06.10.2024, 12:31 ✶
Pytanie Charlesa miało zostać bez odpowiedzi. Wpatrywał się w twarz Alexandra, ukradkiem podnosząc oczy znad kart, ale nie miał pojęcia, jakie pokrewieństwo mogłoby łączyć go z tym mężczyzną. A może źle celował? Może wróż pochodził od Malfoyów? Nie miało to większego znaczenia, gdy zrezygnowany zajmował się kartami. Nie chciał tego robić. Już niczego nie chciał.
- Nie mam już wstępu na Nokturn. - Przypomniał Alexandrowi, ponosząc na niego niezadowolone spojrzenie. Skrzywił się delikatnie. - Nie będę już sprzedawał obsranych kadzidełek.
Fakt, że nie poczuł się obrażony słowami Alexandra, zdziwił nawet jego. Kadzidełka były niczym, nie teraz, gdy to wszystko przestało już mieć znaczenie. Wuj mógł sam sobie skręcać zioła, lać wosk i robić te wszystkie inne głupie czynności, które miały prowadzić do możliwości głupiego prowadzenia głupiego sklepu w najgłupszej części Londynu. Umiejscowienie sklepu w takim miejscu było najgorszym wyborem, bo chociaż handel nieco mniej legalnymi wyrobami był dochodowy, to czy nie lepiej byłoby uczciwie rozprowadzać normalne, proste do stworzenia, a potrzebne niemal wszystkim czarodziejom świece? Może trzeba było wuja zgłosić do służb, ale to za jakiś czas, gdy afera ucichnie, a Charlie nie będzie podejrzanym.
Charles uniósł do oczu kartę, by przyjrzeć się jej dokładniej. Skrzywił się lekko, bo nie wyglądała jak nic, co zwiastowałoby dobrą przyszłość. Nie usiadł obok Alexandra.
- Dalej nie wiem, kim pan jest. - Zarzucił Alexandrowi. - I nie do końca podoba mi się, że obserwuje mnie pan w lustrze. A ta karta? To tylko karta. - Spróbował oszukać sam siebie. Serce przebite trzema mieczami i chmury burzowe. To nie zwiastowało niczego dobrego. Przyszłość rysowała się w szarych kolorach. - Pokazuje to, jak się czuję. Nie wiedziałem, że nadejdzie taka burza. Nie wiedziałem, że ojciec stanie po stronie wuja i nie wiedziałem, że wuj uzna, że najlepiej będzie wyrzucić mnie z domu, z rodziny, z życia. Co z oczu to z serca, czy jak to mówią. Ale serce i tak już jest przebite trzema mieczami. Nic mnie już dobrego nie czeka. - Podsumował.
- Nie mam już wstępu na Nokturn. - Przypomniał Alexandrowi, ponosząc na niego niezadowolone spojrzenie. Skrzywił się delikatnie. - Nie będę już sprzedawał obsranych kadzidełek.
Fakt, że nie poczuł się obrażony słowami Alexandra, zdziwił nawet jego. Kadzidełka były niczym, nie teraz, gdy to wszystko przestało już mieć znaczenie. Wuj mógł sam sobie skręcać zioła, lać wosk i robić te wszystkie inne głupie czynności, które miały prowadzić do możliwości głupiego prowadzenia głupiego sklepu w najgłupszej części Londynu. Umiejscowienie sklepu w takim miejscu było najgorszym wyborem, bo chociaż handel nieco mniej legalnymi wyrobami był dochodowy, to czy nie lepiej byłoby uczciwie rozprowadzać normalne, proste do stworzenia, a potrzebne niemal wszystkim czarodziejom świece? Może trzeba było wuja zgłosić do służb, ale to za jakiś czas, gdy afera ucichnie, a Charlie nie będzie podejrzanym.
Charles uniósł do oczu kartę, by przyjrzeć się jej dokładniej. Skrzywił się lekko, bo nie wyglądała jak nic, co zwiastowałoby dobrą przyszłość. Nie usiadł obok Alexandra.
- Dalej nie wiem, kim pan jest. - Zarzucił Alexandrowi. - I nie do końca podoba mi się, że obserwuje mnie pan w lustrze. A ta karta? To tylko karta. - Spróbował oszukać sam siebie. Serce przebite trzema mieczami i chmury burzowe. To nie zwiastowało niczego dobrego. Przyszłość rysowała się w szarych kolorach. - Pokazuje to, jak się czuję. Nie wiedziałem, że nadejdzie taka burza. Nie wiedziałem, że ojciec stanie po stronie wuja i nie wiedziałem, że wuj uzna, że najlepiej będzie wyrzucić mnie z domu, z rodziny, z życia. Co z oczu to z serca, czy jak to mówią. Ale serce i tak już jest przebite trzema mieczami. Nic mnie już dobrego nie czeka. - Podsumował.