06.10.2024, 02:28 ✶
z Brenną przy namiocie
- Oby tylko mu się nie spełniła - mruknął, bo nawet jeśli brakowało mu sympatii dla Morpheusa, to nie miał powodu by życzyć mu tego typu losu. Ani jego bliskim. A konkretnie Brennie, która stała koło niego. - Hm... W sumie jak tak to przestawiasz, to nie brzmi tak źle. Wydawał się dobrze bawić robiąc facetowi oślą głowę. Wprowadzał dużo zamieszania - rzucił powoli, przy każdym słowie rozważając, czy faktycznie w tej perspektywie podoba mu się lub nie to jak go określiła. Ale faktycznie coś w tym było, bo może nie wykonywał poleceń swojego króla, ale aż nazbyt często zachowywał się tak, żeby jak najbardziej namieszać bo mu się zwyczajnie nudziło.
- O uśmiech, tak? - rzucił, jak na komendę przywołując na usta ten o który jej chodziło. Niemal zawsze kiedy się uśmiechał było w tym przynajmniej nieco cwaniactwa, jakby czaiły się za tym ukryte motywy, albo jakby zwyczajnie chciał żeby inni postrzegali go w ten sposób gdzie próbował obliczyć na co sobie pozwolić żeby sprowokować drugą osobę do bóg wie czego. - Powinienem się teraz oblać rumieńcem czy może wziąć to sobie bardzo do serca i już nigdy w życiu się nie uśmiechnąć?
Było coś w tym, że Morpheus w swoim stroju wyglądał dostojnie, ale na tyle na ile kojarzył Longbottoma, on zwykle wydawał mu się posiadać pewną aurę przyszłości ciążącej mu nieustannie na barkach. Nie ważne w jak fantazyjne fatałaszki się ubierał, klejące sie do niego barwy podszyte były czymś dla Atreusa znajomym, czego dopatrywał się u członków rodziny patrzących swoim trzecim okiem wprzód.
Mimowolnie kiedy szli dalej, w kierunku namiotu, podobnie jak on przeskakiwał spojrzeniem między otaczającymi ich ludźmi. Sam specjalnie ściszał głos w prowadzonej z Brenną rozmowie, ale jednocześnie próbował pozostać uważny na to, co inni mogli nieopatrznie powiedzieć odrobinkę zbyt głośno.
- O no to po znajomości może w razie czego szybciej nadejdzie pomoc, jak ktoś nie wytrzyma dziejącej się tutaj zniewagi - prychnął złośliwie, mając na myśli całe zamieszanie jakie mogło wywołać głośne ogłoszenie statusu krwi Enzo. Wątpił żeby ktokolwiek tutaj miał się pobić, ale różnie to bywało. Nawet jeśli wszyscy teraz uśmiechali się do siebie to nie trzeba było być przesadnie lotnym by podchwycić pewne napięcie. W sumie to najmniejszym problemem tutaj była właśnie panna Lauretta, bo skoro wrzeszczała tak głośno to pewnie niewiele więcej by zrobiła. - Powiedziałbym, że w takim razie wypadałoby jej pogratulować jak pięknie wyglądała w poprzedniej kreacji, ale jest to tak nieoryginalny komplement że pewnie pierwsza lepsza osoba na to wpadnie.
wyskakiwać z plotek
- Oby tylko mu się nie spełniła - mruknął, bo nawet jeśli brakowało mu sympatii dla Morpheusa, to nie miał powodu by życzyć mu tego typu losu. Ani jego bliskim. A konkretnie Brennie, która stała koło niego. - Hm... W sumie jak tak to przestawiasz, to nie brzmi tak źle. Wydawał się dobrze bawić robiąc facetowi oślą głowę. Wprowadzał dużo zamieszania - rzucił powoli, przy każdym słowie rozważając, czy faktycznie w tej perspektywie podoba mu się lub nie to jak go określiła. Ale faktycznie coś w tym było, bo może nie wykonywał poleceń swojego króla, ale aż nazbyt często zachowywał się tak, żeby jak najbardziej namieszać bo mu się zwyczajnie nudziło.
- O uśmiech, tak? - rzucił, jak na komendę przywołując na usta ten o który jej chodziło. Niemal zawsze kiedy się uśmiechał było w tym przynajmniej nieco cwaniactwa, jakby czaiły się za tym ukryte motywy, albo jakby zwyczajnie chciał żeby inni postrzegali go w ten sposób gdzie próbował obliczyć na co sobie pozwolić żeby sprowokować drugą osobę do bóg wie czego. - Powinienem się teraz oblać rumieńcem czy może wziąć to sobie bardzo do serca i już nigdy w życiu się nie uśmiechnąć?
Było coś w tym, że Morpheus w swoim stroju wyglądał dostojnie, ale na tyle na ile kojarzył Longbottoma, on zwykle wydawał mu się posiadać pewną aurę przyszłości ciążącej mu nieustannie na barkach. Nie ważne w jak fantazyjne fatałaszki się ubierał, klejące sie do niego barwy podszyte były czymś dla Atreusa znajomym, czego dopatrywał się u członków rodziny patrzących swoim trzecim okiem wprzód.
Mimowolnie kiedy szli dalej, w kierunku namiotu, podobnie jak on przeskakiwał spojrzeniem między otaczającymi ich ludźmi. Sam specjalnie ściszał głos w prowadzonej z Brenną rozmowie, ale jednocześnie próbował pozostać uważny na to, co inni mogli nieopatrznie powiedzieć odrobinkę zbyt głośno.
- O no to po znajomości może w razie czego szybciej nadejdzie pomoc, jak ktoś nie wytrzyma dziejącej się tutaj zniewagi - prychnął złośliwie, mając na myśli całe zamieszanie jakie mogło wywołać głośne ogłoszenie statusu krwi Enzo. Wątpił żeby ktokolwiek tutaj miał się pobić, ale różnie to bywało. Nawet jeśli wszyscy teraz uśmiechali się do siebie to nie trzeba było być przesadnie lotnym by podchwycić pewne napięcie. W sumie to najmniejszym problemem tutaj była właśnie panna Lauretta, bo skoro wrzeszczała tak głośno to pewnie niewiele więcej by zrobiła. - Powiedziałbym, że w takim razie wypadałoby jej pogratulować jak pięknie wyglądała w poprzedniej kreacji, ale jest to tak nieoryginalny komplement że pewnie pierwsza lepsza osoba na to wpadnie.
wyskakiwać z plotek
Rzut Z 1d100 - 64
Sukces!
Sukces!