06.10.2024, 11:36 ✶
-Wkurwiony chyba... - poprawiła ojca, aby to nie musiał silić się na grzeczności. Czy ją to dziwiło? ani trochę. Wuj był konserwatywny. Co ona pierdoliła. Ich cała rodzina taka była. Innej reakcji by się nie spodziewała, każda inna byłaby z pewnością niespodzianką. Jednak nie spodziewała się tego co Richard powie chwilę później.
Na wiadomość o wyprowadzce brata, Scarlett zastygła w bezruchu. Słusznego doboru słów użyła, ale nie spodziewała się, żeby gniew wuja niósł aż takie konsekwencje. Konsekwencje z którymi nie mogli zrobić nic, będąc tak naprawdę na łasce brata ojca. W końcu to był jego dom, to on wyznaczał zasady, a oni musieli się podporządkować niezależnie czy im się to podobało czy nie. Jej na przykład nie. Nie spodziewała się tego typu niespodzianek, nie od razu, ledwo co przekroczyła próg domostwa.
Przeczesała dłonią włosy, zastanawiając się nad losem brata, a w zasadzie to nad jego uczuciami. Charlie był tym delikatnym, dużo wrażliwszym, tym kochanym i ciepłym
-Jak on się czuje? Jak... to przyjął? - podjęła niepewnie, ukradkiem zerkając w kierunku drzwi, a jednak nikt nie pojawił się w drzwiach. W domu byli zupełnie sami.
Richard przeszedł do tematu Leonarda, także temat Charliego na moment odłożyła na półkę, wiedząc, że będzie musiała to przetrawić.
Na wspomnienie o dziewczynie, twarz dziewczyny rozświetlił złośliwy uśmiech, co dawało jasno do zrozumienia dla Richarda, że Scarlett wie o kogo ten pyta.
Czyżby jej przewidywania się sprawdziły i kobiecina odnalazła jej brata? Skoro ojciec pyta, to z pewnością tak było.
- Pytasz skrycie o tą wariatkę? - zagaiła, przechylając nieznacznie głowę. Najwidoczniej Leonard sam powiedział ojcu o tej gwieździe. Albo nie on, ale ona - według przewidywań blondynki - odnalazła ich rodzinę.
Któreś z dwóch się ziściło. Jej złośliwość nieco liczyła, że to drugie, chociaż ojcu nie było co dokładać. Może Leonard się zebrał na wyznania i przyznał jaki problem zostawił w Norwegii, nim problem odnajdzie jego. Czyżby to był powód ich wyprawy?
-To dlatego jedziecie? - dodała, łącząc informacje w głowie.
Na wiadomość o wyprowadzce brata, Scarlett zastygła w bezruchu. Słusznego doboru słów użyła, ale nie spodziewała się, żeby gniew wuja niósł aż takie konsekwencje. Konsekwencje z którymi nie mogli zrobić nic, będąc tak naprawdę na łasce brata ojca. W końcu to był jego dom, to on wyznaczał zasady, a oni musieli się podporządkować niezależnie czy im się to podobało czy nie. Jej na przykład nie. Nie spodziewała się tego typu niespodzianek, nie od razu, ledwo co przekroczyła próg domostwa.
Przeczesała dłonią włosy, zastanawiając się nad losem brata, a w zasadzie to nad jego uczuciami. Charlie był tym delikatnym, dużo wrażliwszym, tym kochanym i ciepłym
-Jak on się czuje? Jak... to przyjął? - podjęła niepewnie, ukradkiem zerkając w kierunku drzwi, a jednak nikt nie pojawił się w drzwiach. W domu byli zupełnie sami.
Richard przeszedł do tematu Leonarda, także temat Charliego na moment odłożyła na półkę, wiedząc, że będzie musiała to przetrawić.
Na wspomnienie o dziewczynie, twarz dziewczyny rozświetlił złośliwy uśmiech, co dawało jasno do zrozumienia dla Richarda, że Scarlett wie o kogo ten pyta.
Czyżby jej przewidywania się sprawdziły i kobiecina odnalazła jej brata? Skoro ojciec pyta, to z pewnością tak było.
- Pytasz skrycie o tą wariatkę? - zagaiła, przechylając nieznacznie głowę. Najwidoczniej Leonard sam powiedział ojcu o tej gwieździe. Albo nie on, ale ona - według przewidywań blondynki - odnalazła ich rodzinę.
Któreś z dwóch się ziściło. Jej złośliwość nieco liczyła, że to drugie, chociaż ojcu nie było co dokładać. Może Leonard się zebrał na wyznania i przyznał jaki problem zostawił w Norwegii, nim problem odnajdzie jego. Czyżby to był powód ich wyprawy?
-To dlatego jedziecie? - dodała, łącząc informacje w głowie.