07.10.2024, 16:22 ✶
Chłonął spokój i chłonął ilość ludzi i chłonął co się działo, jakieś krzyki, jakaś teleportacja, ale u Nory zawsze było głośno, buczało jak w ulu, a Brenna przecież była opiekuńczą pszczołą, przy której wszystko wzrastało w złocistym ulepku. Tak. Nie wiadomo kiedy pazurki ptasie ześlizgnęły się i tuż za Norą znów stał Sam, lekko pochylony, niepewnie spoglądający po zebranych, czujący się niezręcznie z faktem, że między nim a jego narzeczoną jest taka różnica wzrostu i nie ma się jak za nią schować.
– Głupiego? Potrzebujemy? To nie od Bee dostanę zapas eliksirów, co tom że ja je wszystkie wczoraj... – zapytał unosząc w zaskoczeniu brwi, ale zaraz potem urwał i dodał o wiele bardziej żywiołowo – No tak potrzebujemy! Przecież pewnie coś trzeba będzie z dokumentami zrobić, w ogóle, czy chcesz, żebyśmy wszyscy mieli to samo nazwisko? Ja w sumie... ja w sumie nie wiem za bardzo jak mam na nazwisko, znaczy wiem jak dziadek miał, ale no w domu nigdy tego nie używaliśmy – przyznał nagle zagubiony w sprawach Systemu, którego szczerze nienawidził, bo tak powiedziała mu kiedyś matka. Ale matka mówiła mu wiele rzeczy...
Zaraz potem kucnął i z bardzo płytkim oddechem wyciągnął ręce do Mabel, przygryzajac sobie jednocześnie wargę. Czy to było teraz jego stado? Czuł się tak obco i nieobco jednocześnie, ale w sumie jak nie teraz to kiedy? Oczy mu się lekko zeszkliły.
– Co tam mała księżniczko? Dzisiaj chyba będzie dobra okazja na tort, co? Jest kilka ee... nowin. Tak. – Mówił do małej dziewczynki, bo tak było mu łatwiej niż do wszystkich zebranych wkoło. Jego stado. Jego, czy Nory? Ich?
– Głupiego? Potrzebujemy? To nie od Bee dostanę zapas eliksirów, co tom że ja je wszystkie wczoraj... – zapytał unosząc w zaskoczeniu brwi, ale zaraz potem urwał i dodał o wiele bardziej żywiołowo – No tak potrzebujemy! Przecież pewnie coś trzeba będzie z dokumentami zrobić, w ogóle, czy chcesz, żebyśmy wszyscy mieli to samo nazwisko? Ja w sumie... ja w sumie nie wiem za bardzo jak mam na nazwisko, znaczy wiem jak dziadek miał, ale no w domu nigdy tego nie używaliśmy – przyznał nagle zagubiony w sprawach Systemu, którego szczerze nienawidził, bo tak powiedziała mu kiedyś matka. Ale matka mówiła mu wiele rzeczy...
Zaraz potem kucnął i z bardzo płytkim oddechem wyciągnął ręce do Mabel, przygryzajac sobie jednocześnie wargę. Czy to było teraz jego stado? Czuł się tak obco i nieobco jednocześnie, ale w sumie jak nie teraz to kiedy? Oczy mu się lekko zeszkliły.
– Co tam mała księżniczko? Dzisiaj chyba będzie dobra okazja na tort, co? Jest kilka ee... nowin. Tak. – Mówił do małej dziewczynki, bo tak było mu łatwiej niż do wszystkich zebranych wkoło. Jego stado. Jego, czy Nory? Ich?