07.10.2024, 18:51 ✶
– Sławne, ostatnie słowa – jęknęła Brenna, może częściowo po to, by rozładować atmosferę. Nie odpowiedziała już na kolejne zdanie, zajmując się ponownie oglądaniem kaset, niby to bardzo zajęta, chociaż kątem oka zerkała ku stolikowi, sprawdzając, czy ten się w końcu złoży i… podziałało. Odetchnęła z ulgą, bo to wcale nie był idealny plan: mogło tutaj nie zadziałać mnóstwo rzeczy. Thomas miał rację: poszczęściło się im.
Ruszyła za nim bez większego wahania, bo i ostatecznie dopiero co byli przy innym stoisku, i dlaczego nie mieliby stwierdzić, że oto pora wyjść z targowiska? Czarnoksiężnik nie wydawał się wietrzyć podstępu – gdyby tak było, nie wspominałby o hipogryfach i na pewno nikomu nie wspomniałby o swojej działalności. Gdy za to zbliżyli się do zaułka, sprawa zrobiła się bardziej skomplikowana.
Kiwnęła jedynie głową. Wiedziała, że nie mogą pozwolić mu zniknąć, ale chociaż bardzo chciała, nie było mowy, aby zaczęli rzucać zaklęcia na ulicy. Kodeks Tajności, całe zamieszanie związane z modyfikacją pamięci (Brenna na szczęście mimo czarnowidztwa nie przewidziała, jak rozwiną się telefony i jak bardzo przerąbane będą mieć czarodzieje za pięćdziesiąt lat), a w dodatku mogliby trafić kogoś przypadkiem.
– Jeśli będzie szansa, nawalaj zaklęciami – powiedziała krótko. Gdyby w tym zaułku nie znaleźli się sami, krzyczenie, że coś zgubił, było jako taką taktyką, ale w jej opinii najlepiej byłoby, gdyby mogli potraktować mężczyznę po prostu czystą drętwotą albo go związać – i zabrać go do Ministerstwa. – Jeżeli nie, krzycz, że coś zgubił, łap go i teleportujemy się w okolicę ruin w Dolinie Godryka.
Do atrium Ministerstwa nie mogli ot tak wskoczyć z czarnoksiężnikiem, bo znów, było tam mnóstwo ludzi. Chociaż to było już ogólnie rozwiązanie, po które wolałaby nie sięgać, bo jeszcze by się wyrwał, doprowadził do rozszczepienia albo nabrał podejrzeń w złym momencie, znowu widząc te same osoby. Brenna zresztą, niestety, nie była pewna, czy którekolwiek z tych rozwiązań było dobre, ale w tej chwili byli trochę skazani na improwizację, czy tego chcieli, czy nie.
Brenna sięgnęła po różdżkę, w takim sposób, by móc błyskawicznie ją wyciągnąć, przyspieszając kroku, by przypadkiem mężczyzna nie znikł stąd, zanim dopadną wylotu uliczki.
Ruszyła za nim bez większego wahania, bo i ostatecznie dopiero co byli przy innym stoisku, i dlaczego nie mieliby stwierdzić, że oto pora wyjść z targowiska? Czarnoksiężnik nie wydawał się wietrzyć podstępu – gdyby tak było, nie wspominałby o hipogryfach i na pewno nikomu nie wspomniałby o swojej działalności. Gdy za to zbliżyli się do zaułka, sprawa zrobiła się bardziej skomplikowana.
Kiwnęła jedynie głową. Wiedziała, że nie mogą pozwolić mu zniknąć, ale chociaż bardzo chciała, nie było mowy, aby zaczęli rzucać zaklęcia na ulicy. Kodeks Tajności, całe zamieszanie związane z modyfikacją pamięci (Brenna na szczęście mimo czarnowidztwa nie przewidziała, jak rozwiną się telefony i jak bardzo przerąbane będą mieć czarodzieje za pięćdziesiąt lat), a w dodatku mogliby trafić kogoś przypadkiem.
– Jeśli będzie szansa, nawalaj zaklęciami – powiedziała krótko. Gdyby w tym zaułku nie znaleźli się sami, krzyczenie, że coś zgubił, było jako taką taktyką, ale w jej opinii najlepiej byłoby, gdyby mogli potraktować mężczyznę po prostu czystą drętwotą albo go związać – i zabrać go do Ministerstwa. – Jeżeli nie, krzycz, że coś zgubił, łap go i teleportujemy się w okolicę ruin w Dolinie Godryka.
Do atrium Ministerstwa nie mogli ot tak wskoczyć z czarnoksiężnikiem, bo znów, było tam mnóstwo ludzi. Chociaż to było już ogólnie rozwiązanie, po które wolałaby nie sięgać, bo jeszcze by się wyrwał, doprowadził do rozszczepienia albo nabrał podejrzeń w złym momencie, znowu widząc te same osoby. Brenna zresztą, niestety, nie była pewna, czy którekolwiek z tych rozwiązań było dobre, ale w tej chwili byli trochę skazani na improwizację, czy tego chcieli, czy nie.
Brenna sięgnęła po różdżkę, w takim sposób, by móc błyskawicznie ją wyciągnąć, przyspieszając kroku, by przypadkiem mężczyzna nie znikł stąd, zanim dopadną wylotu uliczki.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.