05.10.2024, 23:08 ✶
Musiała przyznać, że uderzyło ją wspomnienie o ludziach, którzy cię kochają, ale tak naprawdę wcale cię nie lubią. Wiedziała, jak to jest być taką osobą, potrafiła się postawić na jego miejscu, bo przeszła w tych butach wiele lat swojego życia. Różnica była taka, że Eden niechęć do siebie kreowała celowo, nie chciała z nią walczyć. Wtedy jeszcze żyła w przekonaniu, że nie potrzebuje niczyjego wsparcia, aby osiągnąć sukces. Miała niezwykle szablonową wizję szczęścia i przez swoje wąskie horyzonty nie była w stanie dostrzec w swojej przyszłości nikogo innego; niczego innego, prócz czubka swojego własnego nosa.
- Naprawdę? - Przerwała mu, nie mogąc uwierzyć w gorzkie żale, które słyszy. - Dziękuję ci serdecznie za ten recital mrocznej poezji, ale daj buzi odpocząć i złaź na dół - albo skacz, chciała dopowiedzieć, ale powstrzymała ją przytłaczająca ilość gapiów. Plotki roznosiły się po tym zamku szybciej niż plaga, nie chciała ryzykować opinii osoby, która powoduje przyrost samobójców w tej szkole. Przynajmniej nie tak bezpośrednio.
Przeszła kilka kroków w jego stronę, czując, że dramatyzowanie tego momentu zaczyna ją męczyć. Zamiast szukać sposobów na radzenie sobie z emocjami, Thomas stał na krawędzi, gotów do skoku. Jej frustracja narastała z każdą chwilą, a myśli krążyły wokół tego, dlaczego nie potrafił dostrzec, że istnieje wiele innych opcji, by poradzić sobie z tym, co go trapiło.
W oddali dostrzegła profesor McGonagall, która biegła w ich stronę, a jej krzyk rozbrzmiewał jak dzwon alarmowy. Eden wiedziała, że sytuacja staje się coraz bardziej napięta. Thomas był na skraju, a jego decyzja zdawała się być już podjęta. Zamiast czuć strach, była coraz bardziej sfrustrowana. Wpieniona, że nie może stać jak kołek, bo zaraz jej się oberwie, że nie pomaga, a tylko próbuje zaszkodzić.
Spojrzała znowu w górę i wtem spostrzegła, jak stopy chłopaka odrywają się od podłoża. Dorwała różdżkę zanim zdążyła pomyśleć.
- Arresto Momentum! - krzyknęła z nadzieją, że zaklęcie zadziała. Nie chciała, aby czas się zatrzymywał, ale liczyła na spowolnienie spadającego chłopaka na tyle, by nie rozkwasił sobie czaszki pod jej nogami.
Czuła, jak jej serce bije szybko, a nerwy były napięte. Nie chciała mu ratować życia, bo nie miała w tym interesu, ale denerwowało ją też bezbrzeżnie, jak marnuje swoje życie w tak absurdalny sposób. Każde słowo, które padało z jego ust, było jak kolejny cios w jej cierpliwość. W duchu pragnęła, żeby zrozumiał, że biadoląc nad swoją dolą marnuje swój potencjał. O ile jakikolwiek w sobie ma - przecież gościa nie znała.
- Naprawdę? - Przerwała mu, nie mogąc uwierzyć w gorzkie żale, które słyszy. - Dziękuję ci serdecznie za ten recital mrocznej poezji, ale daj buzi odpocząć i złaź na dół - albo skacz, chciała dopowiedzieć, ale powstrzymała ją przytłaczająca ilość gapiów. Plotki roznosiły się po tym zamku szybciej niż plaga, nie chciała ryzykować opinii osoby, która powoduje przyrost samobójców w tej szkole. Przynajmniej nie tak bezpośrednio.
Przeszła kilka kroków w jego stronę, czując, że dramatyzowanie tego momentu zaczyna ją męczyć. Zamiast szukać sposobów na radzenie sobie z emocjami, Thomas stał na krawędzi, gotów do skoku. Jej frustracja narastała z każdą chwilą, a myśli krążyły wokół tego, dlaczego nie potrafił dostrzec, że istnieje wiele innych opcji, by poradzić sobie z tym, co go trapiło.
W oddali dostrzegła profesor McGonagall, która biegła w ich stronę, a jej krzyk rozbrzmiewał jak dzwon alarmowy. Eden wiedziała, że sytuacja staje się coraz bardziej napięta. Thomas był na skraju, a jego decyzja zdawała się być już podjęta. Zamiast czuć strach, była coraz bardziej sfrustrowana. Wpieniona, że nie może stać jak kołek, bo zaraz jej się oberwie, że nie pomaga, a tylko próbuje zaszkodzić.
Spojrzała znowu w górę i wtem spostrzegła, jak stopy chłopaka odrywają się od podłoża. Dorwała różdżkę zanim zdążyła pomyśleć.
- Arresto Momentum! - krzyknęła z nadzieją, że zaklęcie zadziała. Nie chciała, aby czas się zatrzymywał, ale liczyła na spowolnienie spadającego chłopaka na tyle, by nie rozkwasił sobie czaszki pod jej nogami.
Czuła, jak jej serce bije szybko, a nerwy były napięte. Nie chciała mu ratować życia, bo nie miała w tym interesu, ale denerwowało ją też bezbrzeżnie, jak marnuje swoje życie w tak absurdalny sposób. Każde słowo, które padało z jego ust, było jak kolejny cios w jej cierpliwość. W duchu pragnęła, żeby zrozumiał, że biadoląc nad swoją dolą marnuje swój potencjał. O ile jakikolwiek w sobie ma - przecież gościa nie znała.
Rzut Z 1d100 - 27
Akcja nieudana
Akcja nieudana
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~