05.10.2024, 23:48 ✶
Charlotte i Jonathan przykładali jednaką wagę do wystroju wnętrz. Lubili rzeczy nietypowe i drogie, tak samo jak lubili błyszczeć w towarzystwie i wyróżniać się strojem. Ale o ile Charlotte nie miała nic przeciwko odważnym połączeniom kolorystycznym w domowych stylizacjach, nietypowym meblom czy ciekawym dodatkom, to miewała wrażenie, że Jonathan czasem odrobinę przesadza.
W końcu jak wstawisz z b y t wiele ładnych rzeczy do pomieszczenia, człowiek nie wie, na co patrzeć i nie doceni niczego. Dlatego zamierzała walczyć przeciwko kolekcji Obfitość ze wszystkich sił.
– Jesteś okropnym człowiekiem, który podrzucił mi tu psa, bo nie chciał, żeby w jego domu czuć było mokrym psem – powiedziała Charlotte, ale bez śladu urazu, ponieważ mogła z takim samolubstwem nawet trochę się utożsamiać. Przytknęła różdżkę do zawiniątka, zawierającego szałwię i parę innych roślin i machnęła nim, owiewając dom zapachem ziół. Nie była pewna, czy to zaradzi na inne wonie albo na złą energię – chyba nie, bo w tym drugim wypadku musiałoby wywiać Charlotte z własnego domu – ale przez chwilę w powietrzu unosił się tylko szałwiowy aromat. Pani Kelly otworzyła okno, a potem odpaliła jeszcze do tego wszystkiego jedną ze świec, kupionych dziś na Lammas.
– Tradycja związana z tym sabatem to modlitwa. Myślisz, że nie wypada pomodlić się o to, żeby Persefona zaczęła łysieć? – spytała z pewnym zamyśleniem, przypatrując się płonącej świeczce, a po jej wargach błądził uśmiech, gdy wyobrażała sobie tę przyjemną wizję. – Mogłabym też prosić, żeby doznała zawału, ale tak mi się wydaje, że zmarszczki i łysienie będą dla niej dużo okrutniejsze.
Charlotte na przykład chyba wolałaby zawał. Z zawału można było wyjść, jeżeli nie ignorowało się go, jak Robert Mulciber. A ona i matka były pod pewnymi względami bardzo podobne, nawet jeśli Kelly nigdy nie przyznała tego głośno.
– Skąd wiesz, że tego nie robią? – zapytała jeszcze, unosząc spojrzenie znad płonącej świecy na Jonathana.
W końcu jak wstawisz z b y t wiele ładnych rzeczy do pomieszczenia, człowiek nie wie, na co patrzeć i nie doceni niczego. Dlatego zamierzała walczyć przeciwko kolekcji Obfitość ze wszystkich sił.
– Jesteś okropnym człowiekiem, który podrzucił mi tu psa, bo nie chciał, żeby w jego domu czuć było mokrym psem – powiedziała Charlotte, ale bez śladu urazu, ponieważ mogła z takim samolubstwem nawet trochę się utożsamiać. Przytknęła różdżkę do zawiniątka, zawierającego szałwię i parę innych roślin i machnęła nim, owiewając dom zapachem ziół. Nie była pewna, czy to zaradzi na inne wonie albo na złą energię – chyba nie, bo w tym drugim wypadku musiałoby wywiać Charlotte z własnego domu – ale przez chwilę w powietrzu unosił się tylko szałwiowy aromat. Pani Kelly otworzyła okno, a potem odpaliła jeszcze do tego wszystkiego jedną ze świec, kupionych dziś na Lammas.
– Tradycja związana z tym sabatem to modlitwa. Myślisz, że nie wypada pomodlić się o to, żeby Persefona zaczęła łysieć? – spytała z pewnym zamyśleniem, przypatrując się płonącej świeczce, a po jej wargach błądził uśmiech, gdy wyobrażała sobie tę przyjemną wizję. – Mogłabym też prosić, żeby doznała zawału, ale tak mi się wydaje, że zmarszczki i łysienie będą dla niej dużo okrutniejsze.
Charlotte na przykład chyba wolałaby zawał. Z zawału można było wyjść, jeżeli nie ignorowało się go, jak Robert Mulciber. A ona i matka były pod pewnymi względami bardzo podobne, nawet jeśli Kelly nigdy nie przyznała tego głośno.
– Skąd wiesz, że tego nie robią? – zapytała jeszcze, unosząc spojrzenie znad płonącej świecy na Jonathana.