06.10.2024, 12:40 ✶
Enida była Prewettówną. Z jednej strony jak na Prewettównę – bardzo przyzwoitą, o ile dało się tak nazwać, może dlatego, że ojciec trochę chronił córkę przed rodzinnymi interesami, ale wciąż chętną do rozrywek, momentami trochę beztroską i zdecydowanie pewną siebie. Rozpuszczała więc Atreusa, bo był najmłodszy, bo przypominał pod wieloma względami ją, bo został w domu na pięć lat, gdy starsze dzieci były już w Hogwarcie… i pewnie z wielu różnych innych powodów. Choćby z tego, że niektóre jego zachowania, niemądre i bardzo szkodliwe, dla Enidy wcale nie były takie paskudne – a skoro dwoje jej starszych dzieci wyrastało na spokojnych, nie pomyślała, do czego mogą doprowadzić na dłuższą metę?
Florence uważała za to, że niektórym czasem trzeba postawić granice. Byli tacy, którzy stawiali je sobie sami. I tacy, którzy zawsze chcieli te przesunąć dalej albo, co gorsza, w ogóle ich nie dostrzegali.
– Bardzo zabawne, Atreusie – pochwaliła go, bez śladu prawdziwego rozbawienia w głosie, zalewając liście wrzątkiem, a potem obie filiżanki przenosząc na stół. Odsunęła sobie krzesło i usiadła naprzeciwko brata. – Naprawdę zarejestrowali tę Fundację w Ministerstwie? Sądziłam, że to wybieg, by przyciągnąć uwagę do ich stoiska na Lammas. Założenie Fundacji to w końcu mnóstwo formalności i wymaga siły roboczej oraz środków.
A Mulciberowie przecież ich nie mieli. Chyba jedyną osobą w tym rodzie, która miała jakieś tam środki, była Diana? Tę zaś Florence kojarzyła głównie z… mało przyjemnych plotek i nie chodziło nawet o domniemaną napaść na męża.
– Bardzo mnie smuci, że uważasz, że nie mamy o czym rozmawiać – powiedziała, chociaż jej ton wcale nie wskazywał na smutek. – Pozwolę sobie jednak nie zgodzić z tobą w tym względzie. Myślę, że mamy parę istotnych spraw do omówienia.
Spodziewał się pewnie, że zacznie od Elaine i od domniemanej wygranej w karty. I właśnie dlatego, że tego oczekiwał, Florence uderzyła z zupełnie innej strony. Na razie.
– Chciałabym wiedzieć, czy kuzynka Amelia pojawi się na najbliższym, rodzinnym obiedzie. Wyobraź sobie, że pytano mnie o nią po weselu Blacków, a ja niezbyt wiedziałam, co odpowiedzieć. W Londynie, na największym przyjęciu sezonu, pojawiła się nieznana nikomu Bulstrode? Chyba pora, aby krewni dowiedzieli się o niej więcej?
Florence uważała za to, że niektórym czasem trzeba postawić granice. Byli tacy, którzy stawiali je sobie sami. I tacy, którzy zawsze chcieli te przesunąć dalej albo, co gorsza, w ogóle ich nie dostrzegali.
– Bardzo zabawne, Atreusie – pochwaliła go, bez śladu prawdziwego rozbawienia w głosie, zalewając liście wrzątkiem, a potem obie filiżanki przenosząc na stół. Odsunęła sobie krzesło i usiadła naprzeciwko brata. – Naprawdę zarejestrowali tę Fundację w Ministerstwie? Sądziłam, że to wybieg, by przyciągnąć uwagę do ich stoiska na Lammas. Założenie Fundacji to w końcu mnóstwo formalności i wymaga siły roboczej oraz środków.
A Mulciberowie przecież ich nie mieli. Chyba jedyną osobą w tym rodzie, która miała jakieś tam środki, była Diana? Tę zaś Florence kojarzyła głównie z… mało przyjemnych plotek i nie chodziło nawet o domniemaną napaść na męża.
– Bardzo mnie smuci, że uważasz, że nie mamy o czym rozmawiać – powiedziała, chociaż jej ton wcale nie wskazywał na smutek. – Pozwolę sobie jednak nie zgodzić z tobą w tym względzie. Myślę, że mamy parę istotnych spraw do omówienia.
Spodziewał się pewnie, że zacznie od Elaine i od domniemanej wygranej w karty. I właśnie dlatego, że tego oczekiwał, Florence uderzyła z zupełnie innej strony. Na razie.
– Chciałabym wiedzieć, czy kuzynka Amelia pojawi się na najbliższym, rodzinnym obiedzie. Wyobraź sobie, że pytano mnie o nią po weselu Blacków, a ja niezbyt wiedziałam, co odpowiedzieć. W Londynie, na największym przyjęciu sezonu, pojawiła się nieznana nikomu Bulstrode? Chyba pora, aby krewni dowiedzieli się o niej więcej?