07.10.2024, 02:56 ✶
Odprowadzenie zostali jeszcze wesołym pozdrowieniem sprzedawcy i poleceniem się na przyszłość gdyby potrzebowali jakichś prezentów z jakiejkolwiek okazji. Cóż Thomas wątpił, żeby kiedykolwiek chcieli wracać do niego, a przynajmniej nie po robienie kolejnych zakupów - najchętniej to widziałby twarz tego mężczyzny za kratami, z długim wyrokiem i świadomością, ze sprzedane im przedmioty posłużyły do zamknięcia go na długi czas.
Thomas miał swego rodzaju problem z Azkabanem, nie widział problemu w tym, aby więźniowie na niego skazani byli obdzierani z wszelkich pozytywnych uczuć i zostawali jedynie ze swoim smutkiem i cierpieniem. Ale z drugiej strony wiedział, że w taki sposób nie są w stanie zadośćuczynić swoim winom. Z drugiej jednak strony, jednostki tam zesłane raczej nie nadawały się do przebywania z resztą społeczeństwa.
- Spokojnie, ufam ci - powiedział spokojnie i odczekał aż Brenna rzuci zaklęcie, uparcie przy tym nie patrząc się ani w kierunku stolika, który był jej celem ani w dół, gdzie czuł, że trzyma różdżkę celując. - Mam nadzieję, że się stąd zwinie - mruknął jeszcze kiedy po wszystkim złapał go pod ramię jak chwilę wcześniej. Wrócili do oglądania stoiska z kasetami.
Długo nie trzeba był czekać na efekt, noga stolika złamała się pod jego ciężarem i wszystko zapadło się jak domek z kart z głuchym łoskotem i brzdękiem biżuterii opadającej na drewniany blat, który nagle znalazł się kilkanaście centymetrów niżej.
- Co do cholery, niby nowy stół! - słycha było dobrze im znany głos czarnksiążnika, który sprzedawał im przed chwilą naszyjniki.
- Uuuu, chyba nie taki nowy, cała noga poszła w drobny mak, nie naprawisz tego tak teraz - odezwał się jeden ze sprzedawców mający stoisko obok.
Wszystko zdawało się układać po myśli Thomasa i Brenny, bo widać było, że czarnoksiężnik nie bardzo wie co teraz zrobić. Ale chyba nie chciał bardziej testować swojego szczęścia na dziś. Udało mu się sprzedać kilka przedmiotów i w jego ocenie pozbyć kolejnych mugoli z tego świata.
- Cóż, w takim razie czas na mnie, dzisiaj i tak sprzedałem dużo - odezwał się nad wyraz przyjaźnie do tego kto go zagaił. Zaczął pakować swoje rzeczy, i tak jak wcześniej przed dotknięciem biżuterii ubrał rękawice i zaczął ją zbierać do torby, w której jak widać przenosił sprzedawane produkty zanim wykładał je na blat swego stoiska.
- Poszczęściło nam się - zwrócił się do przyjaciółki obserwując jak śledzony przez nich mężczyzna kończy pakować swoje manatki i zwraca się jeszcze do jednego z okolicznych ludzi prosząc, aby później opuszczając plac targowy pozbył się jego stołu, bo wynoszenie tego przez ten tłum byłoby katorżniczą pracą.
Nie mogli ruszyć za nim od razu przecież, ale ilośc ludzi działała na ich korzyść, szczególnie, że czarnoksiężnik nie wyglądał jakby przejmował się czy ktoś go śledzi. W swoim zadufaniu nie podejrzewał, że ktokolwiek mógłby wpaść na jego trop i tym bardziej śledzić jego poczynania. Dlatego też beztrosko zmierzał w stronę jak się zdawało zaułka w którym pojawili się wcześniej Thomas i Brenna.
- Nie możemy mu teleportować się z zaułka, kto wie czy drugi raz na niego trafimy - zwrócił się do przyjaciółki idąc z nią w ślad za ich celem, musieli zadziałać szybko, cała ich misterna zagrywka mogłaby pójść na marne, gdyby zdołał im uciec. - Walimy go w czerep czarami czy próbujemy zatrzymać, że coś mu upadło i nie zabrał?- zapytał jeszcze widząc, że do zaułka mają jeszcze dwadzieścia metrów. Tłum się znacznie przerzedził, nie czuł się z tym dobrze spychając decyzję na Brennę, jednak jemu brakowało doświadczenia w pracy w terenie, liczył się z jej fachową opinią.
