic. Uśmiech kobiety lekko zbladł, gdy dostrzegła Urquarta. Nie lubiła go, był jak rzep na psim ogonie, nie dało się swobodnie rozmawiać z Mirabellą, gdy on kręcił się w pobliżu. I jeszcze trzymał łapę na składkowych pieniądzach. Ciekawe, czy zdążył już je przepić? Bo jakoś efektów zwiększonych kosztów do tej pory nie zauważyła. Wzrok Roselyn podążył najpierw w stronę Victorii, którą kojarzyła z gazet. Słynna aurorka, która była w Limbo. Ciekawe, czy udało im się rozwiązać ten lodowaty problem? Ciekawiło ją, czy kobieta wie, że Urquart pewnie już rozmyślać jak wydoić ją z każdego sykla i galeona, który posiadała w swojej skrytce. Potem przyszedł czas na Selwyna. W niebieskich oczach Roselyn błysnęła zazdrość, lecz była to zazdrość całkowicie normalna, bardziej motywująca do tego, żeby potem go zaczepić, niż żeby pójść za nim do ciemnego zaułka i wydusić wszystkie informacje, które mógł posiąść na temat tej rośliny. A potem spojrzała na okaz, który mieli przed sobą. Zastanawiała się, czy uda jej się wyłapać jakieś podobieństwo do jakiegokolwiek roślinnego okazu, który miała okazję widzieć na żywo lub też w jednym z miliona atlasów, które przeglądała na przestrzeni lat. A może była podobna do okazów, które mieli u siebie w laboratorium Thomasa Greengrassa?
Wiedza o przyrodzie IV
Wyciągnęła maleńki notatnik i magiczne wieczne pióro, ciesząc się że je nabyła i nie musiała martwić się o plamy atramentu na kartkach czy własnych palcach. Nie chciała pominąć absolutnie nic. Uśmiech kobiety lekko zbladł, gdy dostrzegła Urquarta. Nie lubiła go, był jak rzep na psim ogonie, nie dało się swobodnie rozmawiać z Mirabellą, gdy on kręcił się w pobliżu. I jeszcze trzymał łapę na składkowych pieniądzach. Ciekawe, czy zdążył już je przepić? Bo jakoś efektów zwiększonych kosztów do tej pory nie zauważyła. Wzrok Roselyn podążył najpierw w stronę Victorii, którą kojarzyła z gazet. Słynna aurorka, która była w Limbo. Ciekawe, czy udało im się rozwiązać ten lodowaty problem? Ciekawiło ją, czy kobieta wie, że Urquart pewnie już rozmyślać jak wydoić ją z każdego sykla i galeona, który posiadała w swojej skrytce. Potem przyszedł czas na Selwyna. W niebieskich oczach Roselyn błysnęła zazdrość, lecz była to zazdrość całkowicie normalna, bardziej motywująca do tego, żeby potem go zaczepić, niż żeby pójść za nim do ciemnego zaułka i wydusić wszystkie informacje, które mógł posiąść na temat tej rośliny. A potem spojrzała na okaz, który mieli przed sobą. Zastanawiała się, czy uda jej się wyłapać jakieś podobieństwo do jakiegokolwiek roślinnego okazu, który miała okazję widzieć na żywo lub też w jednym z miliona atlasów, które przeglądała na przestrzeni lat. A może była podobna do okazów, które mieli u siebie w laboratorium Thomasa Greengrassa?
Wiedza o przyrodzie IV
Rzut PO 1d100 - 10
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut PO 1d100 - 76
Sukces!
Sukces!