Nie, Geraldine wcale nie wybaczyła bratu. Nadal była skołowana i rozbita, nadal zupełnie nie radziła sobie z tym, co się tutaj właściwie wydarzyło, jednak uważała to za słuszne. Był jej bratem, musiała pozwolić mu się pożywić w cywilizowany sposób, nawet jeśli chwilę temu wykrzyczał jej, że wolałaby, żeby to ona zginęła tamtego wieczora. Właściwie to chyba wolałaby oberwać sztyletem, te słowa wryły się jej w myśli i na pewno szybko o nich nie zapomni. Aktualnie tylko to jedno zdanie powtarzała sobie w głowie, nie mogła przestać, było jak mantra.
Nie mogła spojrzeć w oczy ani bratu, ani mężczyźnie, który kiedyś tak wiele dla niej znaczył. Było jej wstyd, że doprowadziłą do tej sytuacji, obwiniała się o to, że do tego doszło. Powinna być rozsądniejsza, wiele razy sobie to powtarzała, nie mogła dopuszczać do podobnych zdarzeń. To nie mogło wydarzyć się ponownie.
Nie uniosła wzroku, gdy usłyszała stukot butów, który świadczył o tym, że Ambroise zmierzał do wyjścia. Nie miała pojęcia, jak wytłumaczy mu się z tego wszystkiego, w sumie poznał jej kolejne tajemnice, te od których miała go trzymać z daleka, bo nie była już jego problemem. Miała go do tego nie dopuszczać, nie chciała, żeby widział, w jakim chaosie przyszło jej ostatnio żyć. Pochłaniał ją coraz bardziej, spalał do cna, czuła, że nie było dla niej żadnego ratunku. Może miała faktycznie po prostu spalić się do reszty, wtedy byłoby po wszystkim. Może to była jakaś metoda? Nie radziła sobie z tym, co się wokół niej działo, zdecydowanie. Błądziła coraz bardziej, niepewna kroków które wykonywała. Nie znosiła tracić kontroli, a aktualnie nie miała jej ani trochę, nie panowała nad tym, co stało się z jej życiem.
Widziała, że Astaroth zaczął jeść. Nie był to przyjemny widok, nie przywykła nadal do tego, że jego pożywieniem była krew. Nie sądziła, że kiedykolwiek uda się jej z tym pogodzić, szczególnie, że to ona do tego doprowadziła, to przez nią stał się bestią.
Podniosła się w końcu na nogi, nie patrzyła już na brata. Nie zamierzała tutaj zostać, musiała zaczerpnąć świeżego powietrza, musiała stąd wyjść.
Miała szczęście, że w okolicy mieszkała osoba, która przywykła do widoku jej w rozsypce, która nigdy nie odmawiała jej pomocy, bez względu na to w jakim stanie się znajdowała. Nie chciała spędzić nocy w tym mieszkaniu, wiedziała, że to się może źle skończyć. Zamierzała odwiedzić swoją drogą przyjaciółkę Florence Bulstrode, która mieszkała kilka kamienic dalej, to tam się skierowała.