Thomas miał swego rodzaju problem z Azkabanem, nie widział problemu w tym, aby więźniowie na niego skazani byli obdzierani z wszelkich pozytywnych uczuć i zostawali jedynie ze swoim smutkiem i cierpieniem. Ale z drugiej strony wiedział, że w taki sposób nie są w stanie zadośćuczynić swoim winom. Z drugiej jednak strony, jednostki tam zesłane raczej nie nadawały się do przebywania z resztą społeczeństwa.
- Spokojnie, ufam ci - powiedział spokojnie i odczekał aż Brenna rzuci zaklęcie, uparcie przy tym nie patrząc się ani w kierunku stolika, który był jej celem ani w dół, gdzie czuł, że trzyma różdżkę celując. - Mam nadzieję, że się stąd zwinie - mruknął jeszcze kiedy po wszystkim złapał go pod ramię jak chwilę wcześniej. Wrócili do oglądania stoiska z kasetami.
Długo nie trzeba był czekać na efekt, noga stolika złamała się pod jego ciężarem i wszystko zapadło się jak domek z kart z głuchym łoskotem i brzdękiem biżuterii opadającej na drewniany blat, który nagle znalazł się kilkanaście centymetrów niżej.
- Co do cholery, niby nowy stół! - słycha było dobrze im znany głos czarnksiążnika, który sprzedawał im przed chwilą naszyjniki.
- Uuuu, chyba nie taki nowy, cała noga poszła w drobny mak, nie naprawisz tego tak teraz - odezwał się jeden ze sprzedawców mający stoisko obok.
Wszystko zdawało się układać po myśli Thomasa i Brenny, bo widać było, że czarnoksiężnik nie bardzo wie co teraz zrobić. Ale chyba nie chciał bardziej testować swojego szczęścia na dziś. Udało mu się sprzedać kilka przedmiotów i w jego ocenie pozbyć kolejnych mugoli z tego świata.
- Cóż, w takim razie czas na mnie, dzisiaj i tak sprzedałem dużo - odezwał się nad wyraz przyjaźnie do tego kto go zagaił. Zaczął pakować swoje rzeczy, i tak jak wcześniej przed dotknięciem biżuterii ubrał rękawice i zaczął ją zbierać do torby, w której jak widać przenosił sprzedawane produkty zanim wykładał je na blat swego stoiska.
- Poszczęściło nam się - zwrócił się do przyjaciółki obserwując jak śledzony przez nich mężczyzna kończy pakować swoje manatki i zwraca się jeszcze do jednego z okolicznych ludzi prosząc, aby później opuszczając plac targowy pozbył się jego stołu, bo wynoszenie tego przez ten tłum byłoby katorżniczą pracą.
Nie mogli ruszyć za nim od razu przecież, ale ilośc ludzi działała na ich korzyść, szczególnie, że czarnoksiężnik nie wyglądał jakby przejmował się czy ktoś go śledzi. W swoim zadufaniu nie podejrzewał, że ktokolwiek mógłby wpaść na jego trop i tym bardziej śledzić jego poczynania. Dlatego też beztrosko zmierzał w stronę jak się zdawało zaułka w którym pojawili się wcześniej Thomas i Brenna.
- Nie możemy mu teleportować się z zaułka, kto wie czy drugi raz na niego trafimy - zwrócił się do przyjaciółki idąc z nią w ślad za ich celem, musieli zadziałać szybko, cała ich misterna zagrywka mogłaby pójść na marne, gdyby zdołał im uciec. - Walimy go w czerep czarami czy próbujemy zatrzymać, że coś mu upadło i nie zabrał?- zapytał jeszcze widząc, że do zaułka mają jeszcze dwadzieścia metrów. Tłum się znacznie przerzedził, nie czuł się z tym dobrze spychając decyzję na Brennę, jednak jemu brakowało doświadczenia w pracy w terenie, liczył się z jej fachową opinią.