06.10.2024, 08:26 ✶
- To wspaniały pomysł! - zadeklarowała, kiedy Selwyn podzielił się z nimi pomysłami na kuchnię. Takie detale zawsze wydawały jej się fenomenalnym pomysłem, ale to chyba wynikało z tego jak lubiła wszelkiego rodzaju rośliny, a zmieniający się detale w zależności od pory roku tylko wszystko polepszał.
Podeszła do czajnika i zalała sobie herbaty, a potem na jeden z talerzyków nałożyła więcej ciastek, słodkości i pączka. Nie przeszkadzało jej by na śniadanie wepchnąć w siebie sam cukier, nawet jeśli niektórzy mogli na to patrzeć nieco krzywo. Ale ona akurat nie zaliczała się do ludzi którzy zapominali jeść, albo w ogóle nie chcieli, więc wybaczała sama sobie taką dietę. Przeszła obok stołu i zajęła miejsce na jednej z kuchennych szafek, dyndając nogami w powietrzu. A potem nie pozostawało jej nic jak poczekać aż Brenna rozpocznie dzielenie się informacjami.
Ukryła pewne zmartwienie i niepokój, jakie wywołała w niej pierwsza rewelacja, za kubkiem z gorąca herbatą, upijając kilka jej łyków. Nazwisko Borgin zawsze wprawiało ją w dziwny, ciężkawy nastrój, ale nawet jeśli nigdy nikomu źle nie życzyła, to przyszło jej do głowy że można było się tego spodziewać. Tego, że któryś z nich trafi na listę poszukiwanych.
A potem zmartwiła się jeszcze bardziej, bo Brenna wspomniała Greengrassów i Roselyn. Kojarzyła ją wystarczająco, żeby poczuć mocniejsze ukłucie niepokoju. Nie chodziło nawet o to, jak fascynowała ją praca Greengrassówny, a sam fakt że do tej pory Dolina była dla niej absolutnie bezpieczna i podobnie jak Warownia - sama w sobie niezdobytą twierdzą. Nie zmieniło tego nawet Beltane, które okazało się katastrofą na Polanie Ognisk. Ale teraz? Teraz padały konkretne nazwiska ludzi których znała, bo widywała ich w miasteczku.
Komentarza nie miała, tylko spuściła wzrok i wepchnęła sobie do buzi ciasteczko.
Podeszła do czajnika i zalała sobie herbaty, a potem na jeden z talerzyków nałożyła więcej ciastek, słodkości i pączka. Nie przeszkadzało jej by na śniadanie wepchnąć w siebie sam cukier, nawet jeśli niektórzy mogli na to patrzeć nieco krzywo. Ale ona akurat nie zaliczała się do ludzi którzy zapominali jeść, albo w ogóle nie chcieli, więc wybaczała sama sobie taką dietę. Przeszła obok stołu i zajęła miejsce na jednej z kuchennych szafek, dyndając nogami w powietrzu. A potem nie pozostawało jej nic jak poczekać aż Brenna rozpocznie dzielenie się informacjami.
Ukryła pewne zmartwienie i niepokój, jakie wywołała w niej pierwsza rewelacja, za kubkiem z gorąca herbatą, upijając kilka jej łyków. Nazwisko Borgin zawsze wprawiało ją w dziwny, ciężkawy nastrój, ale nawet jeśli nigdy nikomu źle nie życzyła, to przyszło jej do głowy że można było się tego spodziewać. Tego, że któryś z nich trafi na listę poszukiwanych.
A potem zmartwiła się jeszcze bardziej, bo Brenna wspomniała Greengrassów i Roselyn. Kojarzyła ją wystarczająco, żeby poczuć mocniejsze ukłucie niepokoju. Nie chodziło nawet o to, jak fascynowała ją praca Greengrassówny, a sam fakt że do tej pory Dolina była dla niej absolutnie bezpieczna i podobnie jak Warownia - sama w sobie niezdobytą twierdzą. Nie zmieniło tego nawet Beltane, które okazało się katastrofą na Polanie Ognisk. Ale teraz? Teraz padały konkretne nazwiska ludzi których znała, bo widywała ich w miasteczku.
Komentarza nie miała, tylko spuściła wzrok i wepchnęła sobie do buzi ciasteczko.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.