06.10.2024, 08:39 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.10.2024, 08:41 przez Dora Crawford.)
Parę razy już w życiu usłyszała że była dziwna. Nawet bardzo dziwna. Ale niektórzy te dziwność doceniali, więc w pewnym momencie przestała się tym przejmować. Za bardzo też była zajęta siedzeniem z nosem w ziemi, żeby na dłuższą metę nad tym dywagować.
Wszyscy zajęli się swoją robotą i przy swojej Dora często zerkała w stronę młodego Pottera, żeby się upewnić że wszystko mu sprawnie idzie. Ale machał tą łopatą prawie jak profesjonalista (a jego wcześniejszy pomysł z tym lataniem na miotle to był w sumie fenomenalny, ale Dora nie chciała tego zbytnio pokazywać, żeby przypadkiem nie próbował tu i teraz tej miotły odpowiednio zaklinać i dosiadać).
Podzieliła sobie wszystko, oczyściła, poukładała w rządki, a potem została wezwana do inspekcji. Podniosła się więc, otrzepała spódnicę i w sumie do głowy jej nie przyszło żeby się trochę pośpieszyć, dlatego zanim zdążyła zapobiec nieszczęściu to James zrobił dokładnie to na co miał ochotę - wsadził rękę w dziurę.
I coś go chapsnęło.
Dora podskoczyła. Najpierw w miejscu, bo się nie spodziewała, kiedy ręka Pottera błyskawicznie z tej dziury wystrzeliła z powrotem na światło dzienne, a potem doskoczyła do niego cała zaaferowana.
- O nie, nie. Palec cały? - był cały, ale dziurawy, bo cokolwiek w tej dziurze się kryło miało ostre zęby i było bardzo niezadowolone że ktokolwiek mu tam grzebał. Ale mimo pewnej nerwowości, Crawley była też niezwykle delikatna kiedy złapała chłopaka za rękę. To się nazywało 'lata praktyki', bo nawet jeśli ostatni raz była w Mungu z rok temu, kiedy Stanley Borgin zmusił ją do opuszczenia szpitala, to pewne nawyki zostały z nią na zawsze. - Trzeba to opatrzeć! - rzuciła szybko i rzeczowo, a potem pociągnęła go za sobą w kierunku warowni. Resztę pracy pozostali musieli zrobić sami, bo nie było dobrego opatrywania bez kubka herbaty, którą kazała mu wręcz wypić, żeby nie było mu zanadto smutno.
Wszyscy zajęli się swoją robotą i przy swojej Dora często zerkała w stronę młodego Pottera, żeby się upewnić że wszystko mu sprawnie idzie. Ale machał tą łopatą prawie jak profesjonalista (a jego wcześniejszy pomysł z tym lataniem na miotle to był w sumie fenomenalny, ale Dora nie chciała tego zbytnio pokazywać, żeby przypadkiem nie próbował tu i teraz tej miotły odpowiednio zaklinać i dosiadać).
Podzieliła sobie wszystko, oczyściła, poukładała w rządki, a potem została wezwana do inspekcji. Podniosła się więc, otrzepała spódnicę i w sumie do głowy jej nie przyszło żeby się trochę pośpieszyć, dlatego zanim zdążyła zapobiec nieszczęściu to James zrobił dokładnie to na co miał ochotę - wsadził rękę w dziurę.
I coś go chapsnęło.
Dora podskoczyła. Najpierw w miejscu, bo się nie spodziewała, kiedy ręka Pottera błyskawicznie z tej dziury wystrzeliła z powrotem na światło dzienne, a potem doskoczyła do niego cała zaaferowana.
- O nie, nie. Palec cały? - był cały, ale dziurawy, bo cokolwiek w tej dziurze się kryło miało ostre zęby i było bardzo niezadowolone że ktokolwiek mu tam grzebał. Ale mimo pewnej nerwowości, Crawley była też niezwykle delikatna kiedy złapała chłopaka za rękę. To się nazywało 'lata praktyki', bo nawet jeśli ostatni raz była w Mungu z rok temu, kiedy Stanley Borgin zmusił ją do opuszczenia szpitala, to pewne nawyki zostały z nią na zawsze. - Trzeba to opatrzeć! - rzuciła szybko i rzeczowo, a potem pociągnęła go za sobą w kierunku warowni. Resztę pracy pozostali musieli zrobić sami, bo nie było dobrego opatrywania bez kubka herbaty, którą kazała mu wręcz wypić, żeby nie było mu zanadto smutno.
Koniec sesji
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.