05.10.2024, 23:22 ✶
Millie siedziała w kącie i udawała, że jej nie ma. Nie lubiła takich spotkań, czuła się na nich jak kompletny debil, który absolutnie nie miał nic mądrego do powiedzenia. W pomieszczeniu było też stanowczo za dużo osób, z którymi powinna porozmawiać, a jej w głowie były tylko gwiazdy na sklepieniu holu. Pociągnęła więc kolana w obronnym geście i tylko słuchała. Czuła też ich napięcia. Czuła wznoszącą się ciężką mgłę koszmaru, który męczył ich nocami. Bała się, że jeśli zamknie oczy, zobaczy kuchnię pełną trupów. Nawet tu. Nawet w Stawie, który był okadzony, oczadzony, poświęcony, obaloniony i chuj wie co jeszcze, byle tylko było to bezpieczne miejsce.
– Ja tam nie wiem czy jak się ludzie ruchają to im tak łatwo wymusić poglądy. Co to ze spermą na mózg przechodzi? Zaraz się okaże, że nikomu nie można ufać bo każdy kurwa z każdym – burknęła pod nosem, burknęła w kubek, burknęła bardziej do siebie, niż do kogokolwiek innego.
Bała się podnieść oczy, bała się, że ktoś będzie na nią patrzył i ona będzie musiała też patrzeć na niego i co wtedy. Jakby miała trzynaście lat, a nie pierdolone trzydzieści.
– Jebany Stanley – dorzuciła merytorycznie.
– Ja tam nie wiem czy jak się ludzie ruchają to im tak łatwo wymusić poglądy. Co to ze spermą na mózg przechodzi? Zaraz się okaże, że nikomu nie można ufać bo każdy kurwa z każdym – burknęła pod nosem, burknęła w kubek, burknęła bardziej do siebie, niż do kogokolwiek innego.
Bała się podnieść oczy, bała się, że ktoś będzie na nią patrzył i ona będzie musiała też patrzeć na niego i co wtedy. Jakby miała trzynaście lat, a nie pierdolone trzydzieści.
– Jebany Stanley – dorzuciła merytorycznie.