06.10.2024, 12:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.10.2024, 15:45 przez Charles Mulciber.)
- Mhm… - Charles nie czuł się odpowiednio pewnie, by pociągnąć temat rozmowy z portretami. Zawiesił wzrok na pani Malfoy, zastanawiając się, czy stanowiła dobrą rozmówczynię dla Baldwina. Baldwin nie wydawał się samotny, może nieco pomylony, ale to wszystko. - Twoja matka ciągle żyje, prawda? Możesz rozmawiać... z nią? Nie z płótnem? - Upewnił się, nie mając pojęcia, czy przypadkiem nie wchodzi na zbyt niebezpieczne wody. Nie każdy mógł chcieć podzielić się historią rodziny, ale czyż nie lepiej było zadbać o rodzicielkę w prawdziwym świecie, aniżeli na płótnie? Tym bardziej, gdy istniała tu jeszcze jakaś historia z ojcem, w którą Charlie nie chciał brnąć. Jego własne rany były jeszcze zbyt świeże. - Nie wiem, czy byłbym w stanie zaakceptować fakt, że po mojej śmierci bliscy rozmawiają z moim portretem. O ile... o ile chcieliby rozmawiać w ogóle. O ile byliby ciągle jacyś bliscy. - Pożalił się odrobinkę. Gdy świat malował się w tak paskudnych barwach, lepiej było nie wnikać, kto i co czuł w stosunku do niego. Bliscy odwracali się i nie mógł ich za to winić.
Charlie postanowił skupić się na zadaniu, które zalecił mu Baldwin. Łapiąc pędzel nieco mocniej, nieco sztywniej, po raz kolejny zamoczył go w magicznej farbie, by nałożyć ją na płótno. Farba jednak, zamiast dać się nałożyć w paru ładnych, równych pociągnięciach, zaznaczyła parę kleksów, gdy Charlie drgnął, nie spodziewawszy się przekroczenia granicy bliskości. Mógł tylko próbować dostrzec białe kosmyki kątem oka.
Uciekać? Walczyć? Zaakceptować? A może nawet czerpać przyjemność z tej bliskości, której dopuścił się Baldwin?
Najłatwiej było ją zignorować. Nierówny oddech Charlesa mógł zdradzić jego zdenerwowanie, lecz niewiele więcej. Wsłuchiwał się w głos Malfoya tuż przy swoim uchu, analizując jego słowa.
- Masz rację. - Skomentował w końcu nieśmiało. - Chociaż... to też domena artystów. Czuć sztukę. - Zdradził się, wyjaśniając, dlaczego nie podziela jego odczuć. - Nie jestem artystą.
Wspomnienia, które znalazły się na końcu pędzla, nie były łatwe do przeżycia i przetrawienia. Mulciber znalazł się w kropce, gdy włosie pędzla zawisło nad płótnem w oczekiwaniu na kolejny ruch. Malarz jednak nie pozwalał mu opaść, wpatrując się w martwe oczy Malfoyówny. Zupełnie nie podobało mu się to, co czuł. Zaczęła ogarniać go panika, gdy oddech przyspieszył, a dłonie zadrżały.
Charlie postanowił skupić się na zadaniu, które zalecił mu Baldwin. Łapiąc pędzel nieco mocniej, nieco sztywniej, po raz kolejny zamoczył go w magicznej farbie, by nałożyć ją na płótno. Farba jednak, zamiast dać się nałożyć w paru ładnych, równych pociągnięciach, zaznaczyła parę kleksów, gdy Charlie drgnął, nie spodziewawszy się przekroczenia granicy bliskości. Mógł tylko próbować dostrzec białe kosmyki kątem oka.
Uciekać? Walczyć? Zaakceptować? A może nawet czerpać przyjemność z tej bliskości, której dopuścił się Baldwin?
Najłatwiej było ją zignorować. Nierówny oddech Charlesa mógł zdradzić jego zdenerwowanie, lecz niewiele więcej. Wsłuchiwał się w głos Malfoya tuż przy swoim uchu, analizując jego słowa.
- Masz rację. - Skomentował w końcu nieśmiało. - Chociaż... to też domena artystów. Czuć sztukę. - Zdradził się, wyjaśniając, dlaczego nie podziela jego odczuć. - Nie jestem artystą.
Wspomnienia, które znalazły się na końcu pędzla, nie były łatwe do przeżycia i przetrawienia. Mulciber znalazł się w kropce, gdy włosie pędzla zawisło nad płótnem w oczekiwaniu na kolejny ruch. Malarz jednak nie pozwalał mu opaść, wpatrując się w martwe oczy Malfoyówny. Zupełnie nie podobało mu się to, co czuł. Zaczęła ogarniać go panika, gdy oddech przyspieszył, a dłonie zadrżały.