07.10.2024, 13:40 ✶
Flynn ostatnio wyraził się jasno - nie chciał mieć z tą sprawą nic wspólnego. Jego paniczne poszukiwanie bliskości u osób, u których tej bliskości szukać nie powinien, nijak miało się do tego, co próbowało zrobić z nim... to coś. Nie, to nie był człowiek, nigdy nie uwierzy w to, że Thoran Yaxley był człowiekiem - nie pamiętał wyglądu tejże istoty, okropne wspomnienie zostało zatarte przez czas, ale jak to on pamiętał emocje. Pamiętał silne przerażenie i niechęć, dotyk oślizgłych łap na swojej nagiej skórze. Pierwszy raz potencjalne zbliżenie z kimkolwiek wydawało mu się być skrajnie obrzydliwe i pewnie odmówiłby pomocy, gdyby nie to, że po tym felernym wieczorze mógł utonąć w objęciach Raziela. Auror dosyć szybko uspokoił go ciepłym, przyjemnym głosem, pomógł mu napisać list do Geraldine i pozwolił zapomnieć o strachu. Szczerze wątpił, aby miał pozwolić dotknąć się tego dnia komukolwiek innemu niż swojemu Aniołkowi i teraz też - mimo minięcia dwóch miesięcy i zdecydowanie mocnej potrzeby przytulenia się do kogoś - w obliczu spotkania z „Thoranem”, mimowolnie zgarbił się i zrobił do czułości wyjątkowo niechętny. Z panną Yaxley przywitał się jedynie skinieniem głowy.
Cztery osoby stanowiły dla niego już tłum. Nie będzie zbyt wiele mówił.
To był fakt - Crow najlepiej poruszał się po mieście. Dzicz, jaskinie - to nie jego okolice i skorzystał z opcji teleportowania się tam z blondynką. Widząc kratkę w ziemi, wydał z siebie cichy pomruk. Niby nie znał się na jaskiniach, jakie stworzyła matka natura, na pewno nie w takim sensie, aby być w nich i przemierzać je na własnych nogach. Znał się na nich w teorii - bo przecież były jego inspiracją. Jak nikt inny znał się na tych zbudowanych przez człowieka. Wątpił, aby ktokolwiek znał o nim prawdę - w to, że nie był jedynie jednym ze Szczurów tułających się za Fontaine po Nokturnie, tylko samym w sobie architektem Ścieżek. Kimś, kto nadawał kształt nowym korytarzom i wykonywał najgorsze z obliczeń, jakie czarodziej mógł wykonywać - takie od których zależało ludzkie życie i bezpieczeństwo. Zejście w dół nie wiązało się więc u niego ze strachem - bo on się czasami przeciskał przez miejsca tak wąskie, że pozostali tu zebrani utknęliby w nich i udusili się. Nie bał się ani ciasnoty, ani ciemności - potrafił nawet wykorzystywać je na swoją korzyść, bo Ścieżki były miejscem jego życia przez długie lata. Zakładając, że Geraldine się nie pomyliła - cóż, ta istota wybrała to miejsce nie bez powodu i również musiała się do tego jakoś przygotować. Omiótł więc to wszystko spojrzeniem człowieka wprawionego w zastawianiu pułapek i zasadzek na silniejszych od siebie.
Zorientowany w przedziwnej sytuacji, jaką było mieszanie w ludzkich umysłach, Crow próbował zorientować się w tym do czego w ogóle mogło prowadzić takie wejście. Jakieś mugolskie schrony...?
- Czy ty słyszysz w ogóle, co mówisz? - Dmuchnął w opadające na twarz loki, odzywając się pierwszy raz odkąd dołączyli do nich Ambroise i Thomas. Palił przed chwilą, żeby go głód nie złapał pod powierzchnią, teraz związywał gumką niesforne włosy. - Nie możesz dać nam konkretnych wskazówek? - A może po prostu ich nie miała? Co to kurwa znaczy, że jest przebiegły i zna wiele sztuczek? Jakich kurwa sztuczek?
Odkryj wiadomość pozafabularną
Cztery osoby stanowiły dla niego już tłum. Nie będzie zbyt wiele mówił.
To był fakt - Crow najlepiej poruszał się po mieście. Dzicz, jaskinie - to nie jego okolice i skorzystał z opcji teleportowania się tam z blondynką. Widząc kratkę w ziemi, wydał z siebie cichy pomruk. Niby nie znał się na jaskiniach, jakie stworzyła matka natura, na pewno nie w takim sensie, aby być w nich i przemierzać je na własnych nogach. Znał się na nich w teorii - bo przecież były jego inspiracją. Jak nikt inny znał się na tych zbudowanych przez człowieka. Wątpił, aby ktokolwiek znał o nim prawdę - w to, że nie był jedynie jednym ze Szczurów tułających się za Fontaine po Nokturnie, tylko samym w sobie architektem Ścieżek. Kimś, kto nadawał kształt nowym korytarzom i wykonywał najgorsze z obliczeń, jakie czarodziej mógł wykonywać - takie od których zależało ludzkie życie i bezpieczeństwo. Zejście w dół nie wiązało się więc u niego ze strachem - bo on się czasami przeciskał przez miejsca tak wąskie, że pozostali tu zebrani utknęliby w nich i udusili się. Nie bał się ani ciasnoty, ani ciemności - potrafił nawet wykorzystywać je na swoją korzyść, bo Ścieżki były miejscem jego życia przez długie lata. Zakładając, że Geraldine się nie pomyliła - cóż, ta istota wybrała to miejsce nie bez powodu i również musiała się do tego jakoś przygotować. Omiótł więc to wszystko spojrzeniem człowieka wprawionego w zastawianiu pułapek i zasadzek na silniejszych od siebie.
Percepcja II ( ◉◉○○○), twórca mechanizmów, szuka pułapek
Rzut N 1d100 - 81
Sukces!
Sukces!
Rzut N 1d100 - 89
Sukces!
Sukces!
Zorientowany w przedziwnej sytuacji, jaką było mieszanie w ludzkich umysłach, Crow próbował zorientować się w tym do czego w ogóle mogło prowadzić takie wejście. Jakieś mugolskie schrony...?
Wiedza o świecie IV ( ◉◉◉◉○), postać jest głęboko zorientowana w świecie mugolskim
Rzut PO 1d100 - 10
Akcja nieudana
Akcja nieudana
- Czy ty słyszysz w ogóle, co mówisz? - Dmuchnął w opadające na twarz loki, odzywając się pierwszy raz odkąd dołączyli do nich Ambroise i Thomas. Palił przed chwilą, żeby go głód nie złapał pod powierzchnią, teraz związywał gumką niesforne włosy. - Nie możesz dać nam konkretnych wskazówek? - A może po prostu ich nie miała? Co to kurwa znaczy, że jest przebiegły i zna wiele sztuczek? Jakich kurwa sztuczek?
Posiadam:
- noże ∞
- trochę więcej noży (bo on oprócz tych przy pasku ma je jeszcze poukrywane w innych miejscach, między innymi w bucie)
- linę i łańcuch
- jakieś pierdolety do drutu typu kombinerki, kluczyk francuski, pewnie jakiś pojedynczy wytrych
- papierosy (uzależnienie), mugolską zapalniczkę
- opiaty (tu zaznaczam, że nie mam zawady uzależnienie od opiatów)
- czerwone koronkowe stringi
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.