Czekała na to starcie, wiedziała, że go nie uniknie. Ona, albo on, bardzo proste równanie. Nie było innego rozwiązania. Śledztwo które prowadziła potwierdziło jej obawy. Zamierzał przejąć jej życie, nie oddała mu w pełni pałeczki, zaangażowała w sprawę sporo osób, uzyskała odpowiedzi, zdawała sobie sprawę z czym przyjdzie jej walczyć. Wyjątkowo też dla siebie nie ruszyła na to spotkanie sama. Miała świadomość, że zbyt wiele zostało położone na szali, aby mogła sobie pozwolić na pochopne decyzje.
Rozesłała listy do osób, którym ufała, a przynajmniej starała się to robić. Wydały jej się być odpowiednimi do tego, aby towarzyszyć jej w spotkaniu z wyimaginowanym bratem. Ich umiejętności mogły jej się przydać, czuła strach związany z tym, że przez nią również ryzykowali, ale co innego miała zrobić? W ostateczności ocali ich wszystkich poświęcając siebie, to też było jakieś wyjście, które brała pod uwagę. Thoran chciał jej, nie ich, to było jakimś pocieszeniem.
Zaprosił ich tutaj, spodziewał się tego, że przyjdą. Może nie powinni wchodzić w jaskinię lwa na jego zaproszenie, ale nie widziała innej możliwości, aby zakończyć ten cały burdel, który zrobił w jej życiu. Przyszli więc jak owieczki na ścięcie, chociaż, czy faktycznie byli tacy bezbronni? Nie do końca.
Yaxleyówna pojawiła się w miejscu spotkania z Crowem u boku, wiedziała, że mógł mieć problem z dotarciem na miejsce postanowiła więc osobiście dopilnować tego, że się tutaj zjawi. Była jego eskortą.
Była obwieszona w broń niczym choinka, nie mogła pozwolić na to, żeby ją zaskoczył. Poza tym jej wygląd nie różnił się niczym od zwyczajnego wyjścia na łowy, skórzane spodnie, buty ze smoczej skóry, lekka kurtka. Poczekali, aż pojawi się reszta towarzystwa, po czym wyruszyli w drogę. Obawiała się o Florence i Erika, którzy zostali odesłani przez nią do miasteczka, ale wydawało jej się iż tam będą bezpieczniejsi niż tutaj, zresztą mieli czekać, nie angażować się w sprawę o ile nie stanie się coś dramatycznego.
Nie była szczególnie zadowolona z obecności Ambroisa, ale wiedziała, że by jej tego nie odpuścił, więc póki szli przez las nawet na niego nie spoglądała, po ich ostatniej wymienie zdań nie do końca jeszcze wszystko sobie ułożyła w głowie, a stare rany zaczęły krwawić. Ufała mu jednak z tym, że chciał się zaangażować w pomoc, nigdy nie pozwolił jej zwątpić w jego zamiary. Z tego też powodu trzymała się Edga, który wydawał się aktualnie być jej największym sojusznikiem, Geraldine bowiem nie miała pojęcia o tym, że Thomas i jej były się znają i to najwyraźniej bardzo dobrze. Nie przewidziała tego. Obawiała się, że razem mogą działać nie do końca według jej myśli, a wolałaby mieć jednak wszystko pod swoją kontrolą, a nie kogoś innego.
W końcu doszli do miejsca, które wydawało jej się znajome. Była tu wiosną? Być może, to musiało być wtedy. Ta sosna wzbudziła w niej dziwne uczucie. Przystanęła na moment i przyglądała się jej uważnie, próbowała odnaleźć w głowie wspomnienia, jednak nie potrafiła tego zrobić. Pewnie znowu coś namieszało jej w głowie, ostatnio zdarzało się to dosyć często.
Pojawił się też i tunel, miejsce, w którym najprawdopodobniej się ukrywał. Przyglądała się mu dłuższą chwilę, miała nadzieję, że uda im się dzisiaj stamtąd wydostać i to nie będzie miejsce, w którym zostaną pogrzebani. Cóż, na pewno nie dopuści do tego, aby wszyscy tak skończyli, jeśli będzie źle to się poświęci i tak w jej życiu aktualnie brakowało jakichkolwiek perspektyw. - Nie możemy się rozdzielać, jeśli będziemy szli w pojedynke łatwiej mu będzie nas wykończyć. Uważajcie na niego, bo jest przebiegły i zna wiele sztuczek. - Mieli tego świadomość, ale wolała to powtórzyć nim wejdą do środka.