Na bezcenny zlepek sylab, który brzmiał na łacinę, Calas podniósł brew w pytającym grymasie. Jednak doszedł do wniosku, że powstrzyma się od komentarza. Brzmiało to jak jedna nazw z lekcji zielarstwa w Hogwarcie, które prawdę mówiąc nie darzył wielką sympatią. Domyślił się więc, że chodzi tu o nazwę roślinki na jego ciemieniu.
- Niebywałe. - Skomentował potencjał do rozrostu kaktusa tonem pasującym do jego umiarkowanego zafascynowania botaniką. O ile drewna jeszcze kojarzył, głównie z przyczyn estetycznych, to na zielonych częściach roślin znał się jak czarodziej na samochodach. Nierzadko jakiś czarodziej chciał mieć element broni czy biżuterii wzbogacony jakimś egzotycznym materiałem. Tak więc z konieczności musiał się w tym aspekcie flory rozwinąć. Reszta była niepotrzebną komplikacją.
- Jakich dokładnie informacji? - Zapytał lekko zdziwiony dociekliwością uzdrowiciela. Prawdę mówiąc zaskoczył go chęcią tak ochoczego wspierania Ministerstwa. Spodziewał się raczej skupienia na przypadku, rozwiązania go i ewentualnej sugestii skierowania przypadku do władz. Może miał gdzieś tam znajomych, którym jednak postanowił pomóc. - Obskrobany stragan jakich mnóstwo na Horyzontalnej. - Zaczął szukać szczegółów w swojej pamięci. Odruchowo sięgnął do skroni, żeby się podrapać. Jednak udało mu się zatrzymać rękę odpowiednio przed bolesnym przypomnieniu o przypadłości. - Szampony sprzedawał mężczyzna o ciemniejszej karnacji, w sombrero… takim szerokim kapeluszu. - Dodał dla pewności, gdyby Greengrass nie wiedział o czym mówi. - Wąsaty z tego co pamiętam. - Wzruszył na koniec ramionami. Problem z czarodziejami był taki, że mogli zwyczajnie zaczarować swój wygląd. Naturalnie były metody, które takie przebrania z łatwością ściągały. Jednak mało kto biega po ulicy i na wszelki wypadek rozprasza każdemu magię z twarzy.
Oparł się ponownie o ścianę za sobą uważając by nie połamać kolczastej roślinki, ciekawe czy by go to bolało, i uważnie słuchał dalszych komentarzy Ambroisea dotyczących jego przypadłości. Póki co, nie mając nic więcej do dodania wysłuchiwał o pełni, usuwaniu przy okazji mózgu i proponowanej metodzie leczenia. Kiedy medyk zakończył, przyszło na jego pytania.
- Więc co teraz? Rozumiem, że pełnia zbliżająca się pełnia to dobra wiadomość, tak? Chodzi o to, że nie ma jej w tym momencie? - Wolał się upewnić w kwestii astronomicznej, gdyż z wypowiedzi uzdrowiciela nie był do końca pewny, czy ma do tej fazy księżyca czekać, czy po prostu od razu można przystąpić do leczenia.
- Myśli pan, że ów kaktus spenetrował moją czaszkę i w miejscu korzeni jest w niej dziura? - Zapytał stosunkowo zaniepokojony o swoje pokrywy mózgu. Może nie była to jego najmocniejsza strona, ale wciąż cenił swoje szare komórki. Niewykluczone, że z przyzwyczajenia.
- I tą maść mam sam sobie zorganizować, czy dostanę jakiś kwitek na nią? Patrząc po moim szczęściu z zakupami magicznych specyfików to nie chciałbym, żeby wokół kaktusa zaczęły rosnąć jeszcze przebiśniegi. Zaklęcia mrożące też nie są moją najmocniejszą stroną. - Mruknął w oczekiwaniu na dalsze zalecenia blondyna. Jeszcze podgrzewanie mu całkiem nieźle wychodziło. Raczej to było kwestią praktyki. Nie bardzo też widział siebie celującego w czubek głowy z różdżki. Kowal jednak oczekiwał, że zostanie w szpitalu pozbawiony swojej dolegliwości, a nie zostanie wysłany do kolejnych wątpliwych metod. Te mogły zwyczajnie w skutkach wygenerować kolejnego pacjenta, a raczej kolejną przypadłość. - A jak już ten kaktus odmarznie czy zdechnie to powinien się oderwać, czy mam coś z nim zrobić? - A jednak mówił, że nóż się przyda. - Nie będę miał łysego placka na czubku głowy? Liczyłem, że uda mi się jeszcze parę lat uciec przed łysieniem. - Rzucił czerstwym żartem dla rozbicia jego licznych wątpliwości. Bądź co bądź był fanem kompleksowych usług. Sam przecież nie sprzedawał szpady zrób-to-sam.
- Nie przypominam sobie. - Rozłożył szeroko puste ręce pokazując brak jakikolwiek dokumentów do wypełnienia. - Co mam wypełnić? - Zakończył niewinnym tonem.