Gdyby wiedzieli po co tutaj przyszli, konkretnie, być może zapamiętaliby się jej znacznie lepiej? Wysłani zostali po niewiadomą. Wystawieni jakby na próbę jakąś? Jak wcześniejsze misje, zlecenia były klarowniejsze, czarodziej wiedział po co i gdzie idzie, tak teraz odnosił wrażenie, że Louvain, jako lewa ręka Czarnego Pana, nie umiał odpowiednio wyciągać informacje lub je przekazać, wysyłając ich na niewiadome. Według Traversa, organizacja prowadzona przez Mulcibera była lepiej zorganizowana. No trudno.
Nie przejmował się tym. Czuł jedynie że tracą czas i jeszcze musieli wyciągać od niej informacje, bo sama nie raczyła oszczędzić im wyjaśnień. Rodolphus słusznie też to zauważył. Ale nie musiał jej w sumie dotykać. Jeszcze odmówi współpracy czy coś.
Przynajmniej dowiedzieli się, którym korytarzem powinni iść. Kobieta odpowiedziała także na pytanie dotyczące zawartości karafki. Próba. Travers pod maską zmarszczył brwi, skupiając spojrzenie na naczyniu. Zabezpieczenie Fawleyów. Wychodziło na to, że jednak te podziemia są jakoś zabezpieczone. Pytanie tylko, czym? Klątwami? Innymi zaklęciami? Stworzeniami?
"Czy jesteście w stanie poświęcić mu życie?" Czy był wstanie oddać życie dla Czarnego Pana? Nie. Nie był. Nie dla tej osoby. Akurat w tym momencie przypomniał sobie słowa Roberta. Co kazał mu zrobić. "...Zakop je tak głęboko, żeby nie ujrzało to światła dziennego." Wypiłby to tylko z jednego powodu – że jego życie było już i tak skrócone przez chorobę serca. Poddałby się tej próbie, choć pewnie z ryzykiem. Całe szczęście, jego umysł chroniła Oklumencja. Nie zdążył sięgnąć po szklankę, gdyż wyprzedził go Rodolphus. Zaskoczył go, choć maska to ukrywała. Obserwował towarzysza, upewniając się czy po wypiciu zawartości, odczuwał jakieś zmiany.
- Czujesz jakieś zmiany?Zapytał w końcu Viperę.