06.10.2024, 21:55 ✶
– Cóż, takie manewry są prawdopodobnie nielegalne, więc mogłoby sporo zmienić.
Tak naprawdę niezbyt, bo jej twórca zmarł właśnie tego dnia, ale Florence nie miała o tym pojęcia. Nie było żadnych powodów, dla których trzecie oko miałoby jej przynieść wizję akurat na temat Roberta Mulcibera. Poza tym panny Bulstrode tak naprawdę niezbyt obchodziło, w jakim kierunku to dalej się potoczy – większość życia spędziła przyjmując neutralną postawę do spraw, które nie działy się blisko, a do pewnego stopnia także do ludzi, którzy jej nie interesowali. Miała dość surowe poglądy, a i jako uzdrowicielka potępiała krzywdzenie innych, ale wtrącała się w cudze życia głównie wtedy, kiedy dotyczyło to jej bliskich, innych zwyczajnie unikając, jeżeli akurat uważała, że robią coś, co sprzeczne jest z jej poglądami albo co sprawia, że najlepiej się z nimi nie zadawać.
Uniosła filiżankę do ust, obserwując Atreusa, gdy udzielał tych bzdurnych wyjaśnień. Wiedziała, że brat kłamie, a on doskonale wiedział, że ona to wie. Nie był to pierwszy, dziesiąty ani nawet setny przypadek tego typu.
– Rozumiem, zaczęłam do niej wczoraj list, aby zapytać, jak radzi sobie w podróży i czy dotarła do celu. Zapytam przy okazji o kuzynkę Amelię – odparła, gdy opuściła naczynie. – Musisz naprawdę ufać tej dziewczynie, skoro pozwoliłeś, aby przedstawiała się naszym nazwiskiem pośród osób, które genealogię czystokrwistych czytają do poduszki. Na przyjęciu, o którym rozpisywały się gazety – stwierdziła i ciężko było orzec, czy faktycznie w to wierzyła, czy był to mały przytyk, odnośnie zastanowienia się, jak coś takiego mogło się skończyć. – Chociaż zaiste, w obliczu bójek, kapibar oraz cyrkowców, musiałaby się postarać, aby wywołać jakiś skandal – dodała, krzyżując dłonie na kolanach. – Jaka szkoda, że nie mogłeś zabrać na zabawę swojej partnerki, bo się rozstaliście. Mam oczywiście na myśli tę, którą… jak to ująłeś… wygrałeś w karty? Muszę przyznać, że mnie to zaskakuje. Elaine może nie miała ostrego poczucia humoru… – Mogłoby się zdawać, że to Florence była najbardziej pozbawioną poczucia humoru istotą pod słońce, w istocie jednak złośliwe uwagi i czarny humor wcale nie były jej obce. Elaine poza tą wadą była jednak kimś, kto ogólnie zyskiwał pewną aprobatę Florence: może nie mogłyby się polubić, ale Bulstrode z pewną ulgą przyjęła te zaręczyny, uznając, że jeśli to ona zostanie żoną Atreusa, o przyszłość rodu nie trzeba będzie się martwić. Była spokojna, elegancka i empatyczna, mogła stanowić dla niego przeciwwagę i Florence wierzyła, że nie wystawiłaby ich nazwiska na śmieszność. Ogólnie rzecz biorąc żałowała, gdy w ich związku szybko zaczęło się psuć. - …ale była dobrą dziewczyną, a poza tym zdała egzaminy uzdrowicielskie śpiewająco i zawsze sądziłam, że jest wykształconą i dość inteligentną pannę.
A inteligentne panny nie powinny same siebie stawiać w karty.
Z kolei mężczyźni nie powinni o kobiety grać.
– Co ci przyszło do głowy, Atreusie?
Tak naprawdę niezbyt, bo jej twórca zmarł właśnie tego dnia, ale Florence nie miała o tym pojęcia. Nie było żadnych powodów, dla których trzecie oko miałoby jej przynieść wizję akurat na temat Roberta Mulcibera. Poza tym panny Bulstrode tak naprawdę niezbyt obchodziło, w jakim kierunku to dalej się potoczy – większość życia spędziła przyjmując neutralną postawę do spraw, które nie działy się blisko, a do pewnego stopnia także do ludzi, którzy jej nie interesowali. Miała dość surowe poglądy, a i jako uzdrowicielka potępiała krzywdzenie innych, ale wtrącała się w cudze życia głównie wtedy, kiedy dotyczyło to jej bliskich, innych zwyczajnie unikając, jeżeli akurat uważała, że robią coś, co sprzeczne jest z jej poglądami albo co sprawia, że najlepiej się z nimi nie zadawać.
Uniosła filiżankę do ust, obserwując Atreusa, gdy udzielał tych bzdurnych wyjaśnień. Wiedziała, że brat kłamie, a on doskonale wiedział, że ona to wie. Nie był to pierwszy, dziesiąty ani nawet setny przypadek tego typu.
– Rozumiem, zaczęłam do niej wczoraj list, aby zapytać, jak radzi sobie w podróży i czy dotarła do celu. Zapytam przy okazji o kuzynkę Amelię – odparła, gdy opuściła naczynie. – Musisz naprawdę ufać tej dziewczynie, skoro pozwoliłeś, aby przedstawiała się naszym nazwiskiem pośród osób, które genealogię czystokrwistych czytają do poduszki. Na przyjęciu, o którym rozpisywały się gazety – stwierdziła i ciężko było orzec, czy faktycznie w to wierzyła, czy był to mały przytyk, odnośnie zastanowienia się, jak coś takiego mogło się skończyć. – Chociaż zaiste, w obliczu bójek, kapibar oraz cyrkowców, musiałaby się postarać, aby wywołać jakiś skandal – dodała, krzyżując dłonie na kolanach. – Jaka szkoda, że nie mogłeś zabrać na zabawę swojej partnerki, bo się rozstaliście. Mam oczywiście na myśli tę, którą… jak to ująłeś… wygrałeś w karty? Muszę przyznać, że mnie to zaskakuje. Elaine może nie miała ostrego poczucia humoru… – Mogłoby się zdawać, że to Florence była najbardziej pozbawioną poczucia humoru istotą pod słońce, w istocie jednak złośliwe uwagi i czarny humor wcale nie były jej obce. Elaine poza tą wadą była jednak kimś, kto ogólnie zyskiwał pewną aprobatę Florence: może nie mogłyby się polubić, ale Bulstrode z pewną ulgą przyjęła te zaręczyny, uznając, że jeśli to ona zostanie żoną Atreusa, o przyszłość rodu nie trzeba będzie się martwić. Była spokojna, elegancka i empatyczna, mogła stanowić dla niego przeciwwagę i Florence wierzyła, że nie wystawiłaby ich nazwiska na śmieszność. Ogólnie rzecz biorąc żałowała, gdy w ich związku szybko zaczęło się psuć. - …ale była dobrą dziewczyną, a poza tym zdała egzaminy uzdrowicielskie śpiewająco i zawsze sądziłam, że jest wykształconą i dość inteligentną pannę.
A inteligentne panny nie powinny same siebie stawiać w karty.
Z kolei mężczyźni nie powinni o kobiety grać.
– Co ci przyszło do głowy, Atreusie?