06.10.2024, 19:12 ✶
- że gorzej niż beznadziejnie - stwierdziła z westchnieniem przewidywany stan Charliego. Chciała go zobaczyć i z nim porozmawiać. Nie było sensu go opierdzielić, już wystarczająco nazbierał. A przy jego wrażliwym serduszku to ciekawe czy nie było to dla niego zbyt wiele. Nie kopało się leżącego, chociaż czego mógł się spodziewać po konserwatywnej rodzinie idąc na wywiad. Chociaż nie, pewnie się nie spodziewał. Pewnie myślał, na pewno myślał, że robi dobrze. Kto jak kto, ale Charlie nie był sabotażystą.
-Aurorze? - skierowała na niego pytające ślepia - Nie wiem jak się nazywała - wymruczała, zastanawiając się przez moment czy dziewczyna kiedyś jej się przedstawiła. Możliwe, możliwe też było że zniknęło to gdzieś pomiędzy "jestem jego narzeczoną", co było raczej szokującą wiadomością.
-O wybacz tatusiu, nie zataiłam - skrzyżowała ręce na piersi - powiedziałam ci, że ktoś u niego bywał i sugerowałam, abyś z nim porozmawiał. Sugerowałam Ci, że wątpię w jego chęć bycia bliżej rodziny i że to dziwne, że pierdolną swoją karierę, aby zacząć od zera w Londynie - zaraz westchnęła - Chciałam by Leonard miał szansę sam Ci powiedzieć. Ja sama wolałabym ci mówić o własnych przewinieniach. Chciałam być fair, w końcu jest dorosły. Skąd miałam wiedzieć, że ten dureń stwierdzi, że jest sprytniejszy od świata i w tym swoim sprycie nie zauważył wielkiej dziury logicznej w jego własnym planie?- rozłożyła ręce - Myślałam, że ma na tyle oleju w głowie by ci o niej powiedzieć. Nie sądziłam, że jest naiwniejszy od Charliego i uzna, że jak spierdoli do Londynu to że ta go nie znajdzie - westchnęła ciężko, mierzwiąc sobie włosy. Zajebiście. Przez tego idiotę sprowadziła na siebie gniew ojca. A było go kurwa sprzedać.
-Tak, była jakaś wariatka. Kilka razy, podawała się za jego narzeczoną - wymruczała, krzyżując ręce na piersi - Zaglądała po oknach, próbowała wejść do domu. Raz wtargnęła, to jej kurwa pomogłam znaleźć drogę do wyjścia i więcej jej nie zobaczyłam - rozłożyła łapki - wątpię by komuś o tym powiedziała, bo to ona niejako się włamała na cudzą posesje... ja tylko się broniłam. Nie pobiłam jej, wyciągnęłam ją z domu.... za włosy.... bo tak mi się jakoś... złapało - uniosła dłonie w geście obronnym.
-Aurorze? - skierowała na niego pytające ślepia - Nie wiem jak się nazywała - wymruczała, zastanawiając się przez moment czy dziewczyna kiedyś jej się przedstawiła. Możliwe, możliwe też było że zniknęło to gdzieś pomiędzy "jestem jego narzeczoną", co było raczej szokującą wiadomością.
-O wybacz tatusiu, nie zataiłam - skrzyżowała ręce na piersi - powiedziałam ci, że ktoś u niego bywał i sugerowałam, abyś z nim porozmawiał. Sugerowałam Ci, że wątpię w jego chęć bycia bliżej rodziny i że to dziwne, że pierdolną swoją karierę, aby zacząć od zera w Londynie - zaraz westchnęła - Chciałam by Leonard miał szansę sam Ci powiedzieć. Ja sama wolałabym ci mówić o własnych przewinieniach. Chciałam być fair, w końcu jest dorosły. Skąd miałam wiedzieć, że ten dureń stwierdzi, że jest sprytniejszy od świata i w tym swoim sprycie nie zauważył wielkiej dziury logicznej w jego własnym planie?- rozłożyła ręce - Myślałam, że ma na tyle oleju w głowie by ci o niej powiedzieć. Nie sądziłam, że jest naiwniejszy od Charliego i uzna, że jak spierdoli do Londynu to że ta go nie znajdzie - westchnęła ciężko, mierzwiąc sobie włosy. Zajebiście. Przez tego idiotę sprowadziła na siebie gniew ojca. A było go kurwa sprzedać.
-Tak, była jakaś wariatka. Kilka razy, podawała się za jego narzeczoną - wymruczała, krzyżując ręce na piersi - Zaglądała po oknach, próbowała wejść do domu. Raz wtargnęła, to jej kurwa pomogłam znaleźć drogę do wyjścia i więcej jej nie zobaczyłam - rozłożyła łapki - wątpię by komuś o tym powiedziała, bo to ona niejako się włamała na cudzą posesje... ja tylko się broniłam. Nie pobiłam jej, wyciągnęłam ją z domu.... za włosy.... bo tak mi się jakoś... złapało - uniosła dłonie w geście obronnym.