06.10.2024, 01:37 ✶
Jonathan nigdy nie sądził, że wiedza o roślinach będzie mu szalenie potrzebna w życiu, dopóki jedna taka szkaradna mandragora nie postanowiła zaatakować jego i jego pracowników. To znaczy... Dalej nie uważał, że była mu ta wiedza szalenie potrzebna w życiu, bo jak widać do tego typu spraw dało się znaleźć odpowiednich ludzi, ale nie zamierzał mówić tego na głos. Nie przy Mirabelli Abbott.
Z każdym przywitał się serdecznie, a jeszcze cieplejsze uśmiechy posłał Norze, Victorii i starszemu z Greengrassów (na którego uwagę jedynie zaśmiał się cicho), a potem grzecznie ruszył za resztą, idąc raczej na przedzie grupy, zachowując się tak, jakby, ubrany w garnitur urzędnika, który pewnie nigdy nie grzebał w ziemi, i tak czuł się idealnie na swoim miejscu.
Widok okazu sprawił, że gdyby nie to że trzymał swój firmowy uśmiech, to niewątpliwie by się skrzywił na wspomnienie swojego pierwszego spotkania z tą maszkarą. Ale przynajmniej nie śmierdziało zgnilizną, a sam odór był znacznie mniej intensywny. Czyżby zabezpieczenia blokowały go częściowo? A może roślina śmierdziała tym gorzej, im bardziej była rozbudzona? Ciekawe, czy dalej miała jego złoty kaganiec?
– Ależ, pani Abbott, ja tylko skromnie napotkałem ten okaz na swojej drodze, tak by teraz prawdziwi specjaliści mogli się nad nim pochylić – odpowiedział w duchu tak naprawdę czując, jak słowa o tym, że to on odkrył tę roślinę, miłe dokarmiały jego ego. Jak cudownie, że był jedynym z pracowników OMSHMu tutaj. Zaraz jednak rozejrzał się po otoczeniu, jak i trzymanych przez wszystkich przedmiotach, a pewna niepokojąca myśl przemknęła mu przez głowę. – Jeśli mogę się spytać? Ile państwo wiedzą o całym zajściu i tym jak... Nasza róża się zachowywała?
Z każdym przywitał się serdecznie, a jeszcze cieplejsze uśmiechy posłał Norze, Victorii i starszemu z Greengrassów (na którego uwagę jedynie zaśmiał się cicho), a potem grzecznie ruszył za resztą, idąc raczej na przedzie grupy, zachowując się tak, jakby, ubrany w garnitur urzędnika, który pewnie nigdy nie grzebał w ziemi, i tak czuł się idealnie na swoim miejscu.
Widok okazu sprawił, że gdyby nie to że trzymał swój firmowy uśmiech, to niewątpliwie by się skrzywił na wspomnienie swojego pierwszego spotkania z tą maszkarą. Ale przynajmniej nie śmierdziało zgnilizną, a sam odór był znacznie mniej intensywny. Czyżby zabezpieczenia blokowały go częściowo? A może roślina śmierdziała tym gorzej, im bardziej była rozbudzona? Ciekawe, czy dalej miała jego złoty kaganiec?
– Ależ, pani Abbott, ja tylko skromnie napotkałem ten okaz na swojej drodze, tak by teraz prawdziwi specjaliści mogli się nad nim pochylić – odpowiedział w duchu tak naprawdę czując, jak słowa o tym, że to on odkrył tę roślinę, miłe dokarmiały jego ego. Jak cudownie, że był jedynym z pracowników OMSHMu tutaj. Zaraz jednak rozejrzał się po otoczeniu, jak i trzymanych przez wszystkich przedmiotach, a pewna niepokojąca myśl przemknęła mu przez głowę. – Jeśli mogę się spytać? Ile państwo wiedzą o całym zajściu i tym jak... Nasza róża się zachowywała?