06.10.2024, 23:46 ✶
- Nie pamiętam niczego takiego - a to w jego głowie sprowadzało się do tego, że ta sytuacja nie miała miejsca. Ale potem zastanowił się wyraźnie, na moment zawieszając z nieobecnym spojrzeniem. Przez całe lato wracały do niego jakieś wspomnienia, i nie tylko do niego. Takie, nad którymi potem zastanawiał się jak w ogóle mógł o nim zapomnieć, bo wiązały się z silnymi emocjami. Rozwalenie Brennie głowy tłuczkiem, zabawa monetą pod okiem matki, gonitwa z Laurentem nad wodą... ale potem doszło do niego, że były też momenty kiedy nie miał czasu zastanowić się nad tym dziwnym uczuciem pęczniejącym w piersi, które wydawało się coś ze sobą nieść. Wtedy, kiedy spotkali ducha tej dziewczynki. I dwa dni temu na plaży. Może to o to chodziło. Nawet wczoraj powiedział Brennie, że nie pamięta co w tej piwnicy było, ale wiedział że chyba powinien.
- Gdzie tu jest kłamstwo? - zapytał sucho, mierząc ją spojrzeniem. - Nigdzie w stwierdzeniu że się zaręczyliśmy nie było kłamstwa. Ani razu nie powiedziałem, że zrobiłem to z miłości. Możesz oceniać mnie jak tylko chcesz, ale intencje miałem szczere, bo przecież nie grałbym o to, gdybym chociaż odrobinę nie lubił. I to samo tyczy się jej - skrzywił się wreszcie, próbując opanować pewnego rodzaju rozdrażnienie. Wiedział co było w tym złego, tak samo jak rozumiał że to nie było oświadczenie się przypadkowej, nieznajomej dziewczynie. Miał tendencje do działania impulsywnie, ale Florence chyba zapominała, że były tego pewne granice.
Ale to rozdrażnienie nie płynęło w głównej mierze z jej potępienia, a z faktu że wspomniała w ślad za nim Beltane. Bo powodów dla których wszystko sypało się po nim bardziej niż powinno, nie chciał jej absolutnie wyjawiać. A związki budowane na kłamstwie? Cóż, dla Atreusa nie miało to większego znaczenia tak długo, jak szczery był z Elaine. A oni nawet jeśli zaczęli od partii pokera, to przynajmniej zdawali sobie sprawę od samego początku na czym stoją.
- Gdzie tu jest kłamstwo? - zapytał sucho, mierząc ją spojrzeniem. - Nigdzie w stwierdzeniu że się zaręczyliśmy nie było kłamstwa. Ani razu nie powiedziałem, że zrobiłem to z miłości. Możesz oceniać mnie jak tylko chcesz, ale intencje miałem szczere, bo przecież nie grałbym o to, gdybym chociaż odrobinę nie lubił. I to samo tyczy się jej - skrzywił się wreszcie, próbując opanować pewnego rodzaju rozdrażnienie. Wiedział co było w tym złego, tak samo jak rozumiał że to nie było oświadczenie się przypadkowej, nieznajomej dziewczynie. Miał tendencje do działania impulsywnie, ale Florence chyba zapominała, że były tego pewne granice.
Ale to rozdrażnienie nie płynęło w głównej mierze z jej potępienia, a z faktu że wspomniała w ślad za nim Beltane. Bo powodów dla których wszystko sypało się po nim bardziej niż powinno, nie chciał jej absolutnie wyjawiać. A związki budowane na kłamstwie? Cóż, dla Atreusa nie miało to większego znaczenia tak długo, jak szczery był z Elaine. A oni nawet jeśli zaczęli od partii pokera, to przynajmniej zdawali sobie sprawę od samego początku na czym stoją.