06.10.2024, 13:11 ✶
-ym - skinęła głową. Czytał. Jednak nie podzielił się opinią na ów temat, a ona stwierdziła, że może to i lepiej. Ta sprawa z pewnością przyniosła za dużo złego. Konsekwencje były zbyt duże, zupełnie nieadekwatne do czynu, ale czego mogłaby się spodziewać po rodzinie konserw?
Jasne tęczówki zastygły na twarzy mężczyzny, przypatrując się mu uważnie. Wsłuchując się w każdą wypowiedzianą sylabę, delektując się niejako tym dawno niesłyszanym tonem głosu.
Anthony mógłby mówić i mówić, nie miało znaczenia co mówił. Nie żeby go nie słuchała, po prostu przyjemnie było na powrót go słyszeć, jak wtedy gdy im czytał. Co prawda ten zdawał się być nieco inny, subtelna zmiana... czyżby w akcencie? Mówił jak Norweg z krwi i kości, a jego dykcji mógł w sumie niejeden mu pozazdrościć. Taka nowa, równie przyjemna odsłona jego głosu.
Jednakże teraz nie czytał, a pytał, więc jego monolog szybko się skończył, a sam wuj oczekiwał odpowiedzi. Czy ją znała?
-Będę szczera... mogę się tylko domyślać - stwierdziła markotnie, przenosząc wzrok na łyżeczkę. W Norwegii mieli dom, życie i siebie nawzajem.
-Wiesz, że dla ojca najważniejszy na świecie jest jego brat - podjęła spokojnie - więc pewnie wrócił, aby mu pomagać i być blisko niego. No i chciał zrobić pewnie w Londynie karierę... - stwierdziła. Tak było od zawsze, nie bardzo mogli się mierzyć z Robertem. Kiedyś mogło być to frustrujące, ale Frida wyjaśniła jej, że bliźniacy mają jedną duszę. Może kłamała. Tak czy siak, było do dobre kłamstwo, jak się przymknie oczy na inne wierzenia. Takie idealne do powtarzania i usprawiedliwiania przed samą sobą bycia niżej w hierarchii.
-Charlie chciał być pewnie blisko ojca i wkręcić się w biznes - dodała nieco kpiąco, czując jak w obliczu nowych wydarzeń głupio to brzmi.
W końcu czekała go wyprowadzka. Ot cudowna, kochająca rodzina. Nie ma to jak wsparcie bliskich.
-A Leo... Z tym dupkiem nie gadam, nie spowiada mi się - zaraz na jej usta wpłynął nieco złośliwy uśmiech -ojciec coś plótł o karierze w Londynie, ale myślę, że powód Leonarda był dużo zabawniejszy i bardziej prywatny...
Zaraz wzruszyła ramionami
-A ja... pochowałam swoją mentorkę i chyba nie chciałam być sama. Po jej śmierci potrzebowałam zmiany otoczenia, więc do nich dołączyłam.- stwierdziła. Śmierć Fridy była oczywista. Sama staruszka mówiła o niej cały czas, gotowa pożegnać się ze światem śmiertelnym. Jednakże to nie ułatwiło Scarlett samego pożegnania. A po jej śmierci została tylko cisza. Cisza, która zwykle była jej sprzymierzeńcem, przybrała niezwykle irytujące oblicze.
-Więc powiadasz, że macie za oknami nowy rok znacznie częściej niż raz - podjęła apropo ataków terrorystycznych. Czyżby o tym mówił ojciec? W sumie była tu na tyle krótko, że nie była do końca zaznajomiona z sytuacją w kraju, a wcześniej ta średnio ją interesowała. Co prawda Richard mówił o tym jak niebezpieczny jest Londyn, a ona tak jakby zbagatelizowała jego słowa, traktując je jako rodzicielską pogadankę. Cóż, wyszła na ignorantkę. Chyba nie pierwszy raz.
-Nie boje się śmierci, wujaszku - dodała ze spokojem - Poza tym umiem o siebie zadbać. - spojrzała na niego, a na jej usta wpłynął szelmowski uśmiech - The show must go on, przynajmniej nie będzie doskwierać nam nuda - wsunęła do ust łyżeczkę, delektując się słodyczą wanilii.
-Tak swoją drogą, kwieciście mówisz, wujaszku... z nienagannym akcentem - zerknęła na niego - gdybym nie wiedziała, byłabym pewna, że rozmawiam z Norwegiem.
Jasne tęczówki zastygły na twarzy mężczyzny, przypatrując się mu uważnie. Wsłuchując się w każdą wypowiedzianą sylabę, delektując się niejako tym dawno niesłyszanym tonem głosu.
Anthony mógłby mówić i mówić, nie miało znaczenia co mówił. Nie żeby go nie słuchała, po prostu przyjemnie było na powrót go słyszeć, jak wtedy gdy im czytał. Co prawda ten zdawał się być nieco inny, subtelna zmiana... czyżby w akcencie? Mówił jak Norweg z krwi i kości, a jego dykcji mógł w sumie niejeden mu pozazdrościć. Taka nowa, równie przyjemna odsłona jego głosu.
Jednakże teraz nie czytał, a pytał, więc jego monolog szybko się skończył, a sam wuj oczekiwał odpowiedzi. Czy ją znała?
-Będę szczera... mogę się tylko domyślać - stwierdziła markotnie, przenosząc wzrok na łyżeczkę. W Norwegii mieli dom, życie i siebie nawzajem.
-Wiesz, że dla ojca najważniejszy na świecie jest jego brat - podjęła spokojnie - więc pewnie wrócił, aby mu pomagać i być blisko niego. No i chciał zrobić pewnie w Londynie karierę... - stwierdziła. Tak było od zawsze, nie bardzo mogli się mierzyć z Robertem. Kiedyś mogło być to frustrujące, ale Frida wyjaśniła jej, że bliźniacy mają jedną duszę. Może kłamała. Tak czy siak, było do dobre kłamstwo, jak się przymknie oczy na inne wierzenia. Takie idealne do powtarzania i usprawiedliwiania przed samą sobą bycia niżej w hierarchii.
-Charlie chciał być pewnie blisko ojca i wkręcić się w biznes - dodała nieco kpiąco, czując jak w obliczu nowych wydarzeń głupio to brzmi.
W końcu czekała go wyprowadzka. Ot cudowna, kochająca rodzina. Nie ma to jak wsparcie bliskich.
-A Leo... Z tym dupkiem nie gadam, nie spowiada mi się - zaraz na jej usta wpłynął nieco złośliwy uśmiech -ojciec coś plótł o karierze w Londynie, ale myślę, że powód Leonarda był dużo zabawniejszy i bardziej prywatny...
Zaraz wzruszyła ramionami
-A ja... pochowałam swoją mentorkę i chyba nie chciałam być sama. Po jej śmierci potrzebowałam zmiany otoczenia, więc do nich dołączyłam.- stwierdziła. Śmierć Fridy była oczywista. Sama staruszka mówiła o niej cały czas, gotowa pożegnać się ze światem śmiertelnym. Jednakże to nie ułatwiło Scarlett samego pożegnania. A po jej śmierci została tylko cisza. Cisza, która zwykle była jej sprzymierzeńcem, przybrała niezwykle irytujące oblicze.
-Więc powiadasz, że macie za oknami nowy rok znacznie częściej niż raz - podjęła apropo ataków terrorystycznych. Czyżby o tym mówił ojciec? W sumie była tu na tyle krótko, że nie była do końca zaznajomiona z sytuacją w kraju, a wcześniej ta średnio ją interesowała. Co prawda Richard mówił o tym jak niebezpieczny jest Londyn, a ona tak jakby zbagatelizowała jego słowa, traktując je jako rodzicielską pogadankę. Cóż, wyszła na ignorantkę. Chyba nie pierwszy raz.
-Nie boje się śmierci, wujaszku - dodała ze spokojem - Poza tym umiem o siebie zadbać. - spojrzała na niego, a na jej usta wpłynął szelmowski uśmiech - The show must go on, przynajmniej nie będzie doskwierać nam nuda - wsunęła do ust łyżeczkę, delektując się słodyczą wanilii.
-Tak swoją drogą, kwieciście mówisz, wujaszku... z nienagannym akcentem - zerknęła na niego - gdybym nie wiedziała, byłabym pewna, że rozmawiam z Norwegiem.