05.10.2024, 21:22 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.12.2024, 00:15 przez Eden Lestrange.)
W umyśle Eden rozbrzmiewała symfonia chaosu, niczym orkiestra, która w jednej chwili traci dyrygenta i rozpada się na nieskoordynowane dźwięki. Gniew wybrzmiewał w jej sercu jak gwałtowne, dudniące fortissimo - brutalne uderzenia bębnów, których dźwięki miały wstrząsnąć fundamentami wszystkiego, co zbudowała Millie. Czuła, jak jej palce zaciskają się w pięści, gotowe, by zniszczyć każdy akord jej planów, jakby były to kartki z nieudanej partytury, które chciała podrzeć na strzępy i wyrzucić z sali koncertowej życia.
Ale spoglądanie na nieświadomą rzeczywistości twarz dziewczyny przywoływało ciszę wewnątrz Eden. Ciszę, którą przerywała subtelna melodia dobiegająca z oddali, która, choć wywoływała pewną dozę niepokoju, przyciągała do siebie i prowadziła ku nieznanemu. Malfoy, nawet jeśli targana falami gniewu, nie umiała uciszyć ciekawości - zwłaszcza wtedy, gdy raz po raz spoglądała w oczy dziewczyny siedzącej obok.
Było w tym coś hipnotyzującego, jakby Eden balansowała na granicy dwóch melodii - jednej pełnej furii i destrukcji, a drugiej, która obiecywała odkrycie nowej harmonii, jeśli tylko wsłucha się głębiej.
- Och? Jak nie po nogach, to gdzie jaśnie panienka sobie życzy? - Kipiała sarkazmem, słowa ociekały skrupulatnie dobraną kpiną, ale choć zamiar tego pytania był przez Malfoy przemyślany, wciąż grający w jej duszy gniew przysłaniał jej ewentualne konsekwencje swojej zuchwałości. Obecnie spodziewała się głupiej, może ordynarnej odpowiedzi. Wystawiała się na ten atak, bo lekceważyła Mildred jako przeciwniczkę.
- Możesz zwalić na mnie każdą winę, moja droga - oświadczyła, mrużąc oczy z cieniem zaciekłości. - Nie uda ci się obciążyć mojego sumienia - wyartykulowała każdą zgłoskę z niezachwianą pewnością siebie. Całe życie była przekonana, że skoro nie słyszy wyrzutów sumienia, ewidentnie musi takowego nie posiadać. Teraz też była przekonana, że jeśli siedząca przed nią wariatka wreszcie zostanie zamknięta wśród swoich, nie będzie jej to spędzać snu z powiek. Może nawet poklepie się po plecach w uznaniu, że spełniła społeczną powinność i odprowadziła zagubioną owieczkę do domu.
Ale spoglądanie na nieświadomą rzeczywistości twarz dziewczyny przywoływało ciszę wewnątrz Eden. Ciszę, którą przerywała subtelna melodia dobiegająca z oddali, która, choć wywoływała pewną dozę niepokoju, przyciągała do siebie i prowadziła ku nieznanemu. Malfoy, nawet jeśli targana falami gniewu, nie umiała uciszyć ciekawości - zwłaszcza wtedy, gdy raz po raz spoglądała w oczy dziewczyny siedzącej obok.
Było w tym coś hipnotyzującego, jakby Eden balansowała na granicy dwóch melodii - jednej pełnej furii i destrukcji, a drugiej, która obiecywała odkrycie nowej harmonii, jeśli tylko wsłucha się głębiej.
- Och? Jak nie po nogach, to gdzie jaśnie panienka sobie życzy? - Kipiała sarkazmem, słowa ociekały skrupulatnie dobraną kpiną, ale choć zamiar tego pytania był przez Malfoy przemyślany, wciąż grający w jej duszy gniew przysłaniał jej ewentualne konsekwencje swojej zuchwałości. Obecnie spodziewała się głupiej, może ordynarnej odpowiedzi. Wystawiała się na ten atak, bo lekceważyła Mildred jako przeciwniczkę.
- Możesz zwalić na mnie każdą winę, moja droga - oświadczyła, mrużąc oczy z cieniem zaciekłości. - Nie uda ci się obciążyć mojego sumienia - wyartykulowała każdą zgłoskę z niezachwianą pewnością siebie. Całe życie była przekonana, że skoro nie słyszy wyrzutów sumienia, ewidentnie musi takowego nie posiadać. Teraz też była przekonana, że jeśli siedząca przed nią wariatka wreszcie zostanie zamknięta wśród swoich, nie będzie jej to spędzać snu z powiek. Może nawet poklepie się po plecach w uznaniu, że spełniła społeczną powinność i odprowadziła zagubioną owieczkę do domu.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~