Nawet nie zauważyła kiedy Sam przemienił się w ptaka i usiadł na jej ramieniu. Dopiero gdy poczuła ciężar zwierzęcia, które na niej przysiadło dotarło do niej co właściwie się wydarzyło. Cóż, mogła się tego spodziewać, przeżył sporo tej nocy, zapewne musiał sobie jakoś z tym poradzić. Przynajmniej tym razem został z nią i nie odfrunął w siną dal, to już był jakiś sukces. Dotknęła delikatnie, opuszkami palców krogulca, tak, żeby go nie daj Merlinie nie uszkodzić.
W końcu przytuptała do nich Mabel, Norka powitała ją uśmiechem. Dobrze było ich wszystkich mieć tuż obok siebie. Ostatnio zdarzało się to coraz rzadziej z racji na to, że każdy miał coraz więcej obowiązków.
- Jasne, słyszysz Tommy, częściej ogarniasz posiłki. - Rzuciła jeszcze do brata. Nie miała nic przeciwko temu, w sumie chętnie przekaże mu kolejny obowiązek domowy.
Mrugnęła dwa razy, gdy dotarły do niej słowa córki, jasne, była to dla niej nowość, ale może nie powinna tak na wejściu opowiadać wszystkim o jej życiu uczuciowym, będzie musiała z nią to przegadać. Jasne i tak wszyscy tutaj zgromadzeni wiedzieli o tych zmianach, które pojawiły się w jej życiu, no ale dla samej zasady wypadało powiedzieć, żeby nieco przystopowała z wygłaszaniem takich informacji.
- Może i się widzieliśmy, ale nie za bardzo mieliśmy czas porozmawiać. - Rzuciła jeszcze do Erika. Na ognisku było sporo osób, wypadało porozmawiać z każdym nie miała więc szansy za bardzo nacieszyć się obecnością wszystkich.
Wtedy pojawiła się ta informacja o pożarze, Nora miała już ruszyć do kuchni, żeby szukać Lady, która uwielbiała spać przy piecu, bo było tam przyjemnie i ciepło, kiedy dotarło do niej, że nic się nie paliło.
- Karl, porozmawiam z tobą później. - Powiedziała nieco surowym tonem. Te koty ostatnio chyba nieco się zapominały, szczególnie te dwa kocury, bo Pazur też miał swoje za uszami, dlaczego nie mogły być takie ugodowe jak jej kochana Lady?
Kiedy Brenna zapytała o rewelacje Norka spojrzała na swojego brata. Był to chyba odpowiedni moment, aby poruszyć temat dzieciaka, którego wczoraj ukradli z chaty na plaży. Spoważniała i spojrzała na przyjaciółkę.
- Zrobiliśmy wczoraj coś głupiego Brenn i chyba porzebujemy twojej pomocy. - Miała nadzieję, że Longbottomówna ich za to nie zabije